blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









Blog > Komentarze do wpisu
Nikifor i Dwurnik.

nikifor dwurnik


Krynica Zdrój na pierwszy, powierzchowny rzut oka jest dosyć sztampowym miejscem. Na deptaku stoi fotograf z wózkiem zaprzęgniętym w owczarka i z peleryną góralską, żeby stylizować fotografowane dzieci, dookoła spacerują powstałe ad hoc sanatoryjne pary, popijając lecznicze wody i grupa z przewodnikiem: „Na tej ławce, proszę państwa, Jan Kiepura wymyślił swój największy utwór”. Tej Krynicy służą deptakowi plastycy, którzy malują miasto takim, jakim chcą je widzieć przyjezdni. Nikifor Krynicki (1895-1968) siadywał w tych samych miejscach i patrzył w tę samą stronę, co inni malarze, ale akurat on umiał przeniknąć całą powierzchowną otoczkę, na której koncentrowali się inni. (Z drugiej strony inaczej, niż często prymitywiści, nie ograniczał się do motywów ludowych i religijnych, lecz zabrał się za pejzaż miejski.) Mówi się, że nie malował on tego, czego nie akceptował. Jeśli nie podobał mu się jakiś nowy budynek, to my tego budynku w jego pracach nie zobaczymy. Przedstawiał miasto takim, jakim uważał, że powinno być, a nie takim, jakie było. I w tym, jak myślę, tkwi wielkość Nikifora. Potrafił on coś, co brzmi banalnie, ale co w gruncie rzeczy potrafi niewielu artystów – przetransponować swój sposób postrzegania rzeczywistości na sztukę i nie przejmował się za bardzo, czy jest to zgodne z tym, jak postrzegają inni. Stworzył w swoim malarstwie koncepcję miasta jako przestrzeni architektonicznej, wizualnej, estetycznej. Krynica i inne miejsca jakie malował były zaledwie punktem wyjścia dla tej koncepcji. Nie można też pominąć innych zalet sztuki Nikifora, które zresztą często się wymienia – wyczucie koloru, dobry rysunek, umiejętność syntezy, ale zarazem wrażliwość na detal.

Nikifor Krynicki stosunkowo wcześnie, bo w latach 30tych, został „odkryty” przez artystów (np kapistów) i krytykę. W 1938 roku Jerzy Wolff opublikował w Arkadach artykuł o Nikiforze. Po wojnie Nikiforem opiekowali się Ella i Andrzej Banachowie z Krakowa, organizowali mu wystawy, propagowali jego sztukę. Potem rolę opiekuna Nikifora wziął na siebie Marian Włosiński, krynicki malarz. Natomiast miejscowa społeczność odrzucała Nikifora jako dziwaka i włóczęgę. W końcu jednak, jak to bywa czasem, choć nie zawsze, lokalne środowisko zrehabilitowało Nikifora i zastąpiło jego status wiejskiego głupka statusem pełnoprawnego artysty. Dzisiaj możemy zwiedzać dwa muzea jego prac – w Nowym Sączu i w Krynicy.

Edward Dwurnik zafascynował się Nikiforem w latach 60tych, jako student. Starał się malować tak samo jak Krynicki i te same motywy, starał się nawet stać takim samym, wędrownym i biednym malarzem. W tej chwili w Lublinie w Galerii Białej trwa wystawa obu artystów. Porównanie prac obu malarzy pokazuje, że Dwurnik chyba jednak nie do końca dorównał swojemu mistrzowi. Budzą się tu wręcz podejrzenia, że Dwurnik nie tyle zrozumiał wizje Nikifora, ile zainteresował się romantyczną legendą wokół niego i nie tyle prowadzi dialog z Nikiforem, ile wykorzystuje jego stylistykę jako gotową matrycę. Akwarele Dwurnika z lat studenckich są dokładnie takie, jakby je malował Nikifor – podobny format, ta sama technika, ten sam styl. Różnią się tylko podpisem – ale jedynie w treści, bo liternictwo też jest takie same, jak u Nikifora. Trudno więc zrozumieć, jaki był cel w powtarzaniu tego – gdzie przebiega granica między inspiracją, a plagiatem? Natomiast w olejnych obrazach Dwurnik traci całą nikiforowską subtelność, a w zamian daje – no cóż, anegdotę. Czyli akurat to, co umiał pominąć Nikifor (a czego nie umieli inni deptakowi malarze). W zestawieniu z emocjonalnym, płynącym ze szczerej potrzeby malarstwem Nikifora, prace Dwurnika stają się wykalkulowane, wyzute z emocji i, co gorsza, nie widać w nich żadnej koncepcji miasta jako jakiegoś ogólnego bytu, żadnego pytania o to, czym naprawdę jest miasto. Osiołki lubelskie i Banksy w Lublinie zostały namalowane specjalnie na te wystawę. Na obu obrazach pokazane są wyświechtane, standardowe motywy – Brama Krakowska, katedra, Starówka, pod Bramą Krakowską (na płótnie Banksy w Lublinie) scena rodzajowa – tak, jak je każdy widzi i zna na pamięć. Dwurnik zatrzymuje się na poziomie klisz, ponad który sięgnął Nikifor, by pokazać swoją ideę przestrzeni.

Katarzyna Hołda
środa, 02 kwietnia 2008, mlodeforumsztuki

Polecane wpisy

  • Bartosz Kokosiński - Niekontrolowane treści

    Niekontrolowane treści Wystawa Niekontrolowane treści jest próbą zwrócenia uwagi na nieco inną stronę malarstwa Bartosza Kokosińskiego, chęcią pokazania jak sil

  • Martwe czy żywe WSPOMNIENIA Anny Sprężyny?

    Najważniejszym „miejscem” wystawy Anny Sprężyny jest przestrzeń, w której tekst łączy się z obrazem. I nie chodzi tutaj jedynie o otoczone wspólną r

  • Małgorzata Pomian - ICONS

    otwarcie wystawy 18.11.2011 / godz. 18.00 wystawa czynna do 9 grudnia 2011 od poniedziałku do soboty w godz. 11.00-17.00 ICONS Według badań, które Jake Halpern

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: qwerty, *.chello.pl
2008/04/05 21:27:03
zestawienie słabe .jak mozna porownywac Nikifora z pacykarzem klisz ? pomysł słaby a napewno na niekorzysc Dwurnika.to oczywiste.