blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









środa, 27 stycznia 2010
środa, 20 stycznia 2010
MŁODE FORUM SZTUKI SCHODZI DO PODZIEMIA

W poszukiwaniu nowych przestrzeni dla sztuki młodych postanowiliśmy spenetrować przestrzenie znajdujące się pod nową siedzibą galerii. To właśnie tam, pośród pulsujących żył wodnych postanowiliśmy zapuścić korzenie doprowadzając w okolice starych fundamentów, świeże tchnienie młodzieży. I w ten sposób, paradoksalnie, odnaleźliśmy prapoczątek naszej instytucji.

Student Krzysztof Bryła w 25 roku działania galerii z młodzieńczym zapałem postanowił dokopać się do pierwszych oznak galeryjnej działalności. Wynikiem jego poszukiwań okazały się obrazy przedstawiające namalowane na różne sposoby, ręcznie robione plakaty pierwszych wystaw.Odwzorowanie ich dzisiejszego stanu jest próbą uchwycenia 25 lat w malarskim geście; zamknięciem symboliczną klamrą minionych wydarzeń artystycznych, automatycznie współtworzącym ich ciąg dalszy.

Korzenie Galerii Białej zawsze „sięgały” młodych. Z czasem, ci pierwsi spośród nich, powyrastali na dojrzałych artystów, którzy z kolei utworzyli drugi filar profilu Białej. Jednakże w dalszym ciągu duży nacisk kładziony był na pozyskiwanie początkujących zapaleńców dlatego też trudno by nam było wyobrazić sobie rok podsumowań bez studenckiego akcentu.

Ten dwojaki charakter profilu galerii 22 stycznia osiągnie swoją postać niemalże modelową, gdy w tym samym dniu zostaną otwarte dwie równoległe wystawy: Ireny Nawrot, która od 1985 roku współpracuje z galerią, oraz debiutancka wystawa indywidualna wspomnianego studenta.

wtorek, 12 stycznia 2010
KRZYCZĄCE SZEPTY

czyli o wystawie Anawany Haloby Loud silence w Galerii Aneks

Od wystawy Anawany Haloby w poznańskiej Galerii Aneks mieszczącej się w Arsenale miną już niemal rok. W wakacje tego roku widziałem jej pracę również w Arsenale tylko że już podczas weneckie biennale. Ta koincydencja nazw nie jest jedynym powodem dla którego postanowiłem wrócić do wystawy sprzed roku. Postanowienie to wynikało z tego, iż moim zdaniem wystawa w wówczas mroźnym Poznaniu była zwykle ciekawsza niż zaprezentowana w upalnej Wenecji.

W piekle twego łóżka stać się Persefoną, Charles Baudelaire


Prezentowane w Poznaniu prace Anawany Haloby w swoim wyrazie rozpięte są pomiędzy krańcami tego oksymoronicznego tytułu. Mimo, iż prezentowane w dwóch różnych częściach miasta, dzieją się w jednej przestrzeni i słyszalny jest wciąż ten sam głos. Zmienia się tylko nasilenie, ale to my zbliżamy się lub oddalamy od jego źródła.


 

Na prezentowanej w aneksie projekcji widzimy czarnoskórą kobietę (samą autorkę) leżącą na materacu w jakimś nieokreślonym, surowym pomieszczeniu. Ubrana tylko w białą sukienkę, przykryta jest „tkaniną” wykonaną z monet połączonych drutem tworzącym regularne struktury. W tym samym czasie słyszymy kobiecy głos w towarzystwie niepokojących dźwięków. I jeżeli samo nakreślenie sytuacji nie sprawia większego problemu, to już dokładniejszy opis tego, zdawało by się, prostego filmu nasuwa pewne trudności. Kobieta pogrążona jest w jak gdyby niespokojnym śnie, nieustannie zmieniając pozycję poprawia na sobie to niewystarczające okrycie. Podobnie czynimy wtedy, gdy w zbyt zimnych warunkach wciąż poprawiamy cienki koc, mając nadzieję na poprawę sytuacji. Jednakże dalej marzniemy, a niespokojne ruchy ciała coraz bardziej uniemożliwiają sen. Podobnie dzieje się podczas „snu” Anawany. Na ścianie przez jakiś czas widnieje niby to przypadkowy napis: Close this window before you leave.

Jednocześnie trudno nie ulec wrażeniu, iż ten misternie utkany „koc” pełni zarazem obiekt niemalże erotycznego fetysza. Monety bezpośrednio dotykają również nagich fragmentów ciała, co często widzimy w zbliżeniu. Głos kobiety, który początkowo braliśmy za oznaki koszmaru, teraz wydaje się nam odgłosem rozkoszy. Ta dynamika jednoczesnego przyciągania i odpychania bardzo łatwo daje się interpretować w kontekście politycznym. Artystka żyje i tworzy jednocześnie w rodzimej Zambii, jak i w Norwegi. Specjalnie zostawiając w tym miejscu ten geopolityczny wątek chciałbym ukazać, jak ta „międzykontynentalna” egzystencja generuje w dziełach tej artystki wcale nie takie oczywiste znaczenia. Gdyż w moim odczuciu właśnie tam, pod tą oczywistą powierzchnią, w pracach Haloby jest miejsce gdzie przezwycięża ona „granice”. Zatem pozwólmy myśli zapuścić się głębiej.

Niecodzienna tkanina tak samo okrywa, co i rani. Podrapania dokładnie prezentuje nam kamera. Tajemnicza ścieżka dźwiękowa, nie odpowiada bezpośredniemu zapisowi z planu zdjęciowego. Nagrana osobno, wzbogacona o niepokojące dźwięki i prezentowana głośniej, zdaje się niejako działać osobno - zacieśnia więzy łączące widza z obrazem, otacza go i wciąga do wnętrza prezentowanego świata. W wyniku rozsadzenia dokumentalnej narracji tworzy się wielowymiarowa przestrzeń, której elementy zaczynają się wzajemnie reprezentować i jednocześnie stapiać w jedno. Bo oto dostrzegamy, iż kolor pieniędzy jest o podobnym odcieniu co ciało artystki. Drut łączący monety „połączył” również rękę z tułowiem zostawiając na nich ślad po zadrapaniu. Mało tego, monety swoim kształtem korespondują ze znajdującym się na podłodze, częściowo zasłoniętym przez materac, namalowanym kołem. Silną symbolikę odnoszącą się do ciała spotykamy również w innym projekcie artystki When the private became public, w którym podczas projekcji prezentowanej na podłodze otoczoną ścianką na kształt studziennego kręgu, w kolistym (sic!) obrazie obserwujemy ręce kobiet wyciągające z czerwonej ziemi australijskiej pustyni długie fragmenty zapętlonej tkaniny. Siedzące w kręgu przedstawicielki różnych ras próbują jak gdyby dostać się do wspólnych, można rzec transkontynentalnych korzeni. Jednakże znowu ziemia nasuwa skojarzenie z ciałem, gdyż po raz kolejny autorka zadbała o to, aby kolor zbliżony do barwy jej ciała dominował w kadrze. Ponadto po pewnym czasie kamera, po tym jak filmuje plątaninę rąk, rejestruje nogi zgromadzonych kobiet. Oczywiście cała sytuacja niejako staje się wielkim porodem „matki ziemi”.

Kolejnym interesującym wątkiem w twórczości Haloby niejako wiążącym projekcję z Aneksu z resztą jej realizacji jest przywiązanie artystki do ornamentu. Obserwując niecodzienny „koc” dostrzegamy, iż wiązanie tworzy rytmicznie powtarzający się ornament. W filmie wideo The air between two women autorka odnajduje rytmiczne rozłożenie elementów na antypoślizgowej warstwie stopni schodów. W tym momencie ten zaskakujący element wydaje się symbolicznie „ubezpieczać” przed zejściem w głąb ciemnej nieznanej przestrzeni, jednocześnie, jak i w przypadku pozostałych prac, pełni funkcję specyficznego teleportu. Gdyż to powtarzające się „schodzenie w głąb” powoduje, że w przypadku dzieł Haloby właśnie jak powietrze częściowo wchodzimy do jej wnętrza, jednocześnie pozostając na zewnątrz. „Analogia otchłani – jak pisze Derrida – oraz mostu ponad otchłaniami mówi, że musi tu istnieć jakaś analogia pomiędzy dwoma całkowicie heterogenicznymi światami – coś trzeciego, co pozwoli przekroczyć przepaść, zabliźnić rozwarcie i pomyśleć rozchylenie [écart]. Krótko mówiąc symbol. Most jest symbolem, przechodzi z brzegu na brzeg, a symbol jest mostem.” (J. Derrida, Prawda w malarstwie, Gdańsk 2003, s.44). Dlatego w przypadku Haloby rytmiczny ornament, niemalże analogiczny do koronki na obrębie jej sukienki, promieniuje na całą przestrzeń, w której znaczony i znaczący trwają w miłosnym uścisku. Widzimy jej ciało, ale słyszymy już jej uszami. Kierowani tajemniczym drogowskazem, powtarzając wdech za wydechem, schodzimy do jakiegoś wnętrza gdzie ogłuszają nas szepty, gdyż dotarliśmy tam, gdzie one biorą swój początek. Tak, jak we wspomnianych już projekcji, w „studziennym” wnętrzu autorka odsłania przed nami miejsce w którym, rzec można, bije wspólne tj. jej i ziemi źródło.

Dlatego też, moim zdaniem, dopiero na tym poziomie interpretacji możemy właściwie odczytać kolejną realizację zaprezentowaną w Poznaniu. Ta bardzo wyrazista i mocno oddziałująca instalacja z pewnością odróżnia się od tej zaprezentowanej w Aneksie. Po tym, jak wchodzimy do zaciemnionego miejsca, od razu atakowani jesteśmy mocnym uderzeniem dźwięku. Natężenie sfery audialnej rozpiętej na zasadzie prostego kontrastu, od szepczących głosów po głośne uderzenia basu, zaskakuje odbiorcę na spółkę z wszechogarniającą ciemnością. Silny dźwięk basu przeplata się z symultanicznie szepczącymi ponad dziesięcioma zwisającymi z sufitu głośnikami. Po chwili ten natłok bodźców udaje się opanować, a w głowie zaczyna pomału rysować się wstępna mapa przestrzeni. Podejście pod jeden z głośników powodował zrozumienie szeptanej sentencji. Autorka zgromadziła tutaj zdania wyjęte z opisów różnych traumatycznych wydarzeń przytaczanych przez kobiety. Tuż u progu słyszymy Can You see them? Podczas dalszego „spaceru” kontakt nie ustaje. Głosy komunikują na przykład: we are hungry! Czy też zwracają się do nas słowami: look at the corner! Co jest ciekawie zainscenizowane, ponieważ głos niejako zadaje nam pytanie, wprowadzając od razu stan zagrożenia.

Artystka zakomponowała przestrzeń w taki sposób, aby uwikłać nas w to „zbiorowe” przerażenie. Rytmiczny dźwięk basu, wstępnie rozpoznany jako raczej odgłos bębna, okazuje się spotęgowanym biciem serca. Zatem po raz kolejny weszliśmy w niedookreśloną przestrzeń, która jednocześnie jest więzieniem szepczących do nas postaci, jak i wnętrzem jakiegoś upostaciowionego wizerunku zbiorowej traumy z kłębowiskiem myśli-demonów wewnątrz. Prywatne staje się publiczne.

Piotrek Pękala

Anawana Haloba

Anawana Haloba Loud Silence

wernisaż wernisaż wystawy odbył się 23 lutego 2009, w Galerii Aneks w Poznaniu