blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









czwartek, 02 lutego 2012
Martwe czy żywe WSPOMNIENIA Anny Sprężyny?

Najważniejszym „miejscem” wystawy Anny Sprężyny jest przestrzeń, w której tekst łączy się z obrazem. I nie chodzi tutaj jedynie o otoczone wspólną ramą passe partout, na którym artystka połączyła ze sobą te obrazy i zdania, lecz przede wszystkim o „terytorium”, gdzie  ta intermedialna opowieść bierze swój początek.

Połączenie tych, pozornie nie przystających do siebie środków wyrazu, na wystawie w Młodym Forum Sztuki Galerii Białej zostało złagodzone przy pomocy wspólnego obramowania każdej takiej pary. Subtelna opowieść naniesionych na obraz narracji, początkowo kontrastuje z antyestetycznym charakterem postrzępionej malatury. W swoich tekstach artystka opowiada o migotliwie pojawiających się w jej pamięci wydarzeniach, które wizualizuje umieszczona powyżej malarska struktura. Pojawia się ona głównie w formie nierównomiernie wyrwanych fragmentów jakby większej całości. Zastanówmy się zatem, czym jest ta całość, której kawałkami są pojedyncze ślady przeszłości. Otóż moim zdaniem niesymetryczne ściany anty-salonowej przestrzeni MFS zakreślają ramy wewnętrznego portretu samej artystki, gdzie przeszłość jest jedynie tłem pierwszoplanowej postaci.

Ten autoportret w swoich wizualnych fragmentach przedstawionych na wystawie początkowo jest niekomunikatywną abstrakcją. Pod względem warsztatowym nie zadowoli ona nawet  awangardowych malarzy. Dlatego też zaskakującą okazała się być decyzja studentki, która postanowiła z tych poszarpanych obrazów uczynić swoją dyplomową realizację. W tym przypadku jest to o tyle istotne, ponieważ zasadniczo zmienia charakter tego egzaminu. Moment obrony – przez wzgląd na powyższą tezę - okazał się być wydarzeniem, w którym studentka nie broniła finalnego efektu zabawy malarską materią, lecz postanowiła ukonstytuować swoją artystyczną postawę. Wysiłek ten nie został przesadnie doceniony przez komisję egzaminacyjną (Sprężyna za swój dyplom licencjacki uzyskała ocenę 4,5) 

Same abstrakcyjne – jak nazwał obrazy Sprężyny Jan Gryka – bez pomocy autorskich „podpisów” rzeczywiście można by potraktować jako niewiele mówiący zbiór nieumiejętnie malowanego malarstwa. Tak też prawdopodobnie zostały potraktowane przez pedagogiczne grono. Jednakże w towarzystwie tekstu (na dyplomie studentka towarzyszące obrazom „definicje” naniosła  ołówkiem bezpośrednio na ścianie), te przedstawienia stają się interesującą wypowiedzią artystyczną. Podpisy są czymś w rodzaju drogowskazów, prowadzących odbiorcę do miejsca, w którym te niefiguratywne struktury zyskują swoje uzasadnienie czyli tam, gdzie została wykonana wakacyjna fotografia. Sieć komunikatów wydobywająca się z tego, w swej istocie, nieuchwytnego miejsca, buduje swoistą mapę subiektywnie widzianego krajobrazu. Widok tej przestrzeni uchwycony w tak szerokim kadrze powoduje, że eksponowana abstrakcja zyskuje rzeczywiste podobrazie. Tę subiektywnie zapamiętywaną przestrzeń z pewnością miał na myśli Jan Gryka pisząc w tekście towarzyszącym wystawie, że dzieła te tworzą „nieokreślone fragmenty większych całości.” Po czym kurator dodaje: „Układają się one w pewną strukturę, która jest formą opowiadania zaś luki czy przerwy między obrazami nabierają dodatkowych znaczeń”.

Luki i przerwy nabierają znaczenia równorzędnego do reszty „opowiedzianej” struktury. Ponieważ istotniejsza jest właśnie całość tego osobistego uniwersum, którego centrum wyznacza autorka a język abstrakcji jest tutaj (czyżby jedynie?) obiektywnym  językiem artystycznej wypowiedzi podporządkowanym artystce w tym samym stopniu co pismo uformowane w konkretne zdanie. Malarstwo jest tutaj „jedynie” narzędziem , czyli środkiem prowadzącym do celu. Dlatego przez ten uniwersalny język prześwieca nota o autorce windująca jej biografię na poziom uniwersalnego komunikatu. Obrona dyplomu jest obroną samej siebie, a nie anonimowych barw, rozmieszczonych na płótnie zgodnie z przypadkowo zauważonym widokiem, czy też piramidą „martwych” dla sztuki „natur”. Jest próbą wyostrzenia konturów tej „niedoświetlonej” fotografii przedstawiającej nieostry zarys młodej adeptki sztuki.

PP