blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









niedziela, 16 listopada 2008
„Eksplozje na peryferiach”

kamil stańczak

„Peryferie- 1.części miasta położone daleko od centrum, 2. zewnętrzna część czegoś, 3. coś marginalnego, mniej istotnego.” – hasło, jego fragment, zapewne zaczerpnięte z któregoś ze słowników wyrazów obcych, jest jedynym tekstem, który Kamil Stańczak zdecydował się umieścić na zaproszeniu na wernisaż wystawy swojego malarstwa w Puławskiej Galerii Sztuki.

kamil stańczak

Lakoniczność, umiejętność powściągnięcia potrzeby umieszczania rozległych, spiętrzonych znaczeniowo, autokomentarzy lub wskazówek kierujących odbiorcę na właściwe tory, albo przeciwnie, wtrącających go w labirynt ukrytych tropów i ledwie rysujących się ścieżek interpretacyjnych, bywa cechą twórców pewnych języka, którym się posługują, nawet wtedy kiedy jest to język pozawerbalny – w tym wypadku malarski, choć nie tylko. Tak zdaje się być w przypadku autora wystawy „Peryferie”. Rzeczywiście zmysłem, który pierwszy reaguje po wejściu na nią jest zmysł wzroku, co w przypadku sztuki najnowszej wcale nie jest takie oczywiste. Tak zresztą pozostaje - na wystawie mamy do czynienia z obrazami, malowanymi na płótnie i niewielkimi, zbudowanymi z elementów, jakby wyjętych z modelarskich makiet, obiektami.

kamil stańczak

 

kamil stańczak

kamil stańczak

 

Dlaczego „Peryferie”? Wszyscy mijamy boczne uliczki, „niechciane” widoki zapleczy, mijamy w podróży miasteczka i przestrzenie między nimi, które prawie wcale nie mają już szansy bycia nietkniętą ludzką ręką przestrzenią, są zaś coraz częściej zaśmieconymi bliżej nieokreślonymi, przynajmniej na pierwszy rzut oka, śladami działalności przemysłowej rolniczej, bywa, że militarnej... Wszyscy, chcąc nie chcąc, mamy do czynienia z mediami posługującymi się obrazem, stykamy się z masą nieinteresujących nas kompletnie obrazów, obrazów, których wcale nie szukamy, a które jednak docierają do nas właśnie za pośrednictwem tychże mediów - telewizji, prasy, internetu... Bywa, że w irracjonalny sposób pozostają zapisane w naszej pamięci. Wszyscy mamy jakieś wspomnienia, które w żaden sposób nie stanowią istotnego budulca naszej świadomości a pozostały zapisane jako obrazy rzeczy, obiektów przewijających się w mniej lub bardziej wyraźny sposób przez nasze życie i plasują się właśnie na peryferiach naszej pamięci. Ich egzystencja w tejże pamięci nie zawsze rysuje się jasno, ale bywa też faktem. Takich właśnie obrazów zaczął szukać w swojej i pewnie także naszej pamięci, Kamil Stańczak. Są wśród nich całkiem dosłownie wycięte z rzeczywistości przedmioty, takie jak pomnik z czołgiem z czasów II wojny światowej, jakie jeszcze zdarza się widywać w małych miasteczkach, na którego wysokim, zaciekającym rdzą z czołgu cokole, „małomiasteczkowy” grafficiarz zdołał umieścić swoje tagi. Wśród peryferyjnych obiektów jest też czerwony, zniekształcony upływem czasu, wyglądający jak zabawka kombajn bez opon, na seledynowo zielonym tle, drzwi jakby wyrwane z samochodu lub z portalu internetowego z częściami do samochodów, na czerwonym tle. Wyrwane są o tyle kuriozalnie, że w oknach tych drzwi widać fragmenty monotonnego, szarego krajobrazu. Jest pomnik z odrzutowcem jak z peerelowskich koszar lub szkoły lotniczej i sylwetka odrzutowca, który precyzją wykonania przypomina rysunki z opakowań modeli samolotów sklejanych w dzieciństwie.

kamil stańczak

kamil stańczak

 

Są wreszcie obrazy do złudzenia przypominające czarno-białe zdjęcia i obiekty architektoniczne w skrótach perspektywicznych zdradzających optykę szerokokątnego obiektywu. Wszystkie wyjęte z kontekstu, umieszczone na jednobarwnym, tle o intensywnej barwie lub jakby wklejone, na powierzchnię surowego płótna podobrazia. Ich ilustracyjny charakter, hiperrealistyczna kreska rysunku, który wygrywa z materią malarską, za każdym razem zostaje jednak w jakiś sposób zakłócona interwencją autora, który w ten sposób przypomina jednak o tym, że mamy do czynienia z malarstwem. Farba leje się dosłownie, sztuczne światy eksplodują farbą. Jeden z budynków okazuje się mieć różowe podpiwniczenie, umieszczone pod nim jakby w formie cyfrowej wizualizacji 3D, co przy całym jego postmilitarnym lub postindustrialnym charakterze stanowi niemniejszy zgrzyt niż eksplozje innych domów makiet, brązowa aureola wykonana brzegiem słoika lub puszki po farbie nad głową czarno-białego popiersia młodej kobiety upozowanej, pierwotnie w zupełnie niesakralnych zapewne celach, jak w typie madonny boleściwej, sprawia wrażenie przypadkowego zabrudzenia.

 

kamil stańczak

 

Podobnej malarskiej korozji ulegają małe obiekty Stańczaka. Farba zastyga w nich strugami, z drzwi małego modelu bunkra wylewa się jako ciemnogranatowa masa, koło malutkiej studni z drzewem, jakby wyjętych z kolejowych makiet, przecieka strugami przez grunt pod nim tworząc przestrzenną strukturę. Dosłowny, czasem nieco komiksowy sposób konstruowania rysunkowego szkieletu w pracach artysty, odwoływanie się do estetyki czarno-białej fotografii bez tych interwencji byłby zapewne pustym gestem. Marginalność wszelkich obrazów, rzeczy, pojęć, które możemy sytuować na, definiowanych przez każdego z nas na swój sposób, peryferiach jest złudna. Dążąc do jakiegokolwiek dowolnie pojmowanego centrum, ku jakiemuś celowi mijamy wciąż peryferyjne, bo nieistotne dla nas, obrazy, miejsca, rzeczy. Może to miałkość kojarzonych z nimi obrazów, ich prowokacyjna czasem pustka wizualna i znaczeniowa, prowokują malarza do ich skaleczenia, zarażenia ich ową malarską korozją, lub częściowej ich destrukcji, dają szansę uwolnienia się od nich lub nadania im nowego znaczenia lub zburzenia ich pierwotnego sensu wynikającego z formy i kontekstu, z którego zostały przez Stańczaka wyjęte. Wydaje się, że swoją ingerencją zaprawioną nutą sarkazmu, artysta chce je pozbawić (rozumianych po barthes’owsku) mitów, którymi pierwotnie mogły być obarczone. Militaria przestają być niebezpieczną ewokacją wojny – stają się kolorowym namalowanym, modelem, kombajn przestaje być wielką maszyną – staje się kolorową zabawką, modelka z całkiem frywolnego zdjęcia zostaje na chwilę madonną lub po prostu wymiotuje farbą. Pewnie też dzięki temu, przenosi je ze sfery peryferyjnej w centrum naszej uwagi. Podnosząc do rangi tematu dzieła sztuki tematy „znalezione” w bliskiej mu ikonosferze, używa starej metody o dadaistycznej proweniencji. Czyni to jednak za pomocą na tyle świeżych i własnych środków, że jesteśmy mu w stanie zaufać. Tym bardziej, że język plastyczny, którym się posługuje wydaje się być całkiem spójny już od pierwszych prezentacji jego prac.

kamil stańczak

 

kamil stańczak

 

Debiut Kamila Stańczaka miał miejsce w 2005 roku na wystawie zbiorowej Nova Biała w Galerii Białej, a rok później pierwsza wystawa indywidualna „Następny proszę”, również w Białej. Wystawy te pociągnęły za sobą udział w kolejnych wystawach, z których najistotniejszy był chyba udział w 2007 roku w wystawie „Malarstwo Polskie XXI wieku” w Zachęcie. Jednak nie chodzi mi o powielanie informacji biograficznych o artyście, dostępnych na nieodległych stronach Białej i na stronach tego bloga. Wolałbym raczej podkreślić pewną konsekwencję jego metody wycinania z rzeczywistości jej skrawków, fragmentów – wizerunków przedmiotów, osób rzadziej zwierząt, które jak sam określił, składają się na „jeden duży obraz”. Tym skrawkom rzeczywistości artysta nadaje jednak interesujące go znaczenia. Może dlatego tak bliskie są obiektom, fantastycznym, afunkcjonalnym, mechanizmom, które oprócz prac malarskich prezentował. One również na pierwszy rzut oka sprawiały wrażenie wziętych z rzeczywistości okazując się po bliższym spojrzeniu absurdalnymi machinami do malowania, miotania farby lub latania. W tym co robi Stańczak najbardziej interesujący jest dla mnie, oprócz warstwy wizualnej, ów proces poszukiwania lub żonglowania znaczeniami wziętych przez niego „na warsztat” wizerunków.

Ernom

P.S. Wystawa w Puławskiej Galerii Sztuki, POK „Dom Chemika” trwa do 30.11.08, czynna jest w godz. 10.00 –18.00 (oprócz poniedziałków), ul . Wojska Polskiego 4,