blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









wtorek, 19 czerwca 2007
Kuśmirowski odebrał Nagrodę Artystyczną Miasta Lublina

Robert Kuśmirowski odbiera nagrodę

Robert Kuśmirowski odbiera nagrodę z rąk Prezydenta Włodzimierza Wysockiego.

 

Robert Kuśmirowski dziękuje

Robert dziękuje zaczynając od Jana Gryki, który w tym czasie robi to zdjęcie.

 

Robert Kuśmirowski dziękuje

Robert przemawia i tłumaczy urzędnikom, że warto stawiać na młodych artystów i przyznawać takie nagrody nie tylko znanym i uznanym.

 

Robert Kuśmirowski

Nagroda w kieszeni, a kwiaty trafiły od razu we właściwe ręce.

19:48, mlodeforumsztuki , wydarzenia
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 czerwca 2007
„Może ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje?” Rozmowa z Robertem Kuśmirowskim.
Katarzyna Słoboda: Przypadkiem trafiłam na „Zwierciadło” [nr 9, 2006], w którym znajduje się artykuł, gdzie mówisz o Lublinie. Byłam tym mile zaskoczona. Dlaczego akurat o Lublinie, czyj to był pomysł?
Robert Kuśmirowski:
To był pomysł Marty, która przeprowadzała ten wywiad. Złapała mnie w Warszawie przy okazji realizacji Ornamentów Anatomii [wystawa w CSW Zamek Ujazdowski, maj/czerwiec 2006 w cyklu „W samy centrum uwagi”]. Wymyśliła, że byłoby ciekawie gdyby o Lublinie opowiedzieć inaczej niż zrobiłby to powiedzmy prezydent miasta. To nie były opowieści dotyczące sukcesu tylko raczej porażek, ciekawostek mrocznych, kształtujących moją osobę w latach, kiedy żyłem w Lublinie: w 82-gim przybyłem do Lublina, 15 lat mieszkałem tutaj, potem wyemigrowałem poza Lublin a teraz wielki powrót. Cały czas gdzieś jeżdżąc myślę, że mogę sobie ten Lublin spokojnie weryfikować, porównywać. Myślę też, że stąd ta decyzja o powrocie do Lublina, tu są ci najwspanialsi ludzie, nigdzie takich nie spotkam, w żadnym miejscu w Polsce. Można było się o tym przekonywać i utwierdzać w tym, że w Lublinie jest najlepiej, może dlatego, że tak dużo było czasu żeby się z tymi ludźmi zżyć. Ponadto jest tutaj trochę tej nuty ukraińskiej, do której jest bardzo blisko, no i nie ma jeszcze takiego przebrzydłego udawania, kreowania, lansu. Jest dużo normalności.
Kuśmirowski
/jedna z pierwszych prac Roberta z czasu studiów/


KS: „Tytoń kręcony to jest niesamowity smaczek -zaciąga się. A Lublin ma smak jeszcze nie do końca skosztowany.” [Tak właśnie zaczynał się artykuł w „Zwierciadle”] Jaki to smak?
RK:
To jest smak możliwości, które mogą się tu pojawić. Myślę teraz o budowaniu tutaj domu, squatu, dla nas wszystkich, którzy chcieliby pozostać w Lublinie i zajmować się wyższą sztuką, taką, na temat której się rozmawia, myśli się o niej. Poza tym, jak ktoś przyjeżdża powiedzmy z Zachodu, skazany jest na jakieś kiczowate hotele. A w kulturze „zachodniej” ludzie, którzy zajmują się sztuką lubią przebywać wśród artystów, wśród sztuki, ścierać się z nią. Myślę, że takie miejsce jak ten squat byłoby genialne, by taki lubelski absolwent wyższych szkół, niekoniecznie Wydziału Artystycznego, ale i Kulturoznawstwa, Historii Sztuki, miałby szalenie dobre miejsce do tego, żeby móc się zatrzymać, pomyśleć totalnie o sztuce i próbować w tą stronę iść, a nie myśleć na temat tego, gdzie iść żeby sprawić sobie jakieś lokum wynajmowane za grube pieniądze. Gdy o takich podstawach nie pomyślimy, to będzie ciężko. To są właśnie te drobne smaczki, które jak się sprawią, to będzie na prawdę dobrze dla tych, którzy marzą, o tym żeby kreować, by oderwać się od tej rzeczywistości, która jest po prostu smutna i "niezapowiadająca". To ludzie gotują nam taki los, ludzie przyczepieni władzy "pieciominutowej" i tylko zdrowy umysł jest się w stanie od tego odbić, nie zajmować się polityką, żyć wedle własnych ustaleń.

KS: A jak ci się pracuje ze studentami?
RK:
Rozmawiam z nimi jak z ludźmi, którzy są z tej samej gliny, co ja, którzy wykonują taką samą pracę, jak ja. Jedni są ciekawi wszystkiego, drudzy określeni i znający drogę przez co trudniej z nimi nawiązać kontakt i dojść do jakiejś współpracy. Od lutego jestem na Wydziale na naprawdę dogodnych warunkach, mogę mówić o nowościach, przekazywać im swoje tajniki, techniki, pomagać sercem, umysłem i również fizycznością. Zaszczepiłem w głowach, że wszystko da się zrobić, wszystko jest możliwe, a każdy rodzaj walki np. z administracją to kolejny ołówek do zatemperowania. Da się tym tępym ołówkiem coś narysować, jeżeli tylko ktoś ma dużo siły lub potrafi umiejętnie "temperować". Zajęcia traktuję nie jak spotkanie prowadzącego ze studentami, ale jak konfrontacje z przyszłymi artystami.

KS: A widzisz w nich jakąś energię, chęć zrobienia czegoś?
RK:
To staram się wyszukiwać, pytam czy mają jakieś zamiłowania, niekoniecznie z dziedziny sztuki, może parają się fizyką, chemią, innymi dziedzinami nauki, bo tu może leżeć podstawa żeby nadać ich myśleniu nowy tor poruszania się, zdobywania świata lub przełamywania go, przetwarzania w sposób wizualny bądź fonetyczny. Niekoniecznie trzeba z tą szkołą iść w sposób tradycyjny. Tu można się dopiero totalnie otworzyć, a nawet trzeba. Jeśli to zrozumieją, to już będzie połowa sukcesu.

Kuśmirowski
/jedna z pierwszych prac Roberta z cyklu Rysumenty/


KS: A ile się zmieniło w porównaniu z okresem, kiedy Ty studiowałeś? Jest więcej ograniczeń czy większa wolność?
RK:
Wiele się zmieniło, jest więcej ograniczeń, np. jeśli chodzi o pobieranie kluczy do pracowni, ilości godzin przebywania w pracowni. Ludzie rozrzucili się na wielo składowe zajęcia w pracy, w domu. Nie potrafią skupić się na jednym, mają wiele do zrobienia w ciągu dnia. Kiedyś można było zobaczyć indywidualności, które potrafiły wszystko rzucić dla jednej sprawy, wtedy dało się zauważyć postęp. A jak będziemy sobie balansować, wszędzie zaglądać a nigdzie nie próbować się zatrzymać, nawet porobić coś za tymi drzwiami, do których zaglądamy, no to widzę ciemną dróżkę. Trzeba byłoby mieć klony, żeby móc w każdej dziedzinie się zmierzyć. Ale nie zamykam też tej uniwersalności, dla mnie wybieranie i pobieranie z tysięcy źródeł to pożywka i cel mojej podróży. Żeby móc korzystać z takiej uniwersalności trzeba mieć dar improwizacji, umiejętnego wyciągania tych instrumentów, które w danej chwili zabrzmią i stworzą harmonie. Trzeba nauczyć się gry na jednym instrumencie. To samo jest ze sztuką, jeśli posiądziemy dajmy na to umiejętność malowania, może warsztat, może tylko myślenie ze świadomością plastyczną, to już jest narzędzie do tego, żeby zacząć improwizować. Gdy nie posiądziemy tej umiejętności, to ta improwizacja będzie abstrakcją, nie poparta wiedzą i maestrią, balansującą na zasadzie niespodzianki i to pewnie przykrej.

KS: Ale trudno o taką świadomość swoich możliwości, ją się chyba nabywa z czasem?
RK:
Nawet do końca ten ktoś nie musi wiedzieć, że to ma, w sensie zdobywania odwagi w działaniu. Niektórzy nie potrzebują wystaw, lubią siedzieć w pracowni i coś sobie robić. Inni chcą się dzielić, potrzebna jest im ta konfrontacja, gdyby ten proces przekazu nie zafunkcjonował ci ludzie czuli by się źle. Każdy ma swoją charyzmę, dla każdego powinna być napisana oddzielna książka "Jak Żyć", inaczej: każdy powinien sam taką książkę napisać.

KS: Chciałam zapytać Cię o wątki lubelskie w Twoich pracach. Na wystawie D.O.M. pokazywanej w Fundacji Galerii Foksal i w Johanen Galerie w 2004 oraz obecnie wystawiona w Folkwang Museum w Essen wykonałeś „kompilacje” nagrobków znajdujących się przy kościele ewangelickim....
RK:
One nie są skompilowane, są bardzie wyhybrydowane. Z jednego wziąłem pomysł na bryłę, na ornament, z drugiego czcionki, a i tak wszystko wyglądało po mojemu. Wykorzystywałem kartony, styropiany, których nie ciąłem. Potem przychodziły elementy rzeźbiarskie i to się stało jak prawdziwy cmentarz. To przekłamanie jest najfajniejsze, bo nikt nie daje wiary, dopiero jak zajrzy z drugiej strony to okazuje się, że to jest styropian po plazmie, tamten jest po monitorze komputera itd. Ten rodzaj lekkości powstawania prac jest dla mnie najważniejszy, nie chce wytwarzać nagrobków od nowa, tylko bardzo szybko ująć to, co siedzi mi w głowie, a żeby to szybko zrobić muszę brać te materiały, które są pod ręką. Nie chodzę po sklepach, nie kupuję materiałów. Jeśli nie mam czegoś pod ręką, to idę dalej, biorę rower i jeżdżę aż znajdę. Jestem pewien, że dłużej zeszłoby mi pojechanie do sklepu.
Robert Kuśmirowski
KS: A co z kanałami w Lublinie?
RK:
Pani rzecznik lubelskiej kanalizacji miejskiej udostępniła zbiory, składające się z elementów odnalezionych podczas konserwacji. Podczas rozmowy powiedziała, że jeśli planowałbym jakąś akcje, to oni są w stanie pomóc, ale nie ruszyła się jeszcze kwestia współpracy. W tym roku mam nadzieję zacznie funkcjonować pierwsze polskie Muzeum Kanałów w Łodzi, które ruszy z wystawą dotyczącą miasta. Następną wystawą, powiedzmy za 2 lata, byłaby wystawa ogólnopolską. Jest sześć miejsc, które mają swoje historyczne kanały wybudowane przed wojną: tj. Toruń, Poznań, Lublin, Kraków i Warszawa. Na razie tą pierwszą chciałbym zrobić na zasadzie konfrontacji prac jakie są w archiwum ZWIK-u w Łodzi i tego co już wykonałem, czyli kilkudziesięciu fotografii, filmu stylizowanego na film dokumentalny z lat 70-tych, plus obiekty rzeźbiarskie i te, które faktycznie znalazłem. Ostatnim etapem będzie wystawa europejska. W Wiedniu czy w Londynie można wejść do kanałów i popatrzeć na wspaniałą architekturę z końca XIX wieku. Ale najpierw muszą zafunkcjonować te polskie wystawy, żeby całe przedsięwzięcie było wiarygodne. Przy okazji wystawy w Łodzi jestem tym człowiekiem, który pilnuje wątków artystycznych. Chodzi jednak cały czas o sztukę współczesną, będę więc trochę zaburzał, wirusował. A mimo to cały czas jest ta baza, ta historia.... Zresztą budowanie na nowo historii też jest świetnym pomysłem. Jeśli mnie uczono od dzieciaka złych i mylnych historii myślę, że teraz kolej na mnie, będę wymyślał historię, robił to, co przez całe lata ludzie próbowali zapisać - wymyślali historię, które wchodzą w programy edukacyjne w szkołach i szeroko pojętym wydawnictwie. Trzeba mieć nutę fantazji, żeby to sobie urealnić. Tylko takie rozszczepienie wątku daje efekt pozytywny w postaci nowej propozycji. Rozesłanie swoich pijawek, które będą się wbijać i wpijać do odpowiednich osób, w celu zadania informacji, jest taką samą grą jaką się stosuje np. przy użyciu mediów.
[więcej o tym projekcie: http://www.zwik.lodz.pl/module-Aktualnosci-action-Szczegoly-ID-55.html]
Robert Kuśmirowski
KS: Wiem, że wypożyczasz wiele przedmiotów od różnych ludzi...
RK:
Ludzie tu są najważniejsi. Można się z nimi dogadać, zapukać do drzwi zamkniętych fabryk, wykupić coś za pół ceny, z miejsc, do których kiedyś nie można było nawet wejść. Na przykład w zakładzie Ursus można było za 20 gr kupić lampę uliczną, za 50 gr jakieś butle, urządzenia, liczniki. W Warszawie to by było nie do pomyślenia, od razu by się ktoś tym zajął, wszystko wykupił a potem to sprzedawał za czterokrotnie większą sumę. A ludzie tutaj wiedzą o tym, co robię, wiedzą do kogo się z tym zgłosić, taki system informacji jest najlepszy. Proponowano mi mieszkanie w Stanach, w Berlinie, pytali się dlaczego tu siedzę, wiec dawałem tego typu przykłady. Są jednak rzeczy, które przeszkadzają, Urzędy Miejskie czy właściciele różnych placówek, robią takie przeszkody, nie potrafią dać kredytu zaufania dla młodych, nie wiem dlaczego, z zazdrości. Niedawno mieliśmy w Lublinie „Noc Kultury”, setki osób zajęły się ta imprezą, w większości charytatywnie. Niesamowite. Tylko nie wiem czy ta niesamowitość się jeszcze kiedyś tutaj powtórzy. A w niektórych miastach każdy dzień tak wygląda. Nie można sycić się tym, co się już wykonało tylko myśleć, co można z tym fantem robić dalej. Nie może być jednego człowieka, który decydowałby o kulturze, musi być ich więcej żeby była różnorodność, nawet zdrowa rywalizacja. Jak Lublin ma się stać stolicą kultury, jak nie myśli się o zatrzymaniu w tym mieście ludzi młodych? Chciałbym się tym zająć, gdyby miasto dało mi jeden budynek można by zrobić tam miejsce, które służyłoby wszystkim, mieszkającym w Lublinie i tym przyjeżdżającym, którzy nie zjawiają się tutaj, bo nie ma takiego miejsca. Byłoby to miejsce, w którym mieszkałoby się, tworzyło, eksperymentowało, jakąś przestrzeń przeznaczyłoby się na wystawy, które z jakichś przyczyn nie mogą zafunkcjonować gdzie indziej. Ostatnio organizowałem wystawę: dostałem propozycje od Pani Dziekan Wydziału Artystycznego pokazania prac, które nawiązywałyby do koncertu Wojciecha Killara, który przybywa w czerwcu. Akurat znam jego twórczość i pewne jej fazy podpasowały mi więc mogę się do tego odnieść. Jego prace przeważnie sączą się na bazie smutku, pewnych doznań traumatycznych, ostatnio duchowości, wiary. Mówiąc o ciężarach życia dyryguje w ładnej koszuli i smokingu, w ładnej Filharmonii, z batutką. Pomyślałem, że zrobię tak samo wystawę, ciężkie klimaty mniej więcej o tematyce chleba czy jego braku, z wysiedleń i czasu głodu lecz w pięknych oprawach, w passe-partout. Od lat robię muzykę i potrafię zespolić ją z obrazem. Zacząłem pracować, pojechałem do Krakowa, wynająłem ludzi, zebrało się kilkadziesiąt osób do pozowania, wypożyczone były kostiumy z Teatru Starego i z Teatru Słowackiego, rekwizytów było jeszcze więcej. Byliśmy w Muzeum Historii Fotografii gdzie były kolejne sesje, w Muzeum Archeologii kolejna, wszystko na potrzeby projektu. I nagle dzwoni jakiś ksiądz, który jest z jakiegoś wydawnictwa. Zaczyna mi mówić, że on nie jest pewny wystawy. Powiedziałem mu żeby zajrzał do internetu i przekonał się, że nie robię żadnych skandali, robię smutną sztukę, nie zajmuję się bzdurną wesołością. Chciał zobaczyć co będzie, ale prace nie były jeszcze skończone, zresztą one miały zafunkcjonować na miejscu. W takich wypadach trzeba dać trochę spokoju i wolnej ręki. Chciałem dowiedzieć się z kim mam przyjemność, jeśli się zna na sztuce i ma taką władze by decydować o wystawach. Niestety nie był w stanie pisnąć grama przykładu, że jest w tej kwestii specjalistą, ba! nie potrafił odróżnić Młynarza od Piekarza... Nie minęły cztery godziny, jak Pani Dziekan mówi mi, że pojawiły się dziwne okoliczności, bo Wojciech Killar przyjeżdża ze swoją wystawą. Ten człowiek po prostu pstryknął palcem i moja wystawa się nie odbędzie a wielotygodniowe przygotowania, praca ludzi, nakład finansowy poszły na marne. Nie poinformował mnie o tym i tylko dzięki uprzejmości Pani Dziekan się o tym dowiedziałem. Jeśli tacy ludzie będą decydowali o sztuce, będą budowali wizerunek Lublina, to w tym 2016 stolica kultury przerodzi się w stolice chałtury. I zamierzam powiedzieć to przy okazji odbierania nagrody artystycznej Miasta Lublina, może ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje....

Lublin, 15 czerwiec 2007

17:43, mlodeforumsztuki , teksty krytyczne
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 czerwca 2007
Jeszcze o “Novych Falach”

Fala zawsze przynosi coś nowego, nieraz zmiatając to co spotkała na swojej drodze, przynosi ożywczą moc lub zniszczenie, może też towarzyszyć chłodnej, orzeźwiającej bryzie. Z "nowymi falami" w dziedzinie sztuk wszelkich mamy do czynienia co jakiś czas i jest określenie najczęściej mające na wyrost podkreślić nowatorstwo i wyjątkowość uczestników i współtwórców owych "fal". Nowość to, nie tylko w obrębie sztuk plastycznych, od jakiegoś czasu - słusznie zapewne - nazywanych wizualnymi, termin i kryterium elektryzujące od lat, mocno zresztą związane z ponad wiekowym już paradygmatem sztuki modernistycznej.

"Nowość" to też pojęcie i znaczenie mocno i chętnie eksploatowane przez rynek wszelkich dóbr konsumpcyjnych, szczególnie tych szybko zbywalnych. Wszyscy pragniemy czegoś nowego, nieustannie, ciągle właśnie na nowo ... Zatrzymujemy się jednak na dłużej raczej nie nad tym co nowe lub pozornie nowe lecz nad tym co wyjątkowe wśród innych, nieraz podobnych, rzeczy lub pojęć. Albo mi się tylko tak wydaje ...

Czy coś wyjątkowego zdarzyło się podczas kolejnych odsłon "Novych Fal"? Wydaje mi się, że pod gościnnymi skrzydłami Galerii Białej ponownie wykluwają się "novi", napisałbym nawet "wyjątkovi", twórcy całkiem często, nieraz szybko osiągając spore sukcesy - jak Mariusz Tarkawian, który od momentu kiedy postanowiłem napisać te kilka słów do momentu, w którym się do tego zabrałem zdążył podziałać w Galerii Program i w Galerii Okna w Warszawie. Co się zdarzy kiedy skończę stukać w klawiaturę?
Na czym ta wyjątkowość polega? Dla mnie na operowaniu własnym językiem - wywołany już Tarkawian nie odkrył rysunku - posługuje się jednak własną rozpoznawalną kreską i stylem narracji rysunkowej i czyni to na tyle atrakcyjnie, że doczekał się już chyba (choć może przesadzam) naśladowców (patrz rysunki Poli Dwurnik w Kronice Towarzyskiej "Obiegu" - http://www.obieg.pl/kronika/07050101.php) .

Nie tylko zresztą on zdaje się szybko definiować własny język, towarzyszą mu w tym, według mnie oczywiście, Agata Krotul (Nova Fala 1), Marta Polkowska, Ola Mijal, Angelika Milaniuk (Nova Fala 3), Barbara Abramowicz (Nova Fala 2) - wszystkie posługujące się swoimi niezależnymi kodami i formami. Zatrzymać chciałbym się jednak przy Arkadiuszu Lemieszku (Nova Fala 3), który malując powiększone bilety wstępu do galerii, plakaty, czyni coś, co jak mi się wydaje, jest stawianiem jednego z fundamentalnych pytań towarzyszących sztuce - pytania czym jest sztuka oraz gdzie i jak się przejawia? W przypadku obrazów Lemieszka - odpowiedź jest tak oczywista, że sprawia wrażenie sarkastycznej - sztuka pojawia się w galeriach. Obecność w "topowej" galerii, splendor instytucji z całym zapleczem kuratorsko - towarzyskim udziela owego "istnienia" sztuce, namaszcza na artystę, staje się ostatecznym kryterium. Choć trudno zaprzeczyć istotnej roli tego mechanizmu, trudno też ostatecznie pogodzić się z takim uproszczeniem zdającym się mówić, o tym, że sztuką jest to - co jest pokazywane w galeriach (żeby trochę przerysować dodam - w galeriach aktualnie uznanych za "opiniotwórcze"). Przypomina to trochę mechanizmy działania show busines'u, zgodnie z którymi ważniejsze jest czy walcząca o swoją pozycje celebrity pokazuje się w odpowiednich miejscach i wystarczająco dba o swoją obecność w mediach niż jakość tego czym w istocie się zajmuje.

Co ciekawe tropów interpretacyjnych dostarcza w tym wypadku potencjalny przyszły, uczestnik owego galeryjnego obiegu ...

To skoro już przerysowałem i dokonałem nadinterpretacji - wrócę do Tarkawiana - jego spokojne, "rysunkowe" przyglądanie się przejawom sztuki najnowszej pozwala przyjrzeć się im się ponownie i z dystansem, przypominając o jednej z istotnych podstawowych funkcji rysunku (a co za tym idzie i sztuki) - funkcji poznawczej ... Jednocześnie mamy okazję, dzięki jego kronikarskiej pasji, do spojrzenia - na nowo - na "top listę" nazwisk i prac artystów funkcjonujących z sukcesem w obiegu sztuki ostatnich kilku-, kilkunastu lat i budujących nasze o niej wyobrażenia.

A teraz po trzech "Novych falach", z ciekawością poddam się recyklingowi i spojrzę na zaistniały 10-ty i 100-tny jubileusz "wydziału" - wydarzenia, które przejęły sztafetę, jeśli nie nowości, to przynajmniej aktualności po "Novych Falach" - choćby po to by zaczerpnąć oddechu przed kolejnymi falami, które mogą nadejść.

ernom

8.06.2007

 

Festiwal Wydziału Artystycznego

1 i 2 czerwca 2007 roku odbył się Festiwal Wydziału Artystycznego. Oprócz wielu koncertów i pokazów zorganizowano kilka istotnych wystaw, które ujawniły niestosowany dotąd na Wydziale sposób prezentacji. Były one próbą wyjścia poza mury WA w poszukiwaniu motywów i ich realizacji w innym otoczeniu. Obszar tematycznych dociekań pojawiał się jako refleksja, pastisz, autoironia w kontekście obecności na Wydziale. Jego sens występuje w formie materii rzeźbiarskiej (glina, beton, patyna), malarskiej (olej, płótno), graficznej (linoryt, sucha igła, akwaforta) i stanowi źródło i podstawę artystycznej kreacji. W tym kontekście Recykling znaczeń zarysował się jako alternatywny motyw poszukiwań.

 

Marta Polkowska
Marta Polkowska

 

Wpływ świata widzianego spoza ogrodzenia z drucianej siatki stał się możliwy. Choć nie ma za nim szlachetnych materii, dość łatwo znaleźć pozostawione ślady konsumpcji w postaci nieużytecznych tworzyw, nadających się do recyklingu. W tym tematycznym obszarze powstało kilkanaście różnorodnych realizacji, które w artystycznej formie ujawniały związki z Wydziałem Artystycznym. Pojawiły się wątki krytyczne, będące do tej pory treścią rozmów korytarzowych. Wystawy odsłoniły możliwość ich publicznej prezentacji i recepcji tych, które dają szansę na rzeczowe, konstruktywne rozmowy na temat kondycji i przyszłości Wydziału.

 

Wystawa Recykling sztuki - recykling znaczeń odbyła się w dwóch miejscach: w Młodym Forum Sztuki, czyli Korytarzu Akademii Centrum Kultury i na Wydziale Artystycznym. Uczestniczyli w niej absolwenci, pracownicy i przede wszystkim studenci: Mariusz Tarkawian, Gazobetonownia, Natalia Maciocha, Wiola Głowacka, Dorota Szarnowska, Angelika Milaniuk, Kamil Stańczak, Pierre Moizan, Jan Gryka, Danuta Kuciak, Paulina Molenda, Natalia Głowacka, Paulina Daniluk, Monika Zapisek, Piotr Wojtkiewicz, Magdalena Jańczuk, Luiza Kondej, Michał Kondej, Marta Polkowska, Karolina Kościuk, Anna Zyśko, Katarzyna Niedźwiadek, Paulina Sadowska , Justyna Zarydkiewicz, Kama Bubicz, Katarzyna Pitucha, Katarzyna Urbaniak, Katarzyna Wójtowicz, Ewa Suchy, Aneta Olszewska, Łukasz Góras, Asia Szewczyk.

 

Monika Zapisek
Monika Zapisek

Kolejna wystawa, przewrotnie zatytułowana 100- lecie Wydziału Artystycznego, została zorganizowana przez członków Pracowni Otwartej: Aleksandrę Galant, Annę Świderską, Jakuba Kijuca, Roberta Miedziochę, Łukasza Smutka i Arkadiusza Lemieszka. Odbyła się w Centrum Kultury. Tu również pojawiły się refleksje na temat Wydziału ale w formie niezwykle specyficznej - jako futurystyczny jubileusz jego stulecia.

100- lecie Wydziału Artystycznego

 

100- lecie Wydziału Artystycznego


Tekst lektora z prezentowanego na wystawie filmu - będzie tu znaczącym wątkiem i komentarzem:
Film ten opiera się na materiałach źródłowych, które przetrwały wojnę 2043.
Bardzo ważnym źródłem były zapiski pracownika lubelskiej uczelni, ukryte przez niego na terenie wydziału, na krótko przed finalnym uderzeniem. Duża część materiałów była bardzo złej jakości, wiele miesięcy zajęło nam ich odtworzenie. Dziękujemy wszystkim, którzy wspomagali naszą inicjatywę.
Historia nauczania plastyki na dawnych ziemiach miasta Lublin sięga lat siedemdziesiątych XX wieku. Siedziba, wówczas jeszcze, Zakładu Wychowania Plastycznego znajdowała się gdzieś na terenie przedwojennego centrum handlowego Tadeusza Zana. W 1991 dostaje od wojska budynki przy Alejach Kraśnickich i tam rozbudowuje się stopniowo do roku czterdziestego trzeciego. Warto nadmienić, że sąsiaduje aż do roku 2010 z Wydziałem Muzycznym. Duży wpływ na losy wydziału miała burzliwa historia Polski przełomu wieków oraz przemiany ustrojowe początku milenium.
Głęboka ingerencja państwa w sprawy kultury i sztuki zmieniła układ sił w pierwszej dekadzie XXI wieku. Są to czasy ciężkie dla wydziału. Za odgórnie narzuconymi, jedynymi słusznymi poglądami idą zmiany personalne. Zachowały się wzmianki o głośnym strajku z roku 2012 .Część pracowników próbowała stawiać opór władzy okupując podziemia budynku przez dziesięć dni. Wszystko skończyło się interwencją policji i pozbawieniem prowodyrów praw publicznych oraz zwolnieniami dyscyplinarnymi. Jest to okres wzmożonej emigracji.
Okres odwilży 23 nie zmienił znacząco stanu rzeczy, do łask wracają dawni abstrakcjoniści.
W ukryciu działa grupa konceptualna „Czarek”. W drugim obiegu ukazuje się głośna wówczas książka „Pamiętnik z Bitwy pod Grunwaldem” Tomka Kozaka. Przewrót lipcowy roku 2026 wstrząsnął wydziałem równie bardzo jak wiadomość o wyborze afroamerykanina na papieża. Lecą głowy przedlipcowych decydentów. Na polecenie Komisarza Kultury i Sztuki zza oceanu wraca Robert Kuśmirowski i zostaje dziekanem reformowanego wydziału. Zapada decyzja o budowie nowego budynku uczelni. W dynamicznie rozwijającej się metropolii budynek Instytutu Sztuk Pięknych wraz z nowopowstałym Centrum Sztuki Współczesnej tworzy niezwykłą dominantę architektoniczną. Czasy renesansu lubelskiego przesunęły centrum kulturalne Europy z Berlina właśnie tutaj. Uczyła się u nas młodzież z całego świata, powstaje Żydowski Instytut Sztuk Nieprzedstawiających. Jest to okres wielu międzynarodowych inicjatyw artystycznych, takich jak targi sztuki czy turniej piłkarski młodzieżówek całego świata, organizowany na terenie obozu na Majdanku. W roku 2040 absolwent wydziału Michał Stachyra zostaje laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.
Triumfalne karty historii rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie przerywa nagle wojna 2043. Po kolejnej amerykańskiej inwazji na Kuwejt, Federacja Rosyjska ucieka się do długo zapowiadanych ostatecznych środków. Celem uderzenia staje się polska tarcza antyrakietowa „Sobieski” sekcja Kraśnik. Lubelskie ginie w błysku jaśniejszym niż tysiąc słońc.

100- lecie Wydziału Artystycznego

 

Wystawą, która w sposób bezpośredni nawiązywała do wydziałowej egzystencji była prezentacja w obrębie Instytutu Sztuk Pięknych z Pracowni Fotografii pt. Strzał w dziesiątkę.


Wzięli w niej udział: Barbara Bortkiewicz, Przemysław Duda, Iwona Działo, Łukasz Jaworski, Dawid Jurek, Agnieszka Kępka, Renata Klimek, Ewelina Kruszewska, Ludmiła Kufel, Beata Maziejuk, Robert Miedziocha, Iwona Nadolna, Rafał Namiota, Irena Nawrot, Katarzyna Niedźwiadek, Lucyna Rajchel, Paulina Sadowska, Piotr Salata, Agnieszka Siedacz, Izabela Solarz.

Jan Gryka

16:53, mlodeforumsztuki , wystawy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2007
Recykling sztuki - wernisaż.

1 czerwca 2007, w ramach Nocy Kultury, odbył się zapowiadany przez nas wcześniej wernisaż wystawy Recykling sztuki - recykling znaczeń cz. I.

W czasie wernisażu Jan Gryka wykonał performance "Każdy gest ma znaczenie".

W wystawie wzięli udział:

Mariusz Tarkawian, Potencjalni artyści +, rysunki

Mariusz Tarkawian



Gazobetonownia, Najlepsze nogi w młodej sztuce polskiej, obiekt

Najlepsze nogi w młodej polskiej sztuce

Natalia Maciocha, Przyjemność wyobrażania, malarstwo

Wiola Głowacka, Nuda II, realizacja malarska



Dorota Szarnowska, obiekty

Angelika Milaniuk, Drzewo urodzaju/nieurodzaju?, wydruk komputerowy

Angelika Milaniuk



Kamil Stańczak, obiekt

kamil stańczak



Pierre Moizan, obiekty

Danuta Kuciak, Vincent, Arles - styczeń 1889, fotografia

Danuta Kuciak



Paulina Molenda, obiekty

Natalia Głowacka, Boys, boys, boys!, obiekt

 

 

 

17:02, mlodeforumsztuki , wystawy
Link Komentarze (4) »