blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









wtorek, 28 czerwca 2011
Emilia Kołowiecka "Kolekcja wizerunków osób i rzeczy" oraz Ewelina Wojdyło "Subtelności ryżowej komnaty"

wystawy czynne do 15 lipca 2011 od poniedziałku do soboty w godz. 11.00-17.00

15:34, piotrek.pekala , wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 czerwca 2011
Soul Asylum, czyli o wystawie "Azyl" Konrada Maciejewicza

Na wystawie „Azyl”, Konrad Maciejewicz prezentuje nam kolaże i wycinanki. Wykorzystuje w nich wyłącznie wycinki ze starych gazet, które przez wiele lat zbierał. Teraz, materiały do swoich dzieł kupuje np. przez Internet – są to pisma ilustrowane, głównie kobiece, nawet sprzed 40 lat. Artysta przypisuje pewne znaczenie już samemu zbieraniu czasopism i ich wyszukiwaniu. W fotografiach ze starych gazet interesująca jest dla niego ich faktura i kolorystyka – zarówno „pierwotna”, jak i ta, która jest efektem działania czasu. W przypadku prezentowanych kolaży mamy do czynienia z fragmentami jakiegoś „materiału” – tkaniny, włosów, skóry, itd –, któremu autor sam nadaje kształt, niż z wyciętymi w całości obiektami. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że widzimy abstrakcyjne, barwne kompozycje, wśród których na pierwszy plan wysuwa się postać ludzka. Dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się pracom, możemy zauważyć, że te abstrakcyjne formy przypominają swoim kształtem i kolorem fekalia, wnętrzności, czy też motywy falliczne.

Na wystawie „Azyl” zobaczyć możemy 22 prace. Są one rozwieszone w trzech niewielkich salach dosyć obskurnej piwnicy budynku Centrum Kultury. Aby przestrzeń nabrała bardziej domowego, przytulnego charakteru, Konrad Maciejewicz wytapetował dwie ściany w galerii. Wybrał tapety w stylu retro – wzorzyste, o ciepłych, złotawo-beżowych barwach. W ostatniej sali zawieszona została także bordowa zasłona. Te zabiegi sprawiają, że przestrzeń wystawiennicza staje się bardziej intymna i przypomina stary, opuszczony dom.

Prace Konrada Maciejwicza są niezwykle niepokojące. Sam mówi, że wpływ na nie miały jego osobiste tragedie. Środowisko, w jakim umieszcza bohaterów swoich przedstawień, to głównie dom. Nie jest on jednak tytułowym azylem dla tych ludzi. Postacie z jego obrazów desperacko potrzebują azylu, jednak mamy wrażenie, że w żadnym miejscu nie zaznają spokoju. Azyl należy się tym, którzy są ścigani – ci ludzie są prześladowani przez swoje własne lęki, traumy, grzechy… Są oni w samym centrum tragicznych wydarzeń, choć siedzą we własnych, przytulnych domach, we własnych łóżkach oraz ubrani są w ciepłe swetry.

Artysta pokazuje głównie postaci kobiece. Jeden z kolaży przedstawia leżącą młodą dziewczynę z kręconymi włosami, która zjada fekalia. Jej twarz jest nimi ubrudzona. Dziewczyna wygląda na ciężarną. Przedstawienie to pomimo tak silnego wydźwięku nie obrzydza i nasuwa mi skojarzenia z huastecką i aztecką boginią. Bogini ta, nazywana przez Indian Huasteków Tlazolteotl, w mitologii azteckiej nosi imię Ixcuina. Określa się ją jednak także jako „zjadaczkę nieczystości” – była boginią brudu, hazardu, rozpusty, śmierci, ale także boginią płodności, miłości, rozkoszy. Była uosobieniem zarówno sił niszczycielskich, jak i twórczych. Jako zjadaczka nieczystości uwalniała ludzi od ich lęków, nieczystych myśli, grzechów, choć także zsyłała choroby i obdzierała żywcem ze skóry.

Młoda dziewczyna z obrazu Maciejewicza zjada nieczystości, ale jednocześnie w jej łonie rozwija się nowy człowiek. Potrafi zamienić brud i śmierć w nowe, nieskalane niczym życie. Idąc tym tropem warto zwrócić uwagę na medium artysty. Stare gazety, które wykorzystuje Maciejewicz są „brudem”. Życie gazety jest krótkie i bardzo szybko staje się ona tylko śmieciem. Artysta biorąc do ręki owe „śmieci” i „niszcząc” je jeszcze bardziej poprzez wydzieranie, wycinanie i klejenie, daje im nowe życie. To życie jest całkiem nowe, czyste – nie funkcjonują one już jako śmieci, ale jako dzieło sztuki, które podlega specjalnemu traktowaniu. Autor dał im więc nie tylko drugie życie, ale także nadał im nowe znaczenie. Pomieszczenie galeryjne jest dla nich tytułowym azylem – w tym miejscu są bezpieczne, nietykalne. Przez taki sam proces muszą przejść bohaterowie obrazów, aby pozbyć się swoich prześladowców – jeśli chcą rozpocząć nowe życie, muszą najpierw przyjąć i przetrawić swoje „nieczystości”.

Inny z obrazów ukazuje ubraną w szlafrok dorosłą kobietę, która przygotowuje „posiłek”. Tym „posiłkiem” są jednak ludzkie odchody, które wpadają do metalowej miski prosto z obnażonych pośladków, które zdają się nie należeć do nikogo i według mnie, pełnią tu bardziej rolę sprzętu gospodarstwa domowego. Kobieta jednak ze strachem patrzy w drugą stronę – w stronę czegoś tajemniczego, co budzi w niej większe przerażenie i obrzydzenie niż konieczność zjedzenia miski pełnej odchodów.

Jednym z ciekawszych obiektów jest obraz, na którym również widzimy kobietę. Jest ona w niezwykłej pozycji i w niezwykłym otoczeniu – wokół niej jest pełno poskręcanych szmat i gałganów, które układają się w kształt jelita. Kobieta jest częścią tego jelita. Obraz ten ma przepiękną, płynną kompozycję, a kobieta wygląda na mniej przerażoną niż inne bohaterki cyklu Azyl. Z tego obrazu bije pewna harmonia – być może ta kobieta reprezentuje moment trawienia-oczyszczania. Zaplątana w szmaciane jelita wygląda jakby zasypiała w ciepłej pościeli.

Nie wszystkie obrazy na wystawie pokazują nam świat „domowego zacisza”. Na dwóch kolażach pojawia się motyw okna. Trudno jest jednak powiedzieć, czy okno to ukazane jest od strony wnętrza domu, czy z zewnątrz. Na jednym z nich, w oknie tym stoi dziewczyna. Takie przedstawienie od razu nasuwa mi skojarzenie z obrazami Caspara Davida Friedricha i innych romantyków, którzy pokazywali niebezpieczną, dziką przestrzeń od strony jakiegoś bezpiecznego, przytulnego miejsca. W przypadku obrazu Konrada Maciejewcza nie mamy żadnej bezpiecznej „przystani”. Wokół dziewczyny wiją się ciemnozielone, najeżone kolcami rośliny, które wyglądają jak macki tajemniczego potwora. Dziewczynę wciąga do okna jakaś ręka. Z kolei na drugim, podobnym obrazie, widzimy już tylko otwartą pustą przestrzeń i te groźne rośliny.

Pomimo ukazania tak mocnych tematów, kolaże te nie odrzucają. Są pięknie skomponowane. Dzięki zamalowaniu tła wyglądają jakby były trójwymiarowe. Warto zwrócić uwagę także na układ prac – on staje się także kluczem do ich odczytania. Pierwszym obrazem, który widzimy (i który znajduje się także na plakatach i ulotkach informujących o wystawie) jest wizerunek kobiety ubranej w ciepły sweter i leżącej na poduszce. Na jej brzuchu leży miska wypełniona jabłkami, które wysypują się z niej i wpadają przerażonej kobiecie do gardła. Na tym obrazie nie ma jeszcze ukazanych wnętrzności, odchodów i innych rzeczy budzących odrazę. Można uznać więc, że obraz ten ukazuje nam początek tych wszystkich lęków i nieczystości – pokarm, który zostanie przetrawiony. Znamienne jest to, że jest to jabłko – symbol grzechu pierworodnego. Przechodząc przez kolejne sale, musimy zmierzyć się z traumami innych bohaterów. Każdy obraz jest bardzo wyrazisty i pobudzający, więc ta „podróż” sama w sobie jest dla odbiorcy pewnym procesem oswajania lęków. Ostatnim obrazem, który widzimy przed wyjściem, jest kolaż przedstawiający omawianą już w tekście ciężarną dziewczynę zjadającą fekalia. W tej samej sali widzimy więc początek i koniec tej „drogi przez mękę” – zjedzenie pierwszego jabłka oraz kiełkujące nowe, czyste życie.                                                     

                                                                                                     Aneta Kopczacka