blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









piątek, 27 lipca 2007
Tarasewicz w Galerii Białej – krótka historia długiej współpracy

Wśród wydarzeń ożywczych i bliskich lubelskiemu sercu warto odnotować nową pozycję wydawniczą. Ukazał się album pamiątkowy poświęcony bogatej twórczości Leona Tarasewicza – lektura w sam raz na to, aby urozmaicić senną kanikułę i … przerwać „bloga milczenie” (patrz poniżej – tekst „ernoma”). Książka obejmuje czasy od lat najwcześniejszych po ostatnie monumentalne realizacje malarskie, daleko wykraczające poza tradycyjne rozumienie malarstwa. Nie brakuje w niej akcentów lubelskich. Nie może to dziwić, skoro artysta jest związany z Galerią Białą od początku jej istnienia i to wieloma nićmi: artystycznymi, towarzyskimi i przyjacielskimi. „Jak nas widzą, tak nas piszą”, a piszą rzetelnie i to często słowami „naszych”, aż miło poczytać i powspominać …

 

TARASEWICZ


Sumiennie przygotowany album wydany został z okazji jubileuszu 50. urodzin malarza. Książka, opracowana pod redakcją i według koncepcji Joli Goli, ma charakter pomnikowy – prezentuje szczegółowy, starannie opisany życiorys artystyczny malarza, jak też zawiera wieloaspektowy materiał ilustracyjny, ukazujący najważniejsze prace i realizacje malarskie, liczne fotografie dokumentujące wydarzenia i spotkania, wystawy, działalność dydaktyczną, podróże i przyjaźnie artysty. To niezwykle cenne kompendium wiedzy, pozwalające spojrzeć na dzieło artysty w perspektywie jego biografii i odwrotnie – na biografię w perspektywie sztuki.

„W Białej czy na Foksal to musi być coś, co nie jest zwykłą wystawą” – miał powiedzieć malarz, a książka te słowa w znacznym stopniu potwierdza – wystawiał tutaj przy okazjach niezwykłych, wyjątkowych, jubileuszowych. W Białej pojawił się niedługo po debiucie (Foksal, 1984) i od razu podbił lubelską publiczność. A była to, przypomnę, wystawa inicjująca działalność galerii (luty 1985). Wernisażowi towarzyszył wykład Dobrosława Bagińskiego, pod tytułem Sztuka – Prawda, Iluzja, Fałsz. Kameralne wnętrze galerii wypełniły prace na papierze, w których klasyczne motywy pejzażowe – drzewa, pola i motyw ptaków, zostały ujęte w syntetyzującą formę, pojawiły się nie jako rejestracja widoków natury, ale jako malarskie znaki, reminiscencje i kwintesencje sensualnego doświadczenia natury zasugerowane kształtem, kolorem i – co szczególnie istotne – skalą, która od początku dla Taresewicza była ważnym środkiem wyrazu. I choć tyle już razy temat ten był podejmowany przez artystów, iż wydawać by się mogło, że nic nowego się tutaj zrobić nie da, Tarasewicz jednak swą wrażliwością i wizją przekonał na nowo do zainspirowanego naturą tematu, a już wkrótce okazało się, że przekonał nie tylko lubelską i warszawską publiczność.


Po błyskotliwym debiucie odkrywanie Tarasewicza szybko przekracza granice Polski. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych i w następnej dekadzie następuje imponujący pochód malarza przez galerie Europy i Stanów Zjednoczonych. Dokonuje on tego, co nie było dane w takim stopniu jego poprzednikom, w tym też nauczycielom (dyplom uzyskał w ASP w Warszawie w pracowni Tadeusza Dominika), tworzącym w czasach niesprzyjających swobodnej wymianie kulturalnej. Tarasewicz trafia na dobry czas – otwarcia granic, żywo nawiązywanych kontaktów w atmosferze przełomu politycznego, zainteresowania sztuką Europy postkomunistycznej wśród galerii i centrów sztuki Zachodu. Ale te okoliczności zewnętrzne nic by nie dały, gdyby nie sam talent, rozmach i wizyjność mistrza Tarasewicza.


W 1991 roku na wystawie Europa nieznana w Krakowie malarz zrealizował po raz pierwszy dzieło nietypowe. Wydzielił miejsce dla swojej malarskiej realizacji przy pomocy sztucznych ścian. Obraz nie zawisł na ścianie, lecz wypełnił wnętrze: w połowie jego długości oderwał się od ściany pod kątem prostym, stanął w poprzek i zorganizował tę przestrzeń. To ważna cezura – zabieg ten stał się elementem realizacji przestrzennych, zmieniających z czasem formy i rozmiary, otworzył nowy etap, który trwa do dziś – malarstwa wykraczającego poza ramy konwencji, pokrywającego słupy, podłogi i sufity, malarstwa „totalnego” – „rozlewającego się” w różnych przestrzeniach, działającego monumentalną skalą i rozmachem. Jak gdyby artysta chciał powiedzieć: „Dla malarstwa nie ma ograniczeń”.

 

TARASEWICZ

 

I właśnie realizacje urzeczywistniające swoistą ideę malarstwa bez barier pojawiają się na kolejnych wystawach w Galerii Białej. Już jako szeroko znany na świecie malarz, który ma za sobą wystawy w galeriach m. in. Sztokholmu, Nowego Jorku, Rzymu i Jerozolimy, tworzy tutaj prace o charakterze aranżacji wnętrza. Pierwszy raz – w 1993 roku podczas wystawy Bilans-Balans, która jest zarazem setną wystawą zorganizowaną w Białej. W przestrzeni galeryjnej pojawia się realizacja malarska, która pokrywa ściany galerii motywem czarnych, energetycznie rozświetlonych żółcieniem i oranżem horyzontalnych pasów, które w sposób niezwykły odmieniają wnętrze w pulsujący rytmem śladów pędzla kósmos. W 1995 roku malarz wystawia w Białej ponownie, gdzie realizuje ekspozycję indywidualną o charakterze przestrzennej aranżacji, wpisaną w cykl wystaw jubileuszowych galerii zatytułowanych Biała Dekada, a zorganizowanych na jej dziesięciolecie. W dwa lata później, w ramach projektu Nowe przestrzenie sztuki – instalacje lat 90., Tarasewicz tworzy w Białej niezwykłą instalację stosując sztuczne ściany pokryte malaturą z motywem żółtych i zielonych pionów. Powstaje łukowato zagięty „korytarz” niknący w głębi galerii niczym leśna ścieżka (w dwa lata później realizacja ta pokazana była w Poznaniu na wystawie Biała Sztuka).

 

TARASEWICZ

 

Pamiętne jest spotkanie galerii z artystą i Dobrosławem Bagińskim w 2000 roku, zorganizowane z okazji piętnastolecia jej istnienia. Wtedy też współpraca z galerią owocuje serią wystaw studentów – efekt współpracy Gościnnej Pracowni prowadzonej przez malarza w warszawskiej ASP oraz studentów lubelskiego Instytutu Sztuk Pięknych, pod wspólnym tytułem „Pozawydziałowe przeginanie w kierunku otwarcia oczu na otoczenie, światło, naturę i medytację sztuki” (2000/2001), a wkrótce Tarasewicz aranżuje tutaj kolejną wystawę indywidualną. W 2004 roku w cyklu Uwaga Malarstwo malarz pokazał poziome obrazy z barwionego strukturalnie betonu, prezentowane wcześniej w CSW w Warszawie, a w rok później wykonał imponującą realizację przestrzenną z zastosowaniem luster i malarstwa na słupach, która trafiła do zbiorów Lubelskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.


W książce znaleźć można liczne wypowiedzi Jana Gryki i zdjęcia ze wspólnych przedsięwzięć, spotkań i wypraw. Album przypomina o prezentacjach w galerii poświęconych Tarasewiczowi filmów oraz o dwóch wystawach fotografii, dokumentujących udział polskiego malarza w Biennale Weneckim w roku 2001. Z pewnością dowodzi, że malarz ma w Lublinie wielu przyjaciół i miłośników, zawsze jest mile witany, a jego sukcesy – skrzętnie odnotowywane.


Na inny „ślad lubelski” w albumie natrafić można tam, gdzie przypomniana jest wystawa w CSW z 1997 roku, podczas której spotkało się trzech artystów z kręgu tradycji prawosławnej, obok Leona Tarasewicza – Jerzy Nowosielski i Mikołaj Smoczyński. Wystawa została zapamiętana jako jedno z najważniejszych wydarzeń artystycznych tego roku. Katalog dokumentuje ponadto pokaz prac artysty na wystawie Terytoria (Centrum Kultury w Lublinie, 2006), opowiadającej o sztuce pogranicza Polski, Ukrainy i Białorusi, co wpisuje się w inny wątek mocno obecny na stronicach albumu. Książka mianowicie szeroko charakteryzuje swoisty patriotyzm lokalny urodzonego w Stacji Waliły na Białostocczyźnie malarza. Pokazuje jego zamiłowanie do tamtejszej natury, rozwijane w miejscu zamieszkania (jest nim wciąż Stacja Waliły) pasje ornitologiczne, dowodzi szczerego przywiązania malarza do regionu, z którego pochodzi, przywołuje też liczne inicjatywy kulturalne, które artysta podejmował i wciąż podejmuje w swych rodzinnych stronach.

 

TARASEWICZ

 

Wszystkie wystawy lubelskie (poza pierwszą) wcielały rozwiązania przestrzenne, w których artysta rozwijał spektakl malarski w sposób nietypowy, w taki właśnie, jaki stał się znakiem rozpoznawczym jego sztuki podczas ogromu innych jego wystaw na świecie i w kraju, szczególnie w ostatnich latach. Jest w nich rodzaj przekroczenia dyscypliny malarskiej. Jednocześnie, będąc piewcą malarstwa bez granic, Tarasewicz wciąż skupia uwagę na podstawach malarskiego języka: samym kolorze, linii, malarskiej materii, procesie powstawania dzieła. Za pomocą umownego kodu tworzy wciąż nowe reminiscencje doświadczenia natury, które jednocześnie składają się na odrębny styl malarza. Sam mówi zaś, że jego obrazy i realizacje nie istnieją a priori. Pojawiają się w trakcie pracy, olśniewają, są rezultatem widzenia, intuicji i malarskiej kreatywności. Tak powstają nowe koncepcje – nie wiadomo więc, czym jeszcze nas malarz zaskoczy. Cenne jest to, że wiele z ważnych problemów podejmuje w Lublinie, co dokumentuje też książka, a lubelska publiczność może wciąż na nowo odkrywać sztukę Tarasewicza w autentycznej, oryginalnej postaci, bo „w Białej […] to musi być coś, co nie jest zwykłą wystawą”…


Piotr Majewski

Tarasewicz, napisała i zebrała Jola Gola, wyd. Stowarzyszenie Edukacji Artystycznej „Ślad”, ASP w Warszawie, Winkowski Sp. z o.o., Warszawa 2007.

sobota, 21 lipca 2007
Bloga cisza

Na stronie bloga - błoga cisza, czas zatrzymał się na dacie 19 czerwca. Tymczasem w dziedzinie nas interesującej wcale nie jest to sezon ogórkowy. Oprócz tych absolutnie wielkich zdarzeń (52. Biennale w Wenecji, 12. Documenta w Kassel) dzieją się rzeczy w rejonach nieco bliższych, mające również związek z najbliższym – lubelskim otoczeniem. W CSW Zamek Ujazdowski od 26.06.07 do 2/09.07 trwa wystawa pt. “Betonowe dziedzictwo. Od Corbusiera do blokersów” (http://www.csw.art.pl/ns/2007program/0506program.htm). Wystawa dotyka problemu “fenomenu osiedla mieszkaniowego z wielkiej płyty jako jednej z najpoważniejszych konsekwencji idei architektonicznych modernizmu”. Spora, wielowątkowa, zbiorowa, wystawa o tytule po części zaczerpniętym z książki pt. “Betonowe dziedzictwo Architektura w Polsce czasów komunizmu” Andrzeja Basisty. Sam zamysł wystawy jest chyba, też mocno nią zainspirowanym. Wystawa fantastycznie wciąga różnorodnością środków, z których korzystają zaproszeni artyści i różnorodnością refleksji dotyczących otoczenia, z którym mieliśmy i będziemy, siłą rzeczy, mieć do czynienia jeszcze długo, długo ...

Większość realizacji warta jest osobnej analizy, o jednej z nich jednak, chcę krótko napisać. Rzecz jest o tyle mi bliska, że dotycząca Lublina i osiedla im. Juliusza Słowackiego, na którym się wychowałem i na którego asfaltowych boiskach i placach zdzierałem jako dziecko kolana. Myślę o projekcie zrealizowanym przez lubelską grupę PSF (w składzie Cezary Klimaszewski, Tomasz Kozak, Tomasz Malec). Na pierwszy rzut oka skromny zrealizowany metodą reporterską niemalże (zdjęcia współczesne i archiwalne, rejestracja filmowa), ginący wśród wielości innych, nieraz spektakularnych prac. Nie tyle jednak forma, co treść towarzyszącej części wizualnej broszury (samizdatu?) wydaje się istotą całej sprawy. Osią projektu jest mocno rozbudowana analiza relacji pojawiających się między formą budowanej na tym osiedlu świątyni a kontekstem urbanistycznym osiedla (zbudowanego w latach 1964-67), w którym ona powstaje, w świetle myśli architekta i twórcy samego osiedla – Oskara Hansena. Materiału dostarczają autorom (oprócz oczywiście konfliktu form architektonicznych) - wydane dwa lata temu książki (w roku śmierci Oskara Hansena): “Ku Formie Otwartej” (wyd. Foksal) oraz “Zobaczyć świat” (wyd. Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Muzeum ASP w Warszawie) towarzysząca jego pośmiertnej już wystawie w Zachęcie ( http://www.zacheta.art.pl/index.php?archiveexhibitions=1&id=117〈=1&archives=1&div=1. ). Krótko mówiąc jak Forma Otwarta samego osiedla zaczyna egzystować z Formą Zamkniętą, obcą stylistycznie i niezręczną (co najmniej) urbanistycznie, toporną architektonicznie. Jedna z konkluzji PSF jest, jak mi się wydaje, dość optymistyczna zakłada wchłonięcie FZ – świątyni przez FO osiedla (patrz zdjęcia lotnicze). I choć (jak zauważa PSF) w założeniach Hansena to owa “otwartość” formy miała humanizować istniejące już “formy zamknięte” – scentralizowane, “patriarchalne” to w sytuacji odwrotnej – kiedy wśród zrealizowanej wizji Hansena, po latach pojawia się prawdziwie “zamknięta” forma - wychodzi ona ze sprawdzianu zdumiewająco dobrze.

Druga konkluzja PSF – zaskakująca, ale jeszcze bardziej interesująca, wynikając z analizy języka jakim posługiwał się Hansen zarzucająca modernistycznej, na wpół utopijnej teorii Hansena “patriarchalną”, dogmatyczną, retorykę stojącą w opozycji do “bezhierarchiczności” i “egalitryzmu”, do których, między innymi się odwoływała.

PSF próbują nieco “odbrązowić” jednego z naszych wielkich, późnych, modernistów. Próbują “odbrązowić” jego, albo tylko, jego teorię (może trochę na modłę J.F Lyotarda tropiącego słabości nowoczesności) niosącą - zamiast wyimaginowanej emancypacji społeczności zamieszkującej Linearny System Ciągły dający, jak mówił Hansen “szansę bycia wolnym bez presji behawioralnego piekła, tłoku wielkiego miasta" – kolejny trudny do wcielenia, nie wolny od wewnętrznych antynomii pomysł.

Jakby nie było cieszę się z lektury tekstu PSF pt. “Forma otwarta jako passe-partout patriarchatu?”, który zdecydowanie zachęca do lektury tekstów samego Hansena. Swoją drogą, ciekaw jestem czy FO pawilonu handlowego zaprojektowanego przez Oskara i Zofię Hansenów przy ul. Wileńskiej (również na osiedlu im. Słowackiego) zachowa swoje właściwości poddana w końcu 2006 roku, nie ukończonej jeszcze przebudowie (dobudowany moduł pawilonu z piętrem, bez zgody żyjącej współautorki - Zofii Hansen)? Z ogrodzeniem – bezsensowną palisadą, metalowych prętów, którego stawianie zostało niedawno ukończone, pawilon mierzy siły i ... niestety, jak mi się wydaje, przegrywa. Przegrywa jak dobre wino podane w brudnej i brzydkiej szklanicy.