Pod koniec czerwca na domach centrum widzialam podobna konstrukcje zakrywana badz rozbierana przez robotnikow. Juz wiedzialam co zobacze na biennale. Nie zrobila na mnie wrazenia opresyjnej kupy zelastwa, ktora zaraz zawali mi sie na glowe. Wydawalo sie jakby poddawala sie, z pewnym oporem bialym scianom pawilonu. "Tamte czasy" widze z perspektywy placu zabaw, gdzie wtedy (pod koniec lat 80tych) krolowaly zeliwne hustawki, karuzele i drabinki, ktorych schodzila olejna farba. Po osiedlach krazyly legendy ile kto wybil zebow, ile sie polalo krwi...... Wiec moze jednak wrazenie nie bylo do konca przyjemne. Ale na pewno pozostanie.

Ta sztuka moze byc bardzo dyskursywna. Moze, ale nie musi, przynajmniej nie od razu. Mysle, ze na takiej imprezie jak biennale "wygrywaja" te projekty, ktore daja sie odczuc od razu, a o ktorych myslec mozna pozniej, przegladajac materialy, nie wyrzucajac sobie, ze nie obejrzalo sie filmu do konca, ze nie zapisalo sie jakiegos zdania, jakiejs nazwy lub nie zwrocilo sie uwagi na jakis bardzo istotny, ale wymagajacy skupienia szczegol.
Nie dziwie sie wiec, ze o projekcie Moniki Sosnowskiej sie pisze. Pisze sie dobrze i nie wyczerpanie.