blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









poniedziałek, 22 września 2008
Anna Maria Karczmarska - POJEDYNEK
Gombrowicz, jak wiemy z jego Dzienników, w Paryżu wobec zgromadzonego towarzystwa ściągnął portki. (W. Gombrowicz, Dzienniki 1961-66). Anna Maria Karczmarska we współczesnej Warszawie, zrzuca z siebie strój z zamierzchłej epoki, stając naprzeciw starej, zdewastowanej kamienicy na osiedlu Praga Północ. Na przekór pobliskiemu pomnikowi Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni i przypadkowym przechodniom, przez krótką chwilę staje naga, w butach na obcasach, przez co bardziej jeszcze naga. Dominuje żeby po chwili ulec. Gest artystki, mimo iż bardziej teatralny niż naszego literata, gdzieś się jednak z nim spotyka. Opuszczone tak po prostu spodnie, wśród intelektualnie dopiętego na ostatni guzik, pachnącego towarzystwa, paradoksalnie korespondują z obnażeniem młodego ciała, w przyobleczonej w pomniki Polsce. I mimo, że figura ta również przypomina posąg, to przez kontekst wciąż jest cielesna i naga. I dziwne to może, że w erze natłoku erotycznych podtekstów na reklamowych billboardach, odważna nagość z Polską w tle po raz kolejny jest zabiegiem trafionym. Warto zapytać dlaczego?
 
 
anna maria karczmarska - pojedynek
 

Otóż, Karczmarska zamiast uparcie kontynuować modne wideo, wycofuje się w przeszłość. Sięga po kamerę 16 mm i w inteligentny sposób naśladuje konwencję niemego kina, tylko po to aby za chwilę ją złamać. Dysonans pomiędzy tym, co w myśl przyzwyczajenia widza powinno było się wydarzyć a bezpośrednio ukazaną nagością w późniejszych ujęciach, jest zbyt wymowny aby go nie odczuć. W oczach widza oswojonego z widokiem wijących się nagich ciał z internetowych portali, ciało Karczmarskiej nawet w nieco wystylizowanej figurze, przypominającej manekinowate postaci z plenerów miejskich Helmuta Newtona, wydaje się być aktem reinterpretacji wizerunku kobiecego ciała. Gombrowicz pisze: (...) ja, smętny kochanek zagubionej przeszłości... (...) I kusiła mnie ta sztuczka żeby nagle wywyższyć i wyodrębnić im kogoś skatalogowanego. I jeżeli walka o naturalność piękna kobiecego ciała jest wątkiem dostatecznie wyeksploatowanym, to w przypadku Karczmarskiej staje się świeżym, może dlatego, że niezamierzonym, pojawiającym się niejako samoistnie. Ponadto, nie czuje się, iż wynika z chęci przezwyciężenia kompleksu, przeciwnie - ciało artystki znakomicie wpisuje się w konwencje, jednakże rozsadza je, wyzywa swoją naturalnością. Oto - pisze Gombrowicz - czemu piękność młoda jest pięknością nagą, jedyną, która nie potrzebuje się wstydzić. I ktoś stale zespolony z młodością nigdy nie polubi stroju. To jest fundament mojej estetyki.

anna maria karczmarska - pojedynek

Liczne atrybuty jak czarna peleryna, pistolet czy w końcu opaska na oczach, przydają jej znamion bezosobowej alegorii. Nawiązując szczególną relację poprzez sugestywność narracji oraz pojedynek z okaleczoną kamienicą aktorka zdaje się niejako reprezentować architekturę miasta, samą Warszawę jak i Polskę (która przecież również jest rodzaju żeńskiego) stłumioną fallicznie dominującym Pałacem Kultury i Nauki. Notabene to właśnie w Loży Stalina artystka stała wcielona w Matkę Boską podczas jednego ze swoich performance. I właśnie na tej granicy mówiąc słowami Georgesa Bataille'a pomiędzy świętą a grzesznicą inscenizuje ona swoją postać. (G. Bataille, Erotyzm, 1957). Chociaż film poprzez ścieżkę dźwiękową i sam wątek pojedynku zdaje się nawiązywać do dzieła Stanleya Kubricka pt.: Barry Lyndon z 1975 roku, to moim zdaniem bliższy jest on ostatniemu obrazowi mistrza. To właśnie do Oczu szeroko zamkniętych (1999) odsyła akt zrzucania peleryny. Nagość Karczmarskiej wydaje się nawiązywać do uczestniczek tajemniczego misterium. Nagość jest przeciwieństwem stanu zamkniętego, to znaczy istnienia nieciągłego. To stan otwarcia, poszukiwania możliwej ciągłości bytu poza sobą. Ciała otwierają na ciągłość swe tajemne kanały, które nam dają poczucie bezwstydu. Bezwstydem jest zamęt, który sprawia, że nie panujemy nad ciałem, że tracimy trwałą i wyraźną osobowość (G. Bataille, Erotyzm, 1957) .

Wątek rytuału ciała, swoistego erotyzmu i kobiecej ofiary kusi aby interpretować obydwa dzieła w duchu wspomnianego Bataille'a. Cóż znaczy erotyzm ciała, jeśli nie pogwałcenie istoty partnerów? Pogwałcenie które graniczy ze śmiercią, które graniczy ze zbrodnią. Wszelki erotyzm ma na celu dosięgnięcie istoty w najczulszym punkcie, tak by zamarło w niej serce.

anna maria karczmarska - pojedynek

O wymowności i sile dzieła Karczmarskiej stanowi fakt emocjonalnego podłoża użyczonego inscenizacji filmowej przez realność rozgrywającej się akcji. Iluzja filmowego obrazu w ciekawy sposób igra z mającym rzeczywiście miejsce wydarzeniem w dychotomicznym napięciu. Niejednoznaczność świata przedstawionego powoduje, iż narasta na nim sieć symbolicznych znaczeń. Artystka w odważny sposób, aby znowu użyć słów francuskiego pisarza, dokonuje rozbicia form ustanowionych, tych uregulowanych form życia społecznego, na których zasadza się nieciągły porządek określonych jednostek, jakimi jesteśmy. Robi to - dokonując pewnego "przejścia", które w tym filmie spotykamy na kilku płaszczyznach, a w swej najciekawszej postaci jest pojedynkiem z samą sobą. Myślę, - pisze Bataille - że człowiek może p r z e z w y- c i ę ż y ć   to, co go przeraża, może temu spojrzeć w oczy i za tę cenę zrozumieć samego siebie, skończyć z tą dziwną niewiedzą, która go do tej pory określała.

Piotr Pękala

13:25, mlodeforumsztuki , teksty krytyczne
Link Komentarze (1) »