blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









poniedziałek, 17 maja 2010
Kama Bubicz "Suka"

Projekt Kamy Bubicz opiera się na interpretacji wizualnej niejednoznacznego
terminu „suka”. Zabawa znaczeniami rozpina się pomiędzy zoologiczną terminologią
a szowinistycznym wulgaryzmem, lokując pomiędzy nimi kilkaset możliwych
interpretacji. Rysunkowe wariacje powstałe wokół tego kontrowersyjnego tytułu
studentka tworzy na miniaturowych formatach.  Ilustracje rozmaitych definicji
często zachodzą na siebie i przez to wzajemnie odkrywają nowe dotychczas
nie oczywiste (i nieocenzurowane) znaczenia.

Kama Bubicz urodziła się w 1986 roku, jest studentką czwartego roku Edukacji
Artystycznej na Wydziale Artystycznym UMCS w Lublinie. Brała udział w wystawie
organizowanej przez Towot Squat w 2009 oraz uczestniczyła kilkakrotnie w wystawach
zbiorowych, organizowanych przez Młode Forum Sztuki Galerii Białej.
Obecna wystawa, jest już drugim indywidualnym pokazem studentki w ramach
tego programu Galerii Białej.




wystawa czynna do 28 maja 2010 w dni powszednie w godz. 11.00-17.00

14:45, piotrek.pekala , wystawy
Link Komentarze (7) »
czwartek, 29 kwietnia 2010
"Barbarzyńcy w ogrodzie" - TWOŻYWO na podwórku przy Narutowicza 32

20:05, piotrek.pekala , wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
"Wycieranie" rysunku Mariusza Tarkawiana 23.04.2010

 

16:40, piotrek.pekala , wydarzenia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 kwietnia 2010
Paulina Sadowska, Sleeping in the grass

 

 

 

 

 

 

 

 

 

16:06, piotrek.pekala , wystawy
Link Dodaj komentarz »
23.04 (piątek) godz. 12.00 - zamknięcie wystawy Mariusza Tarkawiana
W ramach tego wydarzenia odbędzie się publiczne "wycieranie" gumkami rysunku Mariusza Tarkawiana. Wszystkich chętnych serdecznie zapraszamy!
piątek, 26 marca 2010
MARIUSZ TARKAWIAN "3B" - GODZINA PRZED OTWARCIEM

26.02.2010 17:00

17:00, piotrek.pekala , wystawy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 marca 2010
MARIUSZ TARKAWIAN "3B" - DRUGI TYDZIEŃ MONTAŻU
otwarcie wystawy 26.03.2010 / godz. 18.00
poniedziałek, 22 marca 2010
MARIUSZ TARKAWIAN "3B" - PIERWSZY TYDZIEŃ MONTAŻU W "ZARYSIE"
otwarcie wystawy 26.03.2010 / godz. 18.00
wtorek, 09 marca 2010
MARIUSZ TARKAWIAN W KUNSTFORUM

W najnowszym wydaniu KUNSTFORUM ukazał się kilkustronicowy artykuł o Mariuszu Tarkawianie. Poniżej zamieszczamy jego skany. Proszę zwrócić uwagę, że nasz bohater jest najmłodszy z tej całej paczki! A, no i oczywiście najprzystojniejszy;-)


 

 

 

 

 

 

17:00, piotrek.pekala , wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 marca 2010
Ilona Oszust You Can Dance II otwarcie wystawy 5.03.2010 godz. 18.30

 

Ilona Oszust jest studentką IV roku Grafiki na Wydziale Artystycznym UMCS. Dokładnie rok temu, w ramach Młodego Forum Sztuki Galerii Białej, odbyła się jej pierwsza wystawa indywidualna. Obecna prezentacja jest kontynuacją tamtej ekspozycji. Autorka tworzy prace malarskie powstające na bazie szablonów. Wykorzystuje znalezione w internecie zdjęcia przedmiotów i postaci, a następnie kreuje z nich swoiste hybrydy znaczeniowe.







wystawa czynna do 26 marca 2010 w dni powszednie w godz. 11.00-17.00

 

11:51, piotrek.pekala , wystawy
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 stycznia 2010
środa, 20 stycznia 2010
MŁODE FORUM SZTUKI SCHODZI DO PODZIEMIA

W poszukiwaniu nowych przestrzeni dla sztuki młodych postanowiliśmy spenetrować przestrzenie znajdujące się pod nową siedzibą galerii. To właśnie tam, pośród pulsujących żył wodnych postanowiliśmy zapuścić korzenie doprowadzając w okolice starych fundamentów, świeże tchnienie młodzieży. I w ten sposób, paradoksalnie, odnaleźliśmy prapoczątek naszej instytucji.

Student Krzysztof Bryła w 25 roku działania galerii z młodzieńczym zapałem postanowił dokopać się do pierwszych oznak galeryjnej działalności. Wynikiem jego poszukiwań okazały się obrazy przedstawiające namalowane na różne sposoby, ręcznie robione plakaty pierwszych wystaw.Odwzorowanie ich dzisiejszego stanu jest próbą uchwycenia 25 lat w malarskim geście; zamknięciem symboliczną klamrą minionych wydarzeń artystycznych, automatycznie współtworzącym ich ciąg dalszy.

Korzenie Galerii Białej zawsze „sięgały” młodych. Z czasem, ci pierwsi spośród nich, powyrastali na dojrzałych artystów, którzy z kolei utworzyli drugi filar profilu Białej. Jednakże w dalszym ciągu duży nacisk kładziony był na pozyskiwanie początkujących zapaleńców dlatego też trudno by nam było wyobrazić sobie rok podsumowań bez studenckiego akcentu.

Ten dwojaki charakter profilu galerii 22 stycznia osiągnie swoją postać niemalże modelową, gdy w tym samym dniu zostaną otwarte dwie równoległe wystawy: Ireny Nawrot, która od 1985 roku współpracuje z galerią, oraz debiutancka wystawa indywidualna wspomnianego studenta.

wtorek, 12 stycznia 2010
KRZYCZĄCE SZEPTY

czyli o wystawie Anawany Haloby Loud silence w Galerii Aneks

Od wystawy Anawany Haloby w poznańskiej Galerii Aneks mieszczącej się w Arsenale miną już niemal rok. W wakacje tego roku widziałem jej pracę również w Arsenale tylko że już podczas weneckie biennale. Ta koincydencja nazw nie jest jedynym powodem dla którego postanowiłem wrócić do wystawy sprzed roku. Postanowienie to wynikało z tego, iż moim zdaniem wystawa w wówczas mroźnym Poznaniu była zwykle ciekawsza niż zaprezentowana w upalnej Wenecji.

W piekle twego łóżka stać się Persefoną, Charles Baudelaire


Prezentowane w Poznaniu prace Anawany Haloby w swoim wyrazie rozpięte są pomiędzy krańcami tego oksymoronicznego tytułu. Mimo, iż prezentowane w dwóch różnych częściach miasta, dzieją się w jednej przestrzeni i słyszalny jest wciąż ten sam głos. Zmienia się tylko nasilenie, ale to my zbliżamy się lub oddalamy od jego źródła.


 

Na prezentowanej w aneksie projekcji widzimy czarnoskórą kobietę (samą autorkę) leżącą na materacu w jakimś nieokreślonym, surowym pomieszczeniu. Ubrana tylko w białą sukienkę, przykryta jest „tkaniną” wykonaną z monet połączonych drutem tworzącym regularne struktury. W tym samym czasie słyszymy kobiecy głos w towarzystwie niepokojących dźwięków. I jeżeli samo nakreślenie sytuacji nie sprawia większego problemu, to już dokładniejszy opis tego, zdawało by się, prostego filmu nasuwa pewne trudności. Kobieta pogrążona jest w jak gdyby niespokojnym śnie, nieustannie zmieniając pozycję poprawia na sobie to niewystarczające okrycie. Podobnie czynimy wtedy, gdy w zbyt zimnych warunkach wciąż poprawiamy cienki koc, mając nadzieję na poprawę sytuacji. Jednakże dalej marzniemy, a niespokojne ruchy ciała coraz bardziej uniemożliwiają sen. Podobnie dzieje się podczas „snu” Anawany. Na ścianie przez jakiś czas widnieje niby to przypadkowy napis: Close this window before you leave.

Jednocześnie trudno nie ulec wrażeniu, iż ten misternie utkany „koc” pełni zarazem obiekt niemalże erotycznego fetysza. Monety bezpośrednio dotykają również nagich fragmentów ciała, co często widzimy w zbliżeniu. Głos kobiety, który początkowo braliśmy za oznaki koszmaru, teraz wydaje się nam odgłosem rozkoszy. Ta dynamika jednoczesnego przyciągania i odpychania bardzo łatwo daje się interpretować w kontekście politycznym. Artystka żyje i tworzy jednocześnie w rodzimej Zambii, jak i w Norwegi. Specjalnie zostawiając w tym miejscu ten geopolityczny wątek chciałbym ukazać, jak ta „międzykontynentalna” egzystencja generuje w dziełach tej artystki wcale nie takie oczywiste znaczenia. Gdyż w moim odczuciu właśnie tam, pod tą oczywistą powierzchnią, w pracach Haloby jest miejsce gdzie przezwycięża ona „granice”. Zatem pozwólmy myśli zapuścić się głębiej.

Niecodzienna tkanina tak samo okrywa, co i rani. Podrapania dokładnie prezentuje nam kamera. Tajemnicza ścieżka dźwiękowa, nie odpowiada bezpośredniemu zapisowi z planu zdjęciowego. Nagrana osobno, wzbogacona o niepokojące dźwięki i prezentowana głośniej, zdaje się niejako działać osobno - zacieśnia więzy łączące widza z obrazem, otacza go i wciąga do wnętrza prezentowanego świata. W wyniku rozsadzenia dokumentalnej narracji tworzy się wielowymiarowa przestrzeń, której elementy zaczynają się wzajemnie reprezentować i jednocześnie stapiać w jedno. Bo oto dostrzegamy, iż kolor pieniędzy jest o podobnym odcieniu co ciało artystki. Drut łączący monety „połączył” również rękę z tułowiem zostawiając na nich ślad po zadrapaniu. Mało tego, monety swoim kształtem korespondują ze znajdującym się na podłodze, częściowo zasłoniętym przez materac, namalowanym kołem. Silną symbolikę odnoszącą się do ciała spotykamy również w innym projekcie artystki When the private became public, w którym podczas projekcji prezentowanej na podłodze otoczoną ścianką na kształt studziennego kręgu, w kolistym (sic!) obrazie obserwujemy ręce kobiet wyciągające z czerwonej ziemi australijskiej pustyni długie fragmenty zapętlonej tkaniny. Siedzące w kręgu przedstawicielki różnych ras próbują jak gdyby dostać się do wspólnych, można rzec transkontynentalnych korzeni. Jednakże znowu ziemia nasuwa skojarzenie z ciałem, gdyż po raz kolejny autorka zadbała o to, aby kolor zbliżony do barwy jej ciała dominował w kadrze. Ponadto po pewnym czasie kamera, po tym jak filmuje plątaninę rąk, rejestruje nogi zgromadzonych kobiet. Oczywiście cała sytuacja niejako staje się wielkim porodem „matki ziemi”.

Kolejnym interesującym wątkiem w twórczości Haloby niejako wiążącym projekcję z Aneksu z resztą jej realizacji jest przywiązanie artystki do ornamentu. Obserwując niecodzienny „koc” dostrzegamy, iż wiązanie tworzy rytmicznie powtarzający się ornament. W filmie wideo The air between two women autorka odnajduje rytmiczne rozłożenie elementów na antypoślizgowej warstwie stopni schodów. W tym momencie ten zaskakujący element wydaje się symbolicznie „ubezpieczać” przed zejściem w głąb ciemnej nieznanej przestrzeni, jednocześnie, jak i w przypadku pozostałych prac, pełni funkcję specyficznego teleportu. Gdyż to powtarzające się „schodzenie w głąb” powoduje, że w przypadku dzieł Haloby właśnie jak powietrze częściowo wchodzimy do jej wnętrza, jednocześnie pozostając na zewnątrz. „Analogia otchłani – jak pisze Derrida – oraz mostu ponad otchłaniami mówi, że musi tu istnieć jakaś analogia pomiędzy dwoma całkowicie heterogenicznymi światami – coś trzeciego, co pozwoli przekroczyć przepaść, zabliźnić rozwarcie i pomyśleć rozchylenie [écart]. Krótko mówiąc symbol. Most jest symbolem, przechodzi z brzegu na brzeg, a symbol jest mostem.” (J. Derrida, Prawda w malarstwie, Gdańsk 2003, s.44). Dlatego w przypadku Haloby rytmiczny ornament, niemalże analogiczny do koronki na obrębie jej sukienki, promieniuje na całą przestrzeń, w której znaczony i znaczący trwają w miłosnym uścisku. Widzimy jej ciało, ale słyszymy już jej uszami. Kierowani tajemniczym drogowskazem, powtarzając wdech za wydechem, schodzimy do jakiegoś wnętrza gdzie ogłuszają nas szepty, gdyż dotarliśmy tam, gdzie one biorą swój początek. Tak, jak we wspomnianych już projekcji, w „studziennym” wnętrzu autorka odsłania przed nami miejsce w którym, rzec można, bije wspólne tj. jej i ziemi źródło.

Dlatego też, moim zdaniem, dopiero na tym poziomie interpretacji możemy właściwie odczytać kolejną realizację zaprezentowaną w Poznaniu. Ta bardzo wyrazista i mocno oddziałująca instalacja z pewnością odróżnia się od tej zaprezentowanej w Aneksie. Po tym, jak wchodzimy do zaciemnionego miejsca, od razu atakowani jesteśmy mocnym uderzeniem dźwięku. Natężenie sfery audialnej rozpiętej na zasadzie prostego kontrastu, od szepczących głosów po głośne uderzenia basu, zaskakuje odbiorcę na spółkę z wszechogarniającą ciemnością. Silny dźwięk basu przeplata się z symultanicznie szepczącymi ponad dziesięcioma zwisającymi z sufitu głośnikami. Po chwili ten natłok bodźców udaje się opanować, a w głowie zaczyna pomału rysować się wstępna mapa przestrzeni. Podejście pod jeden z głośników powodował zrozumienie szeptanej sentencji. Autorka zgromadziła tutaj zdania wyjęte z opisów różnych traumatycznych wydarzeń przytaczanych przez kobiety. Tuż u progu słyszymy Can You see them? Podczas dalszego „spaceru” kontakt nie ustaje. Głosy komunikują na przykład: we are hungry! Czy też zwracają się do nas słowami: look at the corner! Co jest ciekawie zainscenizowane, ponieważ głos niejako zadaje nam pytanie, wprowadzając od razu stan zagrożenia.

Artystka zakomponowała przestrzeń w taki sposób, aby uwikłać nas w to „zbiorowe” przerażenie. Rytmiczny dźwięk basu, wstępnie rozpoznany jako raczej odgłos bębna, okazuje się spotęgowanym biciem serca. Zatem po raz kolejny weszliśmy w niedookreśloną przestrzeń, która jednocześnie jest więzieniem szepczących do nas postaci, jak i wnętrzem jakiegoś upostaciowionego wizerunku zbiorowej traumy z kłębowiskiem myśli-demonów wewnątrz. Prywatne staje się publiczne.

Piotrek Pękala

Anawana Haloba

Anawana Haloba Loud Silence

wernisaż wernisaż wystawy odbył się 23 lutego 2009, w Galerii Aneks w Poznaniu

czwartek, 17 grudnia 2009
Odśnieżanie Dostojewskiego

 

Nadeszła długo oczekiwana (przynajmniej przez mnie) zima, a ducha naszego rozgrzewa wizja zbliżającej się, już kolejnej, „piekielnej lekcji” Cezarego Wodzińskiego. Dla tych, którzy byli ostatnio nie będzie nowiną wiadomość, że zmianie uległa dotychczasowa forma tych comiesięcznych spotkań. Obecnie ci z Was, którzy nieśli w sercu nierozwiązane problemy do domu, teraz mają szanse swobodniejszej partycypacji w kierunku myśli owych spotkań. Profesor zaproponował nieco mniej formalną, bardziej seminaryjną formułę. A któż jest powodem rozbicia sztywnych ram dotychczasowych wykładów? Otóż nie kto inny, jak właśnie Fiodor Michajłowicz Dostojewski!

Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą, wskrzeszanie wciąż, jak się okazuje, palącej myśli Fiodora Michajłowicza, jest bezpośrednio spowodowane reżyserskimi planami Janusza Opryńskiego, który odważnie postanowił targnąć się na ostatnie dzieło mistrza. Przyznam się, że do tej pory dosyć skutecznie wzbraniałem się przed oglądaniem dotychczasowych ekranizacji, czy też teatralnych inscenizacji Braci Karamazow. Po prostu, nie chciałem nanosić na obraz tej drogiej mi powieści zasłony konkretu. Mój sceptycyzm wynikał również z tego, iż nie wierzę, że można wyreżyserować tę powieść lepiej niż zrobił to sam autor. Jednakże wierzę, że można ją wyreżyserować inaczej! W historii kina (bo sztuk teatralnych widziałem zbyt mało aby się na ten temat wypowiadać) spotykamy oczywiście kilka filmów „zrobionych na” Dostojewskim. Te udane próby to przeważnie wybitne filmy, wybitnych reżyserów. Wystarczy wspomnieć takie nazwiska jak Tarkowski, Bresson, Żuławski (Andrzej) i pewnie jeszcze kilku innych.

- Dlaczego więc tym się udało? - może ktoś zapytać.

- Cóż przyjacielu, moim zdaniem stało się to tak.

Przede wszystkim, każdy z wymienionych wyżej reżyserów, to artysta o szalenie indywidualnym podejściu do kina. Co istotne, taki charakter miał również stosunek owych artystów do mistrza z Petersburga. Był to dialog dwóch indywidualnych postaw, na styku których rodziło się nowe dzieło. Żaden z tych artystów nie próbował rekonstruować świata Dostojewskiego z dbałością o szczegóły z epoki, oni starali się wskrzeszać  i d e ę.  Brali ją w nawias, oglądali ze wszystkich stron, a co najważniejsze zastanawiali się, jak ona może funkcjonować we współczesnych im czasach. Tarkowski napisał w pewnym miejscu swojego dziennika, że nie ma potrzeby filmować książki Dostojewskiego - trzeba pokazać stosunek tego pisarza do świata. Notatki te pochodzą z lat poprzedzających Zwierciadło (1975). I choć ani wcześniej, ani też później Tarkowski nie zatytułował żadnego ze swoich dzieł tytułem wziętym z książki rosyjskiego pisarza, to nie sposób odseparować Dostojewskiego od żadnego z jego filmów. Jest to temat na doprawdy pokaźne tomiszcze.

Wpływ tego pisarza okazuje się być wpływem bardzo głębokim. Dostojewski został przez wspomnianych reżyserów nie tyle adaptowany, on został przez nich niejako adoptowany tak, jak adoptuje się dziecko poszerzając tym samym krąg swojej rodziny. Czy można adoptować ojca? No właśnie wszystko wskazuje na to że tak! Twórczość artysty, który ulega urokowi tej płomiennej myśli zostaje nią bezpowrotnie już nasączona. I co najważniejsze, książki te żyją w działach „adepta” życiem bardziej a u t e n t y c z n y m niż w dosłownych ekranizacjach. Oczywiście do pomyślenia są również inne strategie poradzenia sobie z wielkim przodkiem, które mogą okazać się sukcesem. Zmagać się trzeba i to zmagać jak najbardziej świadomie. Dlatego też trzeba docenić Janusza Opryńskiego, za to, że nie tylko sam się do tego przygotowuje lecz również przygotowuje nas.

Dostojewski, mimo że już blisko 130 lat minęło od jego śmierci, żyje i kwitnie niczym winna latorośl. Czy jego myśl potrzebna jest nam dzisiaj w późnonowoczesnej Polsce? Uważałam, że ta konwulsja rodem z dziewiętnastowiecznej Rosji może mieć ożywczy wpływ na uśpionego bezrefleksyjnym katolicyzmem, oblanego słodki lukrem konformizmu Polaka. Dostojewski jest przecież wielkim nonkonformistą. To, czy jego myśl w ostatecznym rozrachunku przysłuży sie chrześcijaństwu, czy też nie, zostawmy na później. Nie dowiemy się tego, jeżeli najpierw nie odtworzymy się na „piekło”, które nam z taką dbałością odrysowuje na kartach swych powieści. Musimy przejść tą drogę, aby zobaczyć czy jest coś dalej. Bardzo łatwo każde dzieło zinterpretować tak, aby utwierdzić się w swoich poglądach. Można nazwać Iwana diabłem, a Aloszę aniołem i przekonywać o jego tryumfie. Pytanie tylko w jaki celu, gdyż cała para idzie wtedy w gwizdek. Ciekawe skądinąd, jest to, że lata lecą a myśl Iwana jest w dalszym ciągu n i e  d o  p o m y ś l e n i a. Tylko chory wie, że musi wyzdrowieć, ale cóż gdy ten obstaje przy swoim zdrowiu?

Wodziński proponuje nam, żebyśmy zachorowali, zaraża nas dostojewszczyzną. Ostatecznie ktoś, jeżeli jego wiara jest odpowiednio silna, potraktuje ten zastrzyk jako szczepionkę mającą na celu wytworzenie odpowiedniej ilości przeciwciał. Jest to podróż w nieznane, ale przecież zawsze możemy wysiąść i kupić  b i l e t  na najbliższy pociąg do „domu”. Nie róbmy twierdzy z wiary (jeżeli się ona szczęśliwie już w kimś tli), ani też fosy z naszego światopoglądu. Dzisiaj nie musimy nawet opuszczać mostów. Zamroźmy na chwilę nasze przeświadczenia wraz z tendencją panującą za oknem. Wsłuchajmy się w tę nieokiełznana myśl w iście syberyjskiej aurze sobotniego wieczoru.

W oczekiwaniu na Wielkiego Inkwizytora, umieszczam poniżej cytat z Sartre'a, który stanowi świetny komentarz do „Buntu Iwana” i jego świetną adaptację . Oto jak francuski filozof „przejrzał” się w Dostojewskim:

Zmieniłem się. Opowiem później, jakie to kwasy zżarły zniekształcającą przejrzystość, która mnie spowijała, kiedy i jak terminowałem u przemocy i odkryłem własną brzydotę – była ona ługi czas moim pierwiastkiem negatywnym, niegaszonym wapnem, w którym rozpuściło się cudowne dziecko – jakie racje przywiodły mnie do systematycznego myślenia przeciw sobie, tak dalece, iż oczywistość idei mierzyłem przykrością, którą mi sprawiała. Złudzenie retrospekcji rozsypało się w drzazgi; męczeństwo, zbawienie, nieśmiertelność – wszystko to niszczeje, gmach wali się w gruzy, w piwnicy przychwyciłem Ducha Świętego i wygnałem go; ateizm to przedsięwzięcie okrutne i długodystansowe, chyba doprowadziłem je do końca. Widzę jasno, nie żywię złudzeń, znam swoje prawdziwe zadania, zasłużyłem na pewno na nagrodę przyznawana dobrym obywatelom; od lat prawie dziesięciu jestem człowiekiem, który się budzi uleczony z długiego, gorzkiego i łagodnego szaleństwa i który nie może mu się nadziwić, nie potrafi nie roześmiać się wspominając swoje dawne błądzenia i nie wie już, co począć ze swoim żywotem. Stałem się znów pasażerem na gapę, którym byłem mając lat siedem. Konduktor wszedł do przedziału, spogląda na mnie, ale mniej surowo niż ongi; w istocie najbardziej byłby rad odejść, niechbym sobie dojechał spokojnie, chciałby tylko usłyszeć ode mnie jakieś godziwe usprawiedliwienie, mniejsza z tym jakie, zadowoli się każdym. Na nieszczęście nie znajduje żadnego, bo i zresztą szukać nie mam ochoty; posiedzimy tak we dwóch, czując się nieswojo, aż do Dijon, gdzie – wiem o tym doskonale – nikt nie czeka na mnie.

[Jean-Paul Sartre, Słowa, pierwsze polskie wydanie z roku 1965, Warszawa, strony: 202-203.]

Piotrek Pękala

poniedziałek, 08 czerwca 2009
WYSTAWA INAUGURACYJNA TOWOT SQUAT

W Sobotę 5 czerwca odbyła sie wystawa inauguracyjna Towot Squat. Prace zebrane na wystawie odnoszą się do przestrzeni poindustrialnej dawnych Zakładów Zbrojeniowych i warsztatów Zespołu Szkół Mechanicznych. Swoje realizacje zaprezentowali następujący artyści:

Cezary Klimaszewski / bez tytułu
Aleksandra Bełz / Dom rodzinny
Anna Sprężyna / Portret rodzinny
Kama Bubicz / Gra
Emilia Żukowska / Instrukcje BHP
Anna Kuc / Karaluchy + Nowożeńcy + Zbieracze + Tizeles gatve
Martyna Jastrzębska / Jesteś szczęśliwy?-Jestem kurewsko szczęśliwy
Marcin Łukasiewicz / Medycyna
Agata Stępniak / Zbieram na nowe buty
Liwia Sztyc
/Praca jest świętością + Towot
Robert Kuśmirowski / P.A.P.O.P. + Linia
Daniela Toulova / Svałecni obchod
Lukas Vizek / Prałele
Magdalena Paczuska / bez tytyłu
Karolina Lorentz / Textum, czyli tkanka
Agnieszka Niemiec / Artystyczne dziecko
Cieszyński SFA / bez tytułu+performance
Krzysztof Bryła / bez tytułu
Daniel Małecki / Polscy Malarze+Dulux (portal pustynny)+Koral przemycony
Grupa Manual (Kamil Stańczak, Daniel Małecki) / Terrarium
Rafał Czępiński / ...w butach
Justyna Kiersztyn / bez tytułu



 

 

 

 


Wystawę można oglądać do 28 czerwca 2009r. w godz. 11.00-16.00, Towot Squat, ul. Popiełuszki 5, Lublin.

W soboty i niedziele wystawa nieczynna.

http://towot.net/

14:50, piotrek.pekala , zaproszenia
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 czerwca 2009
NOC KULTURY W GALERII BIAŁEJ - 6/7 CZERWCA 2009

 



wystawy czynne od godz. 18.00 do 24.00

* MAREK RADKE - The Game / Galeria Biała

* KOLEKCJA ALTERNATYWNA / Stara Akademia

Magda Bicz, Tomasz Bielak, Katarzyna Cichoń/Michał Stachyra, Eliza Galey, Daniel Gierulski,
Jan Gryka, Paulina Kara/Tomasz Żbik, Jarosław Koziara, Robert Kuśmirowski, Anna Nawrot,
Pawilon Stabilnej Formy [Cezary Klimaszewski/Tomasz Kozak/Tomasz Malec], Kamil Stańczak,
Mariusz Tarkawian, Jacek Wierzchoś


* INTERMEDIALNE WYPADKI ARTYSTYCZNE / Korytarz Akademii

Aleksandra Bełz, Kama Bubicz, Krzysztof Bryła, Judyta Bartmańska, Agnieszka Dębińska,
Łukasz Góras, Justyna Kiersztyn, Karolina Lorentz, Karolina Machut, Marcin Myśliwiec,
Ida Nowosielska, Katarzyna Sońta, Anna Sprężyna, Justyna Szeller, Joanna Szewczyk,
Justyna Urniaż, Kamila Wolszczak, Igor Wójcik, Anna Sprężyna, Jacek Rudzki,
Katarzyna Zapart, Jędrzej Żwiruk



koncert o godz. 24.00

* LUKÁŠ VIZEK AND COMPANY - DĚCKA / Wirydarz Centrum Kultury

 

Galeria Biała / Centrum Kultury / Peowiaków 12 / 20-007 Lublin
tel. 81 53 603 25 / biala@ck.lublin.pl / www.biala.free.art.pl / mfs.blox.pl

15:14, mlodeforumsztuki , zaproszenia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 maja 2009
Blow-up Kamila Stańczaka czyli: o przestrzeniach ostatniej realizacji pt: Peryferia

                                                                                                              Jest spokojnie

                                                                                                              I tylko

                                                                                                              I tylko ten wiatr!

                                                                                                              Siekiera Nowa Aleksandria

 

Ostatnia wystawa Kamila Stańczaka w Galerii Białej zajmuje w dorobku tego artysty miejsce szczególne. Nie po raz pierwszy eksplodują ramy płócien tego artysty, jednakże po raz pierwszy eksplozja ma tak daleko idące konsekwencje. Wcześniej już mogliśmy zaobserwować próby przełamania wirtualnego świata obrazów konkretnymi przedmiotami, wystającymi z obrazów jak np. karabin - zabawka zawieszony na ramieniu namalowanej dziewczynki. Ostatnio w Białej byliśmy świadkami jak owe przedmioty siłą wybuchu "wypadły" z płótna i tracąc swój rzeczywisty aspekt pospiesznie zabrały z niego resztki wyobrażonego świata. Można początkowo odnieść wrażenie, że jest spokojnie, jednakże po chwili czujemy na twarzy niepokojący, lekki podmuch wiatru – echa zaistniałego wybuchu. Zajmująca centralne miejsce głównej ściany plama zielonej farby stanowi wizualny ekwiwalent eksplozji rozrzucającej na p e r y f e r i a galeryjnej przestrzeni niedookreślone elementy dziwnego świata. I właśnie ten ruch od centrum ku peryferiom pozwoli nam zaobserwować siły rozmieszczone w tej instalacji. Gdyż cała prawda o tych makietach w moim odczuciu leży pomiędzy nimi.

Budynki, do stworzenia których inspiracją podobno były opuszczone obiekty w okolicach Puław i leżących nieopodal Zakładów Azotowych dawno już porzuciły swoją realną bazę i stały się fragmentami świata wyobrażonego Kamila. Konstrukcje wśród których wyrastał, teraz przeobraziły się już niejako w jego prywatną mitologią. Umieszczając jej fragmenty na obrzeżach - siebie sytuuje w centrum. "Toksyczne" kolory zarówno podziemnych części makiet, jak i lawy wypływającej z ich wnętrz, symbolicznie odnoszą się do tego poczucia skażenia w jakim przyszło żyć puławiakom, o którym niegdyś śpiewała Siekiera słowami: Nasze domy pośród nocy, nasze domy obok f a b r y k !


Cała sytuacja przypomniała mi film Michelangelo Antonioniego Zabriskie Point (1970), w który to dziewczyna, mówiąc metaforycznie, w wyniku uwięzienia w rzeczywistości zmakietowanego świata przesyconego sztucznością reklamy, siłą fantazji wysadza go w powietrze. Jej sprzeciw jest w tym filmie zestawiony z nieudaną próbą wyzwolenia się z krępującej rzeczywistości-systemu jej przyjaciela. I jeżeli film kończy się jej autentyczną ucieczką, to i tak jest ona niczym w porównaniu z tym, co zdołał uczynić w wyobraźni. W kontekście analizowanej wystawy znaczący okazuje się również fakt, iż ów stan świadomości dojrzewa w bohaterce podczas podróży na pustynie, czyli na właśnie jakieś peryferia. Jednakże nawet tam, gdzie eksploduje erotyczne napięcie pomiędzy nią, a wspomnianym chłopakiem, są oni w dalszym ciągu związani niewidzialnymi nićmi z centrum, czyli miastem które nie chce o nich zapomnieć.

Siekiera: Idziemy na s k r a j, idziemy na s k r a j! A niebo jest tuż! a niebo jest tuż! Idziemy!!!

Wracając do galerii proponuję zastanowić się co tutaj wybucha? W moim odczuciu wybuchła głowa artysty-Kamila, rozwiązując supły dwuwymiarowych nawyków. Pozwolił sobie jajkiem wypełnionym farbą cisnąć w biel zastałych przestrzeni. I nawet jeżeli galeria nie zadrżała w posadach, to i tak ten akt wandalizmu wprowadza ożywczy powiew do Białej, ale przede wszystkim do twórczości samego Kamila. Precyzja będąca znakiem rozpoznawczym tego artysty pozostała, jednakże nie domknęła przedstawienia, przeciwnie zaczęła komunikować o czymś więcej niż tylko o sobie. Rozpadający się, spójny i konsekwentnie zbudowany świat fantazji spowodował, że więcej zaczęło się wydarzać p o m i ę d z y jego fragmentami, niż w samych obiektach.

W pustych przestrzeniach galerii, samotnie spacerując pomiędzy tymi fragmentami zaczynamy dostrzegać wypełniające całą przestrzeń bardzo subtelnie działające siły powstałe na wskutek wybuchu (jeszcze raz przypomnę: wybuch głowy samego Kamila:) Przeciwstawne do tych, siły scalania tych rozsypanych fragmentów w jedno, powstające w naszych z kolei głowach, substancjalnie korespondując z tymi pierwszymi. ukazują siłę fantazji w jej można rzec czystej postaci. Aby jeszcze raz zacytować puławski band: .Przed nami jest świat, przed mani jest świat: Bez końca! Hej!

Można też do tych wniosków dojść inna drogą. Jak już wspomniałem dwuwymiarowa, obramowana przestrzeń rozpada się. Jednakże śledząc uważnie prezentowane prace zauważamy że znaczna część z nich przedzielona jest poziomą n i e w i d o c z n ą płaszczyzną, poniżej której makiety pokryte są jednorodną jaskrawą barwą. Takie zjawisko można sobie wyobrazić porównując je do zjawiska płaszczyzny głębi ostrości zaobserwowanej na fotografii, która mimo iż swoim zasięgiem obejmując cały kadr, widoczna jest tylko na fragmentach, które przecinając powoduje ich wyostrzenie. Podobnie tutaj. Linia przecinająca obiekty daje asumpt do wyobrażenia płaszczyzny na całej przestrzeni. Rozmieszczenie prac na różnych wysokościach powoduje silne odkształcenia i pofalowania zaistniałej płaszczyzny. Wspomniana ściana główna swoim pionem z jednej strony ucina miniaturową budkę, jak i stając się przezroczystą zatrzymuje eksplodującą farbę na zewnątrz nie pozwalając wlać się jej do wnętrza galerii. Patrząc na fragmenty architektury rozmieszczone na podłodze widzimy, że są one w niej jak gdyby zanurzone. Zaczynamy odmaterializowywać zamkniętą galeryjną przestrzeń nadając jej jedynie m e n t a l n y status. Bo przecież widzimy, (pisze widzimy gdyż właśnie w pamięci należy przeprowadzić to ćwiczenie) obiekty w całości tzn. nawet ze zwykle ukrytymi pod ziemią fragmentami. Przecinamy je w dowolnym fragmencie. Jaskrawe kolory są kolorami naszej wyobraźni. Teraz to my jesteśmy w centrum. Przekraczamy granice fizycznych ograniczeń i wędrujemy zarówno ponad jak i pod obiektami. Jesteśmy wewnątrz i jednocześnie za zewnątrz galerii. Eksplodujemy!

                                                                                                                                                Piotrek Pękala

19:40, piotrek.pekala , teksty krytyczne
Link Komentarze (4) »
Intermedialne Wypadki Artystyczne – VIII edycja

otwarcie wystawy 24 kwietnia 2009 o godz.18.00

 

 

Aleksandra Bełz, Kama Bubicz, Krzysztof Bryła, Judyta Bartmańska, Agnieszka Dębińska, Łukasz Góras, Justyna Kiersztyn, Karolina Lorentz, Karolina Machut, Marcin Myśliwiec, Ida Nowosielska, Katarzyna Sońta, Anna Sprężyna, Justyna Szeller, Joanna Szewczyk, Justyna Urniaż, Kamila Wolszczak, Igor Wójcik, Anna Sprężyna, Jacek Rudzki, Katarzyna Zapart, Jędrzej Żwiruk

 

W wystawie biorą udział studenci Instytutu Sztuk Pięknych Wydziału Artystycznego UMCS oraz Kolegium Sztuk Pięknych UMCS w Kazimierzu. Będzie to prezentacja różnorodnych prac, które wykraczają poza akademickie ramy podstawowych programów nauczania i sytuują się bardziej w intermedialnym polu sztuki. Intermedialność w tym wypadku rozumiana jest jako wielowątkowość zmierzająca do powołania arte faktów przekraczających podstawową naturę akademizmu. Poszukiwanie korespondencji ze sztuką w ogóle, zarówno w sensie jej rozumienia jak wyrażania wobec niej własnego stosunku staje się tu podstawową zasadą konstrukcyjną pomimo tego, że punktem wyjścia większości prac są bardzo prywatne i osobiste mitologie. Wystawa prezentuje rysunek, malarstwo, fotografię, realizacje multimedialne, filmy wideo, obiekty i instalacje.

 

Prace powstały w Pracowni Intermediów i Rysunku pod kierunkiem Cezarego Klimaszewskiego i Jana Gryki.

 

 

„Intermedialne Wypadki Artystyczne” to nazwa cyklicznych prezentacji sztuki tworzonej przez studentów. Pochodzi ona od skrótu IWA (Instytut Wychowania Artystycznego UMCS w Lublinie). Pierwsza edycja „Wypadków” odbyła się w 1996 roku, jeszcze przed przekształceniem Instytutu Wychowania Artystycznego w Wydział Artystyczny. Od trzeciej edycji IWA (1997) używaliśmy również podtytułu Festiwal Studentów Wydziału Artystycznego.

 

 

 

W 1996 roku powstało, afiliowane przez Galerię Białą, Młode Forum Sztuki. Organiczną bazą i podstawowym kręgiem do wyławiania i promocji „młodych talentów” dla Młodego Forum Sztuki, zawsze byli studenci Wydziału Artystycznego. Ten, wykreowany, alternatywny system stał się formą działań, które spowodowały, że młoda sztuka lubelska jest zjawiskiem ciągłym i jednocześnie konkurencyjnym dla środowisk artystycznych w Polsce. Debiut Roberta Kuśmirowskiego najpierw w ramach MFS a w 2002 roku Galerii Białej, w kontekście jego spektakularnej kariery międzynarodowej, można traktować jako ukoronowanie procesu promocji młodych i niepodważalny dowód celowości i skuteczności strategii MFS i Galerii Białej.

 

 

 

 

MFS tworzy bezsporną płaszczyznę odniesień w budowaniu nowych przejawów sztuki. Jak się okazuje – ciągle nowych, bowiem ten proces jest permanentny. Tak jak konwencje dziś już historyczne uzyskały swoją tożsamość i stanowią podstawę procesów dydaktycznych, tak nowe formy artystyczne są wartością, której sens trzeba stale unaoczniać, w innym wypadku ta sfera ulega szybkiej degradacji. Pracownie, które stają się enklawami „akademizmów”, w swojej naturze przechowują świadomość zamkniętą na aktualne procesy i w istocie hamują rozwój młodych ludzi, aktywnie nastawionych na świat zewnętrzny, budujących własny system wartości i własny język wypowiedzi.

 

 

Obecnie już pojawiają się niezależne tendencje budowania alternatywy wobec MFS. Jeżeli ten stan się utrzyma, to ta wielowątkowość systemów, form i przejawów sztuki będzie pluralistycznym, sensownym polem aktywności artystycznej w Lublinie. W ciągu dwunastu lat istnienia Młodego Forum Sztuki zorganizowaliśmy wiele wystaw, imprez i festiwali, zarówno na Wydziale Artystycznym, na Korytarzu Akademii w Centrum Kultury jak i w przestrzeni publicznej Lublina. Być może podstawowy sens tej działalności zawarty jest w twórczości młodych artystów, którzy aktywnie uczestniczą w budowaniu obrazu polskiej sztuki. Wspomniany już Robert Kuśmirowski jest ewenementem na skalę ogólnopolską. Ale pojawiają się jeszcze młodsi artyści, którzy już obecnie w sposób zdecydowany nawiązują z nim twórczą korespondencję. Myślę tu między innymi o Michale Stachyrze, Kamilu Stańczaku, Mariuszu Tarkawianie i kilku jeszcze młodszych z nadzieją, że może za jakiś czas zaistnieją nie tylko w naszym mentalnym polu. Istotna w tym wypadku jest tożsamość tych artystów, którzy nie są „inżynierami” sztuki w wymiarze uniwersalnym, ale są określeni czasem i miejscem, kontekstem lubelskim, który w tym względzie stanowi wartość samą w sobie.

 

 

Jan Gryka

19:35, piotrek.pekala , wystawy
Link Dodaj komentarz »
A to Polska właśnie

20 marca, piątek, godz. 18:00

 

A to Polska właśnie to tytuł zadania fotograficznego, które było realizowane w semestrze zimowym w bieżącym roku akademickim w Pracowni Fotografii przez studentów Instytutu Sztuk Pięknych Wydziału Artystycznego. Jest to również tytuł wystawy prezentowanej w ramach Młodego Forum Sztuki.

 

 

 

Autorzy prezentacji to 17 studentów IV roku Edukacji artystycznej: Lidia Błażejczyk, Adam Brzezowski, Daniel Czyż, Magdalen Durasiewicz, Marcin Kaczan, Kamil Łukasik, Agnieszka Maksymiec, Bartłomiej Maron, Daniel Milaniuk, Monika Mincewicz, Ewelina Mróz, Joanna Paprocka, Beata Paruch, Patrycja Prószyńska, Kamila Sakowska, Konrad Wróblewski, Magdalena Wożniak oraz dwie studentki z V roku Grafiki: Kasia Niedźwiadek i Ania Zyśko.

 

 

 

 

 

Komentują oni polską rzeczywistość w różnych jej przejawach i pod różnym kątem. Odwołując się bezpośrednio do otaczającej przestrzeni Agnieszka Maksymiec zapisuje w barwnych fotografiach piękno polskiego krajobrazu, zaś Bartłomiej Maron i Lidia Błażejczyk fotografują architekturę miast w kontekście jej unifikacji oraz reklamy ulicznej. Kamila Sakowska przedstawia architekturę polskich miast i miasteczek – traktowaną jako komentarz do różnic społecznych i ekonomicznych. Dla Joanny Paprockiej Polska to przestrzeń biało-czerwonych fotograficznych motywów, zaś dla Daniela Milaniuka emblematy związane z polską tradycją stają się pretekstem do fotograficznego zapisu tatuaży wykonywanych na ciele ludzkim. Anna Zyśko fotografując lubelskie pomniki prezentuje jedynie ich cokoły, odnosząc się tym samym do problemu przemian historycznych, a Kasia Niedźwiadek przywołuje historię rodzinnego domu zapisaną w pamiątkach po swoich przodkach. Magdalena Durasiewicz jest autorką bardzo osobistego filmu, którego bohaterkami są jej babcie. Beata Paruch przedstawia cykl psychologicznych fotografii portretowych. Patrycja Prószyńska tworzy autorskie anonse na bazie autentycznych ogłoszeń. Monika Mincewicz tworząc serię autoportretów podkreśla zróżnicowanie mentalne, zaś Marcin Kaczan w żartobliwy sposób rozprawia się z wizerunkami ikon polskiej pop kultury. Daniel Czyż przewrotnie komentuje potrzeby i marzenia wybranej grupy Polaków. Konrad Wróblewski odnosi się do kulinarnych preferencji nie tylko polskich, również europejskich. Kamil Łukasik podejmuje w sposób żartobliwy problem emigracji. Równie żartobliwe są w swej formie plakaty autorstwa Adama Brzezowskiego w relacji z polską obyczajowością. Podobnie czyni Magdalena Woźniak przedstawiając wybrane wątki związane z polską rzeczywistością, sytuujące się w przestrzeni mentalnej. Ewelina Mróz bezlitośnie rozprawia się z kiczem.

 

Opisane jedynie skrótowo 19 różnych realizacji to równocześnie 19 różnych wypowiedzi na jeden temat i owa wielogłosowość staje się atutem tego fotograficznego projektu.

 

Irena Nawrot-Trzcińska

19:21, piotrek.pekala , wystawy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 lutego 2009
Hołowno - kraina rumianku

Kama Bubicz / Paulina Chreścionko / Paulina Daniluk / GAZOBETONOWNIA: Barbara Abramowicz, Aleksandra Mijal, Natalia Głowacka / Wiola Głowacka / Jan Gryka / Dawid Jurek / Ewelina Kruszewska / Agata Krutul / Jan Milewski / Mariusz Tarkawian / Jacek Wierzchoś / Monika Zapisek

Wystawa jest prezentacją kilkunastu projektów, które zapoczątkowano na plenerze w Hołownie w lipcu 2008 roku.  Plener wraz ze mną prowadził Robert Kuśmirowski a uczestniczyli w nim studenci IV roku Edukacji z Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie.

 

 

Programowo dotyczył on poszukiwania odpowiedzi na nastepujące pytania:
- Czy w warunkach wiejskich może funkcjonować sztuka publiczna?
- Jaka i czy w ogóle może wystąpić potencjalna recepcja artystycznych realizacji?
- Czy kontekst historyczny miejsca i stan aktualny mogą mieć wpływ na autorskie projekty?
- Czy realizacje tego typu mogą mieć funkcje edukacyjne i użytkowe?

 

Na bazie istniejących uwarunkowań historycznych i socjologicznych, ale również wobec wizji rozwoju miejsca i jego tożsamości próbowaliśmy wykreować projekty artystyczne, które mogłyby być zrealizowane jako stałe realizacje.
Chodziło nam raczej o sprawdzenie potencjalności miejsca, jego otoczenia i zbudowanie artystycznych projektów, które stałaby się  nie tylko wizerunkiem miejsca ale miałyby funkcje turystyczne i zarazem użytkowe dla tamtejszej społeczności.

 

Efektem naszego tam pobytu jest kilka impresji na temat Hołowna i okolic oraz wizyjne projekty wiejskich SPA, podziemnego amfiteatru, wyposażenia wiejskiej chaty, czy też systemu informacji wizualnej. Sądzimy, że w dalszej perspektywie może powstać jeszcze wiele różnorodnych wizji, które pojawiają się już jako tzw. potencjalność. W Hołownie znalazł swoje siedlisko Robert Kuśmirowski, który buduje tu artystyczne pracownie rezydencjalne dla artystów z Polski i ze świata.


Nieoczekiwanie więc otwiera się perspektywa realnej współpracy przy realizacji różnorodnych projektów, które mogą się stać niezwykłą atrakcją dla tego regionu.

Jan Gryka

 

 

 

 

 

15:17, mlodeforumsztuki , teksty krytyczne
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 lutego 2009
PLĄTANINA WĄTKÓW W GALERII BIAŁEJ

W jednej ze swoich realizacji Anselm Kiefer skonstruował postaci złożone z plątaniny drucianych elementów osadzonych na czymś w rodzaju gipsowej białej sukni. Te lekko upiorne w swojej ekspresji postaci z jednej strony stanowią kontynuacje wątku sukienek często pojawiających sie na realizacjach płaszczyznowych tego artysty, z drugiej zaś strony otwierają sie na dobre znany w sztuce motyw splotu. Kiefer często nanosi na płaszczyznę swoich "płócien" jak gdyby unoszące sie w powietrzu sukienki. Jadwiga Sawicka w swoich dotychczasowych pracach, zarówno tych malarskich jak i na fotografiach, często umieszcza elementy damskiej i męskiej garderoby. W ostatniej propozycji Galerii Białej w swojej instalacji świetlnej wykorzystuje również wątek "plątaniny". To spiralnie skręcone osobliwe konfetti swoim kształtem potwierdza zaistniałą węzłowatą strukturę.

Leonardo da Vinci zdaniem Gustawa René Hocke, wiedziony potrzebą „hieroglificznego maskowania oraz dążenia do tego, by ukazać mistyczną siłę, którą uważał za Boga, za pomocą abstrakcyjnej sygnatury. Najpierw próbuje to osiągnąć, stosując szyfrowe pismo i piktogramy. Później, w trakcie właściwych studiów nad labiryntami, inicjuje brzemienny w skutki eksperyment - abstrakcyjną grę ornamentów plecionych.” (Hocke, 2003: 167).

Co ciekawe nie musimy nawet sięgać po te mało znane realizację aby zauważyć użycie owych form w połączeniu z wizerunkiem kobiety w dobrze znanych rysunkach tego artysty. Wystarczy wspomnieć Studium Głowy Ledy z ok. 1505-07 roku gdzie autor przedstawia postać z włosami upiętymi w liczne w a r k o c z e. Ciekawym w tym momencie wydaje sie fakt, iż plątanina w opisywanej postaci Kiefera również zdaje sie pełnić funkcję osobliwej fryzury.

Rozpatrując ten wątek w kontekście dwóch ostatnich wystaw w Białej, z łatwością zauważymy, iż wydawało by sie daleka w swej wymowie od realizacji Sawickiej praca Katarzyny Józefowicz również została osnuta wokół zbliżonego wątku. Ściany Pokoju zostały również skonstruowane za pomocą zadrukowanych pasków papieru połączonych na zasadzie splotu. Oczywiście nie sugeruję, iż ów odwieczny wątek został tutaj świadomie podjęty przez obydwie artystki, przeciwnie – obie instalacje zostały podporządkowane zgoła innym tematom, a interesujący nas wątek funkcjonuje w nich w sposób raczej organiczny. Nie mniej jednak proponuję przyjrzeć sie temu dokładniej, gdyż obydwie prace niejako dokonują "rewitalizacji" tego symbolu, a zrozumienie owego procesu w moim odczuciu pozwoli spojrzeć głębiej w indywidualną specyfikę obydwu dzieł.

Jak już ukazałem wyżej spiralne formy od wieków towarzyszyły przedstawieniu kobiet wyrażając różne tajemnicze powiązania kobiet ze zjawiskiem nieskończoności. W pracy Picassa z 1931 roku pt.: Czerwony fotel figura kobiety została niejako zbudowana wyłącznie za pomocą linii obłych. Owe kształty zrodziły sie na drodze redukcji kobiecej fizjonomii do najprostszych form. Pierś wynika ze spiralnie skręconej do wewnątrz linii ramienia. W realizacji Sawickiej spiralne serpentyny wiodą już autonomiczną egzystencję, a ślad kobiety pozostał na niej jedynie, albo aż w postaci nazwiska.

To co w przypadku hiszpańskiego artysty pojawiło sie prawdopodobnie na drodze intelektualnych spekulacji nad fenomenem kobiecości - w przypadku Katarzyny Józefowicz objawia sie w wyniku zastosowania czynności "kobiecej", czyli tzw." robienia na drutach". Spojrzenie artystki na kobiecość daleka jest od erotycznych obiektów Picassa. Kobieta w realizacji Józefowicz to raczej pracująca kobieta-matka robiąca na zimę ciepły szal. Ten zdawałoby sie antyfeministyczny substytut kobiecości zostaje spotęgowany do tego stopnia, że efekt finalny przysłania nieomal cały świat, a mówiąc inaczej zaczyna go re – prezentować!

Bo właśnie w końcu stoimy przed "ścianą" i mamy wrażenie obcowania z czymś co nas przerasta. „U Leonarda – pisze Hocke - chodzi o abstrakcyjną, racjonalną symbolikę nieskończoności wraz z działającymi wewnątrz tejże nieskończoności <> (konwulsyjnymi), a jednak tajemniczo uporządkowanymi siłami.” (Hocke, 2003: 167).

Współcześnie mamy już swoją "nieskończoność" a jest ona nieskończonością informacji która u Józefowicz występuje w postaci właśnie symbolicznej, umożliwiającej spojrzenie na ten przecież uporządkowany chaos ze skali makro. To wstępne wrażenie oddalenia perspektywy zaczyna sie już w pierwszej sali. Na ustawione na podłodze konstrukcje z malutkich kubików patrzymy jak na "rozsypujące sie nowe budowle" z pejzażu filmu s-f. I nie tyle o kruchość współczesnego świata tutaj chodzi co o kruchość postrzeganej rzeczywistości w ogóle. Rozpadający sie świat współczesny jest tu tylko aktualną ikonograficznie realizacją odwiecznego zagadnienia. W drugiej sali nasz punkt widzenia się znacznie oddala, gdyż widzimy już bezkształtne mrowisko, które łączy sie tylko w swoim t r w a n i u. Uciekając od oczywistości potęgowania takiej perspektywy autorka drugą salę zaprojektowała jako mieszczący odbiorcę wnętrze otwartego kubika. Jesteśmy więc w sytuacji niejasnej, gdyż z jednej strony widzimy już pejzaż z pierwszej sali w jak gdyby totalnym oddaleniu jak i znajdujemy się wewnątrz jednego z elementów ów pejzaż konstruujących. Zatem widzimy jak autorka unikając jakichkolwiek oczywistości proponuje raczej poszerzenie horyzontów naszej percepcji. Niepewni - tkwimy nijako w rozdarciu pomiędzy tym stricte fizyczną czynnością - czyli pracą, a tym do czego naszą myślą możemy wzlecieć. Siła tej ekspozycji polega właśnie na tej dychotomii. Skupiwszy sie na ich fizycznej postaci autorka pozwala powoli i nienachlanie całej tej znaczeniowej nadbudowie zaistnieć.

Nieregularne struktury które "przypadkiem" zarysowały sie na tkanych płaszczyznach przypominają te z obrazów Romana Opałki. Podobnie jak u tego artysty prace Józefowicz powstały na wskutek wręcz medytatywnej, nieustającej czynności. Mało tego w tej papierowej strukturze został również jak u Opałki "zapisany" upływający czas w wyniku czego jednym spojrzeniem możemy zobaczyć okres kilkunastu miesięcy. Idąc dalej nic nie powstrzyma nas oby wyobrazić sobie p l ą t a n i n ę myśli które za pomocą dłoni zostały w p l e c i o n e w ten mozaikowy materiał.

Wyobrażenie węzłów i splotów koncepcyjnie powiązane jest również ze spiralą, a ten kształt odnajdujemy właśnie w instalacji Sawickiej. Ta przecież lekka instalacja również niejako przytłacza nas swoim ogromem, a ogrom ten jest spowodowany nagromadzeniem n i e s k o ń c z o n e j ilości kobiecych nazwisk. Nazwisko jest również niejako zamiennikiem ubrania. Jeżeli sukienka wisząca na wieszaku komunikuje bardziej o braku ciała niż o sobie samej to nazwisko w podobnym stopniu odsyła do "noszącej" go postaci realnej. Jeżeli sukienka odsyła do wewnątrz to jeżeli zapomnimy na chwilę o ciele, to bardzo łatwo zauważymy, że jest to mimo wszystko próba diagnozy współczesnego wnętrza. Bo właśnie zarówno sukienka jak i imię jest to właśnie najmniej fizyczny aspekt kobiecości, ten który daje się "unieść". I o ile fotografia przedstawiająca wiszące ubranie może budzić niepokój to różowe serpentyny oświetlone świątecznymi lampkami wręcz przeciwnie. Sawicka w Galerii Białej zainscenizowała istny karnawał, ukazujący jak na przestrzeni historii postaci te przyczyniły sie do ocieplenia społecznego klimatu. W pierwszej sali serpentyny zwisając w dół, na podłodze zataczały spiralne kształty. Towarzyszące im opadające węże mrugając powolnie "przemieszczały" się ku górze!

Literatura cytowana:

Hocke Gustav René, Świat jako labirynt, słowo/ obraz terytoria, Gdańsk, 2003.

                                                                                                                                                 Piotrek Pękala

środa, 18 lutego 2009
50 lat w krainie rozkoszy!
 

 
14 lutego tego roku w nie tylko zakochani obchodzili swoje święto - jak się okazało, pięćdziesiąt lat temu na prujących przez śnieżne zaspy saniach urodził się Jan Gryka. Tym razem, ten skromny mężczyzna, postanowił ową rocznicę przeżyć nieco huczniej niż to zwykł czynić dotychczas. Do końca nikt nie wie co spowodowało w nim tak gwałtowną decyzję. Plotki za plecami sugerują (a ja daję im wiarę; ) że padł On ofiarą swojej żony, a raczej jej niewyobrażalnemu pragnieniu publicznego uwolnienia swojego dawno skrywanego talentu wokalnego. Tak, wieczór który zacne grono najbliższych przyjaciół czyli ¾ lubelskiej bohemy artystycznej spędziło w gościnnej klubo-kawiarni „Centrala” został okraszony powtarzającymi się średnio co pół godziny, na przemian z mikrofonem lub bez wystąpieniami Bliźniaczek prosto z drzewa. Musieliśmy uwierzyć, że dotychczasowe życie tego poczciwego, cichego mężczyzny upływało w krainie niczym z instalacji Zenka - z wodospadami i polnym kwieciem, mlekiem i miodem płynącej pomiędzy dwiema uzupełniającymi się połówkami tego samego zakazanego owocu. Dlatego też nietrudno nam było się zatracić we wspólnym świętowaniu pięćdziesiątki tego Szczęściarza. I wszystko by się dobrze skończyło gdyby nie obecność Tarkawiana z ołówkami, który to wszystkie kompromitujące momenty wyłapał swoją sławną, szybką kreską. Ponieważ mamy świadomość, że prędzej czy później te rysunki pokażą wszystkie liczące się w tym kraju jak i poza jego granicami branżowe pisma, postanowiliśmy upublicznić je sami aby inni nie zabawiali się naszym kosztem. Tak więc poniżej prezentujemy naszą osobliwą kronikę towarzyską której pomysł zerżnęliśmy z Obiegu jak się patrzy, zgodnie z powszechną  metodą kopiowania przez wszystkie kresy pomysłów emitowanych w Centrum. Życzymy miłej zabawy!
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
13:52, piotrek.pekala , teksty krytyczne
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 stycznia 2009
Wielki Sasnal - medytować czy filozofować? czyli: czy w Lublinie możliwy jest dyskurs na temat sztuki w piątkowy wieczór???

"Ale tkwić pośród tej rerum concordia discors i całej
przedziwnej niepewności i wieloznaczności istnienia
i nie pytać , nie drżeć z żądzy i pragnienia pytań..."
                                        
Nietzsche Wiedza radosna

W piątkowy wieczór w lubelskim Centrum Kultury odbyła sie promocja książki Sławomira Marca pt: “Sztuka, czyli wszystko. Krajobraz po postmodernizmie". Niestety nie mogłem być na początkowej części spotkania jednakże fragment  rozmowy na który udało mi się jeszcze załapać wzbudził we mnie niemałe zakłopotanie. Tuż po moim wejściu Krzysztof Jurecki skierował pytanie do autora książki, w którym próbował dowiedzieć się czy ma on jakiś pomysł na to jak poradzić sobie z sytuacją, w której to dzieła sztuki najnowszej w postaci prac Sasnala zaczynają być sprzedawane drożej niż płótna Rembrandta(?). Pytał jak artysta ma poradzić sobie w świecie, w którym, zdaniem Jureckiego, rynkowe, ponoć niejawne, spekulacje, które przyrównywał do mechanizmów giełdowych, powodują zdecydowany rozdźwięk pomiędzy wartością artystyczną a rynkową danego dzieła.  I nie tyle odpowiedź Marca jest tu istotna, co sam duch postawionego pytania.

Bardzo powszechne i tyleż wygodne stwierdzenie iż cena Sasnala jest ceną sztuczną bo astronomicznie wysoką jest bardzo łatwe do wypowiedzenia. Jednakże teza aż nadto sugerująca istnienie jakiejś tajemnej teorii spiskowej, która to wywindowała ceny Sasnala do obecnych cyfr, zwyczajnie niczego nie wnosi do meritum sprawy a wręcz przeciwnie, powoduje iż jest ona jeszcze głębiej spychana  Owa retoryka zdecydowanie dominuje we współczesnej refleksji nad sztuką. I o ile pewien duch krytyczny fenomenu Sasnala rzeczywiście jest potrzebny, to jednak moim zdaniem powinien się odbywać w sposób rzetelny i konkretny, a już na pewno powinien on być właśnie taki na spotkaniu promocyjnym książki, która właśnie ponoć antidotum na postsztukę odnajduje w "polemicznej bezinteresowności (depragmatyzacji)". Dlatego duże zdziwienie wywołało we mnie niejakie zakłopotanie Jureckiego jakie nastąpiło po pytaniu Tomasza Kozaka o szczegóły owego procesu spekulacji, oraz innych dowodów na poparcie swoich, z łatwością rzucanych tez.

Osobiście nic nie wiem o kulisach Sasnalowskiej komercyjnej kariery gdyż przyznam iż póki co nigdy nie miałem tego typu potrzeby ani też okazji aby bliżej sie temu przyjrzeć. Jednakże z perspektywy przecież wieloletniego kuratora jakim jest Jurecki autora "wielu tekstów z zakresu historii sztuki i fotografii" chciałbym jednak dowiedzieć sie czegoś więcej jeżeli ów decyduje się zabierać głos w tej sprawie formułujący arbitralne sądy. Jednakże nie tyle brak odpowiedzi Jureckiego, co moralizatorska odsiecz Jolanty Męnderowicz niejako zmusiła mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Przedstawicielka lubelskiego BWA wspominając miniony czas wytknęła dociekającemu polemiście Kozakowi, jeżeli dobrze pamiętam, "arogancję" oraz "zbytnie skupienie na sobie". To tyleż nieadekwatne co i niegrzeczne stwierdzenie spowodowało iż zamarłem na krótką chwilę . Jednakże wraz z upływem czasu i dalszej wypowiedzi Pani kurator poczęło postępować we mnie iście katarktyczne doznanie. Pani Męderowicz, znana postać lubelskiej sceny artystycznej swoim gestem sprowadzając dyskurs na temat sztuki do interpersonalnych zarzutów rozjaśniła mi w głowie więcej niż Jurecki swoim zakłopotaniem.

W jednej chwili stało sie dla mnie jasne, że lubelska scena artystyczna domaga sie gruntownej rewizji. Czy miasto z przecież dość bogatą tradycją artystyczną nie jest w stanie w chwili obecnej wygenerować zdrowej i przede wszystkim merytorycznej dyskusji o sztuce? Wiem, że nie jest to możliwe dopóki posługiwać się będziemy językiem politycznych debat. Bo gdy zasadna dociekliwość artysty karcona jest inwektywami wynikającymi z osobistych przeświadczeń jedyną możliwością odpowiedzi jest reakcja w stylu The Krasnals z całą ich kiepską i zarazem niesmaczną sztuką. Gdyż wyparta kontestacja zawsze wraca, jednakże w formie skarłowaciałej jak w krzywym zwierciadle ukazującej obraz wypierających. Sądzę, że nie ma niczego bardziej stymulującego niż duch niezgody, który powoduje zażartą dyskusję, bez której sztuka cierpi na starczy uwiąd. Jednakże wszyscy powinni sie wzajemnie szanować gdyż jest to warunek konieczny do przeprowadzenia publicznej rozmowy. Niejako wstyd mi iż muszę o tym przypominać, jednakże powtarzam, zostałem do tego zmuszony.

Bo jeżeli żąda sie faktów a zostaje sie usadzonym.  Jeżeli upupia sie antagonistę z pozycji starszego, gdyż jest się merytorycznie bezradnym wobec trudnych pytań. Skrywanie sie w dobrze okopanych pozycjach głosząc twierdzenia ex cathedra na spotkaniu "miłośników" nie spowoduje świeżego ruchu myśli, który moim zdaniem musi stanowić podłoże wysokiej jakości artystycznych  działań. A juz na pewno nie zrodzi ono nowego pokolenia chcącego aktywnie partycypować w artystyczne wydarzenia. Oczywiście tutaj rodzi się pytanie czy starszym zależy na uczestnictwie w "swoich" imprezach ludzi młodych, nie zawsze łatwowiernie konsumujących przyrządzone strawy.

A przecież wszyscy optymistycznie patrzymy na "nową" działalność "nowej" Zachęty w nowych bardzo fajnych przestrzeniach. Dwie z trzech wystaw które dotąd miały tam miejsce to propozycje młodych z całą pewnością budzących duże nadzieje artystek. Jednakże i w czwartkowy wieczór Wielki Sasnal położył swój cień na obrazy Pauliny Sadowskiej. To notabene czułe malarstwo, zdradzające dużą wrażliwość artystyczną studentki aż sie prosi aby otrząsając sie z tej "Ładnej" maniery i przemówiło własnym i pełnym, ale wciąż wrażliwym i uroczym głosem:

JA MOGĘ MÓWIĆ!!!

Sasnal to nie tabu, Lublin to nie Kraków a my to nie jesteśmy krasnalami aby stać w jego cieniu, a sztuka jest drogą jak to powiedział nam w sobotni wieczór Kazuo Ohno w tej samej sali i z tego samego ekranu co dzień wcześniej uspokajał nas Marzec proklamując iż "na szczęście mamy Mozarta". Tak, mamy też kilku nawet z naszego podwórka jak choćby Chopina, Nowosielskiego, czy Kantora i jeszcze sporo innych nazwisk do dumy jednakże mamy też Sadowską i wolę na niej skoncentrować swoją uwagę.

Wywyższam synczyznę nad ojczyznę! Gdyż w krytycznym duchu Gombrowicza upatruję pożytek.

Pamiętam o przeszłości i wyciągam z niej wnioski jednakże spoglądam w przyszłość aż po horyzont jak postać z obrazu Friedricha. Czytam Witkacego i wiem, że artysta może się nie zgadzać i filozofować. Czytam Bernharda i widzę, że czasem artysta musi filozofować aby przeżyć. Słucham Glena Goulda i zaczynam rozumieć jak należy wykorzystywać utwory klasyków aby stworzyć własne dzieło. Gdyż sztuka rodzi się z niewystarczalności sztuki zastanej. Gdyby było inaczej NIC by nie powstało gdyż WSZYSTKO by już było a to nic dalszego od prawdy.

Pani Męderowicz utożsamiając dyskusję z cyt. "bitwą na noże i widelce" zarzuca Kozakowi cytowanie Derridy jednocześnie ubolewając nad tym iż to takie ostatnio powszechne przyznaje, że sama zna Derridę może "za słabo". Sama jednocześnie postuluje wycofanie się w rejony medytacji i ciszy, ciszy która nie jest milczeniem.?! Korzystając z jednak uchylonej furtki postanowiłem (po kilkudniowej medytacji skupiwszy swe strapione wewnętrzne spojrzenie na tym problemie) przemówić. 

 

MIKOŁAJ SMOCZYŃSKI

 

Pamiętam inny wieczór kiedy w niedalekiej przestrzeni ponownie spotkali sie niedawno zmarły Mikołaj Smoczyński z Marią Anną Potocką. Potocka zainteresowała mnie swoimi analitycznymi refleksjami  i inteligentnymi porównaniami. Sztuka Smoczyńskiego wzmogła we mnie wcześniejsze i wciąż niegasnące wrażenie i pogłębiła wcześniejsze doznania.

Czytam książkę Potockiej na temat nowej estetyki. Estetyki, która miałaby dotrzymać kroku sztuce najnowszej. Czekam na książkę która miałaby określić terminologie i kulturę dyskusji w Lublinie. Może Marzec coś o tym wspomina w najnowszej publikacji?

                                                                                                                                      Piotrek Pękala

17:37, piotrek.pekala , teksty krytyczne
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 stycznia 2009
Jadwiga Sawicka na CK

              

 

"Siłą rzeczy jeden coś ma, a drugi nie. W wielu przypadkach oczyszczające doświadczenie nieposiadania działa pobudzająco; stawianie oporu pokusie, ciągłe usprawiedliwianie obecnego stanu daje poczucie intelektualnej rześkości. Jednak gdy, jak się wydaje, wszystkie argumenty zostały już stosownie użyte, a pozycja ustalona, może okazać się, że niepowodzenie czyha z najmniej oczekiwanej strony. Tak dotychczas wabiące, a niedostępne przez słabość woli tereny wolne od potrzeb materialnych, raz zaakceptowane zaczynają straszyć pustką. Okazuje się zresztą, że słowo tereny jest już nieaktualne. Niesłychane głębie otwierają się przed strwożonym okiem nieposiadającego. Nieoswojone przestrzenie przerażają nieposiadającą. I co teraz? Zakwestionowane przedmioty nie dadzą już oparcia. Nigdy już nie będzie tak jak przedtem i nie ma co udawać, że nic się nie stało."

Jadwiga Sawicka tekst do wystawy "Forma wzywa do użycia", Galeria Foksal, 1998

              

wtorek, 13 stycznia 2009
ILONA OSZUST - You Can Dance

MŁODE FORUM SZTUKI GALERI BIAŁEJ ZAPRASZA

 

 

 

ILONA OSZUST - YOU CAN DANCE

16 stycznia (piątek), 2009 o godz.18.00 – otwarcie wystawy

Korytarz Akademii Centrum Kultury (pierwsze piętro), ul. Peowiaków 12, Lublin

ILONA OSZUST

Ilona Oszust - studentka trzeciego roku Grafiki na Wydziale Artystycznym, swoimi pracami nawiązuje do sztuki ulicy. Posługuje się szablonami zarówno w realizacjach wykonywanych bezpośrednio na ścianie jak i tych które powstają na płótnie. W ekspozycji podejmuje problem przeobrażeń kultury masowej, którą komentuje z perspektywy własnych doświadczeń.     

ILONA OSZUST

 

ILONA OSZUST

 

 

Autorka nie odwołuje się do moralizatorstwa, gdyż, jak sama przyznaje, uzależniona jest od  internetu. Jej reakcja wynika raczej z postawy obserwatora-uczestnika medialnej rzeczywistości. Jednakże biorąc w nawias wybrane fragmenty owego świata, zastanawia się nad ich statusem w dzisiejszych czasach.  W ironicznie ujętych znakach-ikonach studentka odnajduje zaskakującą możliwość przedstawienia  współczesnej rzeczywistości. Odważnie sięgając do ugrzecznionych poprawnością polityczną wizerunków ze świata polityki odkrywa "zacieki" tworzące się pod ich powierzchnią.

ILONA OSZUST

 

wystawa czynna w dni powszednie w godz. 11.00 – 17.00 do 13 lutego 2009

                                                                                            
17:43, mlodeforumsztuki , teksty krytyczne
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6