blog młodych, lubelskich artystów oraz krytyków sztuki


b l o g

m ł o d y c h,

l u b e l s k i c h

a r t y s t ó w

o r a z

k r y t y k ó w

s z t u k i









wtorek, 04 grudnia 2007
Bio art, a prawo
    Ostatnie lata to ogromny postęp i rozwój nowych technologii, w tym biotechnologii, która dzisiaj stanowi jedno z najważniejszych wyzwań prawa patentowego. Nie tylko polskiego, ale europejskiego, czy światowego. Biotechnologia jest bardzo często opisywana w doktrynie prawnej, dyskurs na jej temat prowadzony jest w najważniejszych światowych instytucjach. A to wszystko z kilku względów: biotechnologia to nowe wyzwanie dla nauki, jej efekty często mogą być zbawienne dla człowieka, jego zdrowia i życia. Biotechnologia to też ogromne nakłady finansowe i w efekcie możliwe do osiągnięcia niesamowite zyski. Ale biotechnologia to też mnóstwo kontrowersji etycznych i moralnych koncentrujących się wokół pojęć związanych z genetyką, modyfikacją, czy ingerencją w geny, czy wreszcie z patentowaniem „życia”. Biotechnologia, jak żadna inna nauka do tej pory, w drastyczny sposób dotyka kwestii związanymi z podstawowymi prawami człowieka, w tym najważniejszym - prawem do życia.

    Problemy prawne rozstrzygają prawnicy, etyczne, moralne i światopoglądowe socjologowie, filozofowie, czy politycy. Ale do grupy osób zainteresowanych biotechnologią dołączyli również artyści, co tylko potwierdza tezę, że ten problem jest dzisiaj istotny dla nas wszystkich z różnych powodów. Jednak powstaje pytanie, czy artyści, którzy powinni mieć możliwość niczym nieskrępowanego tworzenia, w swojej działalności - bliskiej biotechnologii, mogą, w imię swobody wypowiedzi, posunąć się dalej, niż pozwala na to prawo? Nie wiadomo do jakich granic mogą posunąć się artyści tworząc z wykorzystaniem materiału biologicznego, jednak z całą pewnością należy stwierdzić, że są ograniczeni przepisami prawa, tymi samymi, które obejmują badaczy, uczonych, biotechnologów. I nie ogranicza to ich swobody wypowiedzi artystycznej.

    Niewątpliwie wpływ artystów działających na polu bio art może być niezwykle cenny dla prawników, czy dla badaczy: przede wszystkim można uznać ich za łącznika ze społeczeństwem, ich sztuka może uwrażliwiać, czy wskazywać na realne obawy, czy zagrożenia. A to zawsze jest pozytywne. Artyści mogą również, dzięki zupełnie innemu sposobowi spojrzenia na problem, inspirować uczonych, a co za tym idzie, w konsekwencji, w jakiś sposób wpływać na ustawodawcę. Chociaż bez wątpienia jednak sposób przedstawienia rzeczywistości przez artystów, szczególnie związanych z bio art, często jest nadzwyczaj szokujący. Ale to również można uznać za pozytyw, ponieważ powoduje szeroką dyskusję na temat biotechnologii w ogóle. A bez społecznej świadomości nawet najlepsze przepisy prawa nie zlikwidują obaw i strachu przed biotechnologią, która już stała się koniecznością.

Joanna Hołda
poniedziałek, 03 grudnia 2007
Patrzenie Gilewicza

Jak dowiedziałam się od samego artysty prace fotograficzne z cyklu Oni z filmami z akcji malarskich razem po raz pierwszy prezentowane były właśnie w Galerii Białej, na wystawie, która otwarta była do 30 listopada. Myślę, że łącznikiem może być tu film z akcji przeprowadzonej we foyer Teatru Rozmaitości a szczególnie moment, w którym Gilewicz znika za ustawionym wcześniej przez siebie płótnem idealnie imitującym ścianę, która jest za nim. Mamy wrażenie, że jest to montaż komputerowy. Podobnie w podwójnych autoportretach. Wiemy, że artysta stosuje technikę dwukrotnego naświetlania.

Wydaje mi się, że w tych obu zdawałoby się zupełnie różnych realizacjach chodzi o przebywanie ze sobą, przyglądanie się sobie z zewnątrz lub przebywanie ze sobą podczas pełnej skupienia pracy nad obrazem w plenerze miasta lub w pracowni (jak na jednym ze zdjęć z cyklu Oni).
 


 

We Wrocławiu w 2006 Gilewicz wykonał 12 obrazów, które umieszczone były na jednej z ulic rynku starego miasta w miejscach, których były idelanymi kopiami. W galerii Entropia dostępna była mapa, dzięki której można było odszukać obrazy. Była to, jak mówi sam artysta, okazja do sprowokowania widza, mieszkańca Wrocławia do spaceru po mieście i dokładniejszemu przyjrzeniu się dobrze sobie z pozoru znanym ulicom. Obrazy umieszczone były w przestrzeni miasta przez 9 miesięcy. Poddane były więc działaniu czynników atmosferyczno-przyrodniczych. Ten umieszczony na niskim i wąskim zadaszeniu został ponownie zapaskudzony przez gołębie, inny imitujący płytę chodnikową rozpadł się.

Interwencje w rzymsko-katolickim kościele obecnie Muzeum w Stanisławowie to jak sam mówi „the best of”. Interesowały go nie tylko eksponaty ale także cała przestrzeń muzeum, kaloryfery, podłoga, postumenty. Drobne interwencje, naruszają nietykalność dzieł sztuki, ale delikatność z jaką Gilewicz wprowadza własne elementy może też sugerować nam potrzebę odrestaurowywania mocno zniszczonych eksponatów (to dla historyków sztuki) lub też po prostu bardziej uważne przyglądanie się wszystkim elementom, nawet plamom na ścianie a nie omiatanie muzealnych sal wzrokiem.

Gilewicz swoimi pracami zmusza więc do patrzenia uważnego, wnikliwego, skupionego, ale spokojnego, nie tropiącego atrakcji.

Dwa tygodnie temu byłam na spotkaniu z Gilewiczem w Zachęcie. Omawiał swoje wcześniejsze realizacje, ale przygotował też nową, specjalnie na tę okazję. Musieliśmy więc szukać jego obrazów na klatce schodowej Zachęty. Idąc ostatnio na Sasnala zauważyłam, że te obrazy są tam jeszcze. Zachęcam więc do szukania/patrzenia.
środa, 14 listopada 2007
Nie chcą twojej sztuki w galeriach?

 

Michał Stachyra zaprasza wszystkich artystów którzy potrzebują pomocy. Poradnia Psychologiczna dla Artystów to nowy projekt, który wychodzi naprzeciw oczekiwaniom.

Potrzebujesz pomocy? Nie czekaj, napisz: michalstachyra@tlen.pl !

michał stachyra

 

michał stachyra

 

 

16:25, mlodeforumsztuki , teksty krytyczne
Link Komentarze (2) »
środa, 24 października 2007
Czy istnieją granice wolności artystycznej?
Wolność wypowiedzi (także w kontekście swobody twórczości), jest jednym z najważniejszych i głównych praw obywatelskich gwarantowanym w demokratycznym społeczeństwie. Mówi o niej polska Konstytucja, Europejska Konwencja Praw Człowieka, szerokie gwarancje w tym zakresie zawiera też Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej (to ten dokument, o którym ostatnio jest głośno, choć na razie nie jest to źródło obowiązującego prawa). Wolność wypowiedzi, której powinien być przyznany jak najszerszy margines swobody, może być w szczególnych przypadkach ograniczona. Mianowicie wtedy, gdy doszło do naruszenia prawa. Nawet jeśli chodzi o sztukę, choć w tym przypadku sprawa jest szczególnie trudna. Jednak pamiętać należy o kilku rzeczach: sztuka (tj. w sferze „merytorycznej”, „intelektualnej”) dotyka i omawia pewne konkretne problemy, a więc w tym kontekście kwestie związane z naruszeniem prawa nie powinny być brane pod uwagę (nawet, jeśli mówi o nagannych prawnie sytuacjach, czy postawach, jak przemoc, holokaust itp.), a dodatkowo należy też pamiętać, że sztuka z zasady może, czy powinna szokować, czy być kontrowersyjna.. Z drugiej strony mogą wystąpić sytuacje, gdy samo dzieło nie narusza prawa, ale powstało w sposób prawnie naganny (np. ze skradzionego materiału), wtedy odpowiedzialność prawna jest jak najbardziej uzasadniona (podobna sytuacja dotyczy amerykańskiego artysty Stevena Kurtza, który w swojej pracy użył nie do końca legalnie zdobyty materiał genetyczny. Poważnym problemem okazała się sama sytuacja związana z uzyskaniem tego materiału, natomiast nie jego dosyć kontrowersyjna działalność artystyczna). W Polsce sytuacje związane z naruszeniem prawa w wyniku wypowiedzi artystycznej dotyczą w szczególności kwestii związanych z ewentualnym naruszeniem prawa karnego, a dokładnie przepisu dotyczącego naruszenia uczuć religijnych (tak było w przypadku Doroty Nieznalskiej).

W takich sytuacjach pojawia się pytanie o konieczność ingerencji państwa w wolność wypowiedzi. Podczas debaty (o granicach tej swobody), która miała miejsce podczas lubelskiej edycji Festiwalu Praw Człowieka w Filmie zaproszeni goście – dr Agnieszka Rybczyńska z Zakładu Praw Człowieka Wydziału Politologii UMCS, ks. prof. Alfred Wierzbicki, etyk i filozof z KUL i artysta Tomasz Kozak zgodzili się, że w takiej sytuacji ingerencja władz publicznych (w postaci organów ścigania – policji i prokuratury, czy też sądów) nie jest konieczna, czy wręcz jest niedopuszczalna. Uznali także, że wypowiedź artystyczna powinna mieć szeroki margines swobody, niezależnie od samej wartości i jakości poszczególnych dzieł. Natomiast tą właśnie „jakością” powinni się zajmować i ewentualnie ją weryfikować krytycy sztuki, a nie państwo. A z takim stanowiskiem trudno polemizować.

Joanna Hołda

sobota, 20 października 2007
Dzień otwarcia!

transgresja wyobraźni

Szkolenie wolontariuszek  w toku

transgresja wyobraźni

 Ale cudo...

transgresja wyobraźni

 kontemplacja ...Danusi Kuciak

transgresja wyobraźni

 zapraszamy?

transgresja wyobraźni

 zimno jak w grobowcu?..wyjście z kolejnego archeologicznego projektu Kuśmirowskiego



transgresja wyobraźni

Jedni gadają a inni podziwiają:) 

 

 transgresja wyobraźni

Stachyra przed własną prezentacją...nie sam:) Odreagowanie po realizacji?

transgresja wyobraźni
 

Tajemnicza sceneria to nie kolejny plan filmowy - a praca Pauliny Kary 

transgresja wyobraźni

Zabawy z bronią... 

 

transgresja wyobraźni

tajny agent w akcji 

 

transgresja wyobraźni

Tajemnica jest za drzwiami 

 

 transgresja wyobraźni

A to podumowanie - czyli po uczcie dla oczu - uczta dosłowna:) 

 

 

 

 

 

17:43, mlodeforumsztuki , wydarzenia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 października 2007
JUTRO OTWARCIE!!!

 

transgresja wyobraźni

 Gazobetonownia instaluje instalację za pomocą elementów istalacji sanitarnej.

 

transgresja wyobraźni

 Kolorek - mniam mniam... różowa landrynka.

 

 

transgresja wyobraźni

Gabinet cieni Danusi Kuciak (leży).

 

transgresja wyobraźni

Dalsza część horroru?  

 

transgresja wyobraźni

Sala tortur? 

 

transgresja wyobraźni

Nie, to kolejna maszyna Kamila Stańczaka. 

 

transgresja wyobraźni

"Aaaa się Wiola wygięła ... hmmmmmm" powiedział Mariusz Tarkawian.

 

transgresja wyobraźni

Gazobetonownia z kolejną dostawą.

 

transgresja wyobraźni

W biurze nocą burze.

 

 

transgresja wyobraźni

A to co? Niektórzy ze zmęczenia widzą 'różne' rzeczy. I krety.

 

transgresja wyobraźni

"Ty, jakiś chuligan ściany pomazał. Choć to szybko zamalujemy zanim ktoś zobaczy" 

 

pz&pw 

 

 

18:35, mlodeforumsztuki , wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 października 2007
Galeria Biała w wirze przygotowań. Do piątkowej wystawy zostały cztery dni.
Przygotowania do piątkowej wystawy w toku. Galeria Biała zamieniała się w obóz przejściowy, ciągle ktoś przychodzi, wychodzi - artyści, wolontariusze - a w akcji biorą udział śrubokręty, farby, pędzle czyli narzędzia różnej maści. Na korytarzach pracuje Mariusz Tarkawian, zjawiający się regularnie i z benedyktyńską dokładnością przenoszący na ścianach historię sztuki w pigułce. Michał Stachyra i Kamil Stańczak powoli rozwijają skrzydła;) Na dole, 'white cube' opanował PSF - Cezary Klimaszewski, Tomasz Malec i Tomasz Kozak - montaż, kontrola jakości tekstów, powolne wnikanie w atmosferę...
transgresja wyobraźni
transgresja wyobraźni
Tarkawian uczy (się) historii sztuki.
transgresja wyobraźni
transgresja wyobraźni
Czy to nowy horror Rodrigueza? Nie! To wolontariusze pracują nad wystawą.
transgresja wyobraźni
Artyści również ...
transgresja wyobraźni
Instruktaż-zlecenie dla elektryka. Autor: Jan Gryka.
transgresja wybraźni
Kariatyda. (?)
transgresja wyobraźni
Profesjonalne oddziały wolontarystycznie usuwają skażenie ... pozostałości Novej Białej.
transgresja wybraźni
Artystka? Wolontariusz? Teletubbies?
transgresja wybraźni
Artyści z niedowierzaniem oglądają teren wystawy.
A w 'kwaterze głównej' nad wszystkim czuwają Anna Nawrot i Jan Gryka dbając nawet o ludzkie żołądki...:)
transgresja wybraźni

pz + pw
piątek, 12 października 2007
nie rydzykuj! głosuj! urna twoja mać!

... a chciało by się powiedzieć może nawet dosadniej.

Do głosowania na naszym blogu namawiały już w swoim pierwszym wpisie prawniczki Joanna Hołda i Dominika Kiedrowska

A tymczasem kampania frekwencyjna zatacza coraz szersze kręgi. Od kilku tygodni Pola Dwurnik prowadzi akcję "Oddaj swój głos!" . Za pomocą świetnych plakatów, rozsyłanych e-mailowo znajomym, namawia do udziału w wyborach.

Pola Dwurnik

 

Pola Dwurnik

 

"Wybieram.pl 2007 - Głosuj. Głosuj jak chcesz." - mówią autorzy potralu wybieram.pl, którzy również prowadzą bloga. Do głosowania, w stonowanej kampanii, namawiają nas z czarno-białych zdjęć "znani i lubiani" aktorzy, dziennikarze, dj'e, muzycy czy sportowcy.

 

wybieram.pl

 

wybieram.pl

 

Na koniec chyba najciekawsza, a jednocześnie najbardziej osobista akcja zachęcająca do głosowania.

"Czasy są absurdalne, Polska stała się zakałą Unii - tylko głosując, mamy szansę coś zmienić" - to słowa Roberta Florczaka i Jacka Staniszewskiego, autorów plakatu wyborczego "Nie rydzykuj. Głosuj. Urna twoja mać". Mocny przekaz, w formie ulicznego graffiti, przyciąga uwagę i skierowany jest do młodych ludzi.

nie ryydzykuj

 

Niezdecydowanym na pewno przyda się kalkulator wyborczy. Jeśli nie wiesz na kogo głosować - odpowiedz na kilka prostych pytań. Porównanie twoich odpowiedzi z programami komitetów wyborczych pozwoli ci dowiedzieć się z kim Ci jest najbardziej "po drodze". Polecam.

I idź. Głosuj. ...urna twoja mać!!!

00:10, mlodeforumsztuki , wydarzenia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 października 2007
„Palindromy” Tomasza Mażewskiego.

 

Dobrze jest obcować ze sztuką, którą można zrozumieć od samego patrzenia, bez wczytywania się w zawiłe komentarze autora i kuratorów. Taki jest cykl fotografii Tomasza Mażewskiego pt. „Palindromy”, do 12.10.2007 wystawiany w Galerii Białej w Lublinie.


„Palindrom” to wyraz, który czytany od końca brzmi tak samo, jak od lewej do prawej. Mażewski fotografuje postindustrialne przestrzenie Śląska, a fotografie przetwarza w symetryczne kompozycje.

 

Tomasz Mażewski

 

Tomasz Mażewski

 

Tomasz Mażewski

 

Tomasz Mażewski

 

Sposoby Mażewskiego nie są odkrywcze, ale jeśli zestawimy „Palindromy” z tym, co dziś dominuje w galeriach, to właśnie ta konwencjonalność stanie się wartością. Galeryjnej sztuce zbyt często brakuje celu, porządnego wykonania i myślowej dyscypliny i można wątpić, czy panująca teraz formuła w ogóle jeszcze jest płodna. Myślę, że po raz kolejny w historii sztuki dotarliśmy do punktu, w którym powinniśmy przywołać klasykę – na przykład tak, jak to czyni Mażewski. Artysta ten ma czytelne intencje, sprecyzowany cel (w tym wypadku – czysto formalny), warsztat. Niby są to sprawy banalne i powinny być oczywiste - ale właśnie problem dzisiejszej sztuki w tym, że nie są. A jak powiada Twain: „Wszystko już zostało powiedziane, ale skoro nikt nie słucha, warto zacząć od początku.”

 

 

Katarzyna Hołda

14:25, mlodeforumsztuki , wystawy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 października 2007
...będzie się działo!

TRANSGRESJA WYOBRAŹNI

 
19 października - otwarcie wystawy
godzina 17.00 -
Centrum Kultury w Lublinie przy ul.Peowiaków 12

Magdalena Bicz
Katarzyna Cichoń
Paulina Daniluk
Eliza Galey
Gazobetonownia (Natalia Głowacka, Ola Mijal, Barbara Abramowicz)
Wiola Głowacka
Grupa 64 (Jakub Kijuc, Łukasz Smutek)
Anna Gryczka
Jan Gryka
Paulina Kara

Karolina Komorowska
Danuta Kuciak
Robert Kuśmirowski

Natalia Maciocha
Angelika Milaniuk
Irena Nawrot
Pawilon Stabilnej Formy (Cezary Klimaszewski, Tomasz Kozak, Tomasz Malec)
Marta Polkowska)
Michał Stachyra
Kamil Stańczak
Mariusz Tarkawian
Sławomir Toman
Monika Zapisek

20-21 października- sesja teoretyczna
10.00-15.30 - Sala Nowa Centrum Kultury w Lublinie przy ul.Peowiaków 12

Jak piszą organizatorzy, "wystawa i sesja „Transgresja wyobraźni” dotyczy zjawisk artystycznych, które przekraczają konwencjonalne ramy sztuki, określane jako intermedialne, sytuując się zazwyczaj poza zdefiniowanym polem przedmiotów dydaktycznych, występujących na uczelniach artystycznych w Polsce. Owe eksperymentalne formy już od dość długiego czasu funkcjonują w obrębie sztuki, zaś ciągle niechętnie włączane są w obszar rozwinięć dydaktycznych, choć oczywiście są w różnych formach stosowane na wielu polskich uczelniach. Wydaje się zasadnym ukazanie tych zjawisk w sposób poszerzony zarówno w sensie wielkości i różnorodności przygotowywanej ekspozycji jak i rozszerzonej refleksji teoretycznej.

Skonfrontowanie dorobku wyższych artystycznych szkół z działalnością MFS przez to również z dorobkiem Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie jest istotnym czynnikiem w kształtowaniu nowego wymiaru programowego kierunków artystycznych. Jest to również forma poszukiwania podstaw innego systemu kształcenia. Tworzenie bazy rzeczywistych odniesień wydaje się tu niezbędnym minimum, które może posłużyć do rozwoju i poszukiwań bardziej twórczych rozwiązań. Proces uwspółcześniania programów dydaktycznych jest w tym wypadku dość trudny i napotyka na przeszkody związane z historycznym pojmowaniem funkcji „akademii”. Stąd też wiele eksperymentalnych rozwiązań sytuuje się jakby na uboczu, stanowiąc cenne doświadczenie, które może mieć wpływ na jakość kształcenia w ogóle."

 

 

Uczestnicy sesji:

Dobrosław Bagiński - Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie

Jan Gryka - Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie

Małgorzata Jankowska - Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Grzegorz Klaman - Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku

Grzegorz Kowalski - Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie

Marcin Lachowski - Katolicki Uniwersytet Lubelski

Piotr Majewski - Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie

Irena Nawrot - Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie

Karol Sienkiewicz - „Sekcja” Magazyn Artystyczny

Sławomir Sobczak - Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu

Grzegorz Sztwiertnia - Akademia sztuk Pięknych w Krakowie

Leon Tarasewicz - Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie

Andrzej Trzciński - Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie.

 

 

 

szczegółowy program wkrótce!!!

poniedziałek, 24 września 2007
Witamy

To był maj… Spotkanie w Galerii Białej w Lublinie i nasz wykład „Gwarancje prawne dla twórców”… Właśnie wtedy zrodził się pomysł naszej współpracy z blogiem Młodego Forum Sztuki.

 

Nie jesteśmy artystkami, nie jesteśmy krytykami sztuki, jesteśmy prawniczkami, ale sprawy twórców są nam bardzo bliskie.

 

Wielogodzinne rozmowy z twórcami utwierdziły nas w przekonaniu, że trzeba i warto pisać o prawie tworzonym właśnie dla nich. Naszym celem jest rozpoczęcie dyskusji o sytuacji prawnej twórców w Polsce i Europie. Chcemy pokazać co jest dobre, czego brak, co jest kontrowersyjne i co należy zmienić w prawie, żeby twórcom żyło się i tworzyło lepiej. Z oczywistych względów nie będziemy w stanie rozwiązać wszystkich indywidualnych i konkretnych problemów prawnych, a nasza rola wiązać się będzie raczej z budowaniem świadomości prawnej wśród twórców.

 

Na początek chcemy zwrócić uwagę na uprawnienie, które każdemu z nas daje Konstytucja RP z 1997 r. Dzisiaj jesteśmy w okresie kampanii wyborczej. Nie zamierzamy agitować na rzecz jakiejkolwiek opcji politycznej, ale chcemy podkreślić, że to właśnie politycy w Parlamencie tworzą prawo, więc może warto potraktować ich jako swoich przedstawicieli. Konstytucja daje nam prawo do decydowania o kształcie naszego przyszłego Sejmu i Senatu. To my wybieramy przedstawicieli, którzy w jak najlepszy sposób mogą zadbać o nasze interesy. Myśląc, że nasz głos nie jest ważny zrzucamy z siebie odpowiedzialność i pozwalamy, żeby inni decydowali za nas. Trzeba jednak z przykrością stwierdzić, że dla większości polityków sprawy kultury i artystów nie są priorytetowe. Ale dyskusja i głos ze strony samych twórców może to zmienić, a przynajmniej zwrócić uwagę na największe problemy, które ich dotyczą.

 

Należy więc wsłuchiwać się w wypowiedzi polityków, którzy mówią o prawach człowieka, wolności, są elastyczni i otwarci na Europę. Taka polityka poprawi sytuację wszystkich obywateli, a dla twórców jest ważna, bo to oni w swojej pracy muszą mieć możliwość korzystania przynajmniej z wolności wypowiedzi. Może politycy zbyt mało mówią i myślą o twórcach i kulturze, ale dla niektórych z nich priorytetem są prawa człowieka, ich egzekwowanie i ochrona. Może ktoś uzna, że nie ma to wpływu na sytuację twórcy w Polsce, ale jest przeciwnie: poziom ochrony praw człowieka, zagwarantowanie konstytucyjnych praw powoduje, że dużo łatwiej jest funkcjonować i, co z punktu widzenia twórców istotne – tworzyć, przy korzystaniu w zasadzie z nieograniczonych wolności.

 

Dlatego zachęcamy do przyjęcia postawy obywatelskiej, wzięcia odpowiedzialności za siebie i innych. Może to brzmi utopijnie, ale warto uwierzyć, że choćby takie zaangażowanie się w sprawy własnej grupy zawodowej może wpłynąć na jej sytuację. To lepsze, niż stać z boku dając wyraz swojej obojętności. My od tego wolimy konstruktywną krytykę. Do której gorąco zapraszamy.

 

Joanna Hołda & Dominika Kiedrowska

            (lexisplexis)

poniedziałek, 17 września 2007
czytelnia

Trochę spóźnione odsyłacze do tekstów w sieci:

Edukacyjna aktywność wokół "Białej".
Z Anną Nawrot i Janem Gryką rozmawia Katarzyna Hołda

>>> http://www.obieg.pl/roz05/07081601.php

 

Forma Otwarta jako passe-partout patriarchatu ?
Pawilon Stabilnej Formy /Cezary Klimaszewski, Tomasz Kozak, Tomasz Malec

>>> http://www.obieg.pl/text/07081601.php


Może jakaś mała dyskusja???

12:04, k_slobo
Link Dodaj komentarz »
PALINDROMY Tomasza Mażewskiego w Galerii Białej

"Cykl fotografii Tomasza Mażewskiego, który zaprezentowany zostanie w Galerii Białej nosi tytuł „Palindromy”. Słowo to oznacza liczby, wyrazy lub zdania, które czytane wprost i wspak są takie same. Pochodzi z języka greckiego palin - wracać i dromos - droga. Nazwa cyklu została idealnie dobrana przez artystę.

Pierwotną inspiracją tych obrazów fotograficznych był cykl pt. ”Cementownia”, dokumentujący zrujnowane, zdewastowane poprzemysłowe budowle Śląska. "Palindromy" są jego konsekwencją. Architektura, fotografowana pierwotnie przez artystę, uległa całkowitej reinterpretacji, powstały nowe relacje przestrzenne. Czarno-białe, panoramiczne wnętrza i przestrzenie to fotograficzne fotomontaże, które artysta stworzył za pomocą obróbki komputerowej. Podstawową zasadą budowania ich kompozycji jest oś symetrii. Efekt jest niezwykle zaskakujący. Realne fragmenty rzeczywistości stały się bazą do powstania obrazów, które kojarzyć się mogą z utopijnymi śladami niezwykłych cywilizacji, niemal innymi światami, tajemniczymi świątyniami nieznanych religii, mrocznymi i zagadkowymi labiryntami. Interpretacji, odczytań i odniesień może tym wypadku być wiele.

„Palindromy” Mażewskiego to nieskrępowana gra wyobraźni i artystyczne przekraczanie znaczeń realności i fikcji, prawdy i fałszu. To niezwykły zapis, nie tylko w sensie fotograficznym."
tekst z zaproszenia

Tomasz Mażewski (ur.1964) jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Ma w swoim dorobku wystawy indywidualne m.in. w Galerii FF i Studio 102 w Łodzi, Galerii Sztuki Współczesnej w Ostrowie Wielkopolskim oraz udział m.in. w Biennale Sztuki w Łodzi w 2006 roku, Międzynarodowym Biennale Fotografii Artystycznej we Lwowie w 2007 roku.

otwarcie wystawy 21.09.2007, godz. 18.00 w Galerii Białej

czwartek, 09 sierpnia 2007
1:1

Pod koniec czerwca na domach centrum widzialam podobna konstrukcje zakrywana badz rozbierana przez robotnikow. Juz wiedzialam co zobacze na biennale. Nie zrobila na mnie wrazenia opresyjnej kupy zelastwa, ktora zaraz zawali mi sie na glowe. Wydawalo sie jakby poddawala sie, z pewnym oporem bialym scianom pawilonu. "Tamte czasy" widze z perspektywy placu zabaw, gdzie wtedy (pod koniec lat 80tych) krolowaly zeliwne hustawki, karuzele i drabinki, ktorych schodzila olejna farba. Po osiedlach krazyly legendy ile kto wybil zebow, ile sie polalo krwi...... Wiec moze jednak wrazenie nie bylo do konca przyjemne. Ale na pewno pozostanie.


Ta sztuka moze byc bardzo dyskursywna. Moze, ale nie musi, przynajmniej nie od razu. Mysle, ze na takiej imprezie jak biennale "wygrywaja" te projekty, ktore daja sie odczuc od razu, a o ktorych myslec mozna pozniej, przegladajac materialy, nie wyrzucajac sobie, ze nie obejrzalo sie filmu do konca, ze nie zapisalo sie jakiegos zdania, jakiejs nazwy lub nie zwrocilo sie uwagi na jakis bardzo istotny, ale wymagajacy skupienia szczegol.

Nie dziwie sie wiec, ze o projekcie Moniki Sosnowskiej sie pisze. Pisze sie dobrze i nie wyczerpanie.

poniedziałek, 06 sierpnia 2007
blogi, nogi...

blogowe tradycje należy kultywować, tym bardziej w upalne wakacje...



Miejsce: Pawilon belgijski. Palaise des Glaces et de la Decouverte. Eric Duyckaerts.
Nogi: własne, polskie.

 



"Ograniczony czas warto poświęcić na pawilon belgijski, w którym Eric Duyckaerts skonstruował alogiczny labirynt luster. "Palais des Glace et de la Decouverte" opiera się na zasadzie wykładu-performance'u. Duyckaerts przyjmuje tu rolę profesora dającego wykład do kamery, a ekrany z wykładami rozmieszone są po całym szklanym labiryncie dając wskazówki dotyczące przejścia. Wykłady, których logika jest zasadna tylko w kontekście sztuki, są dla Duyckaerta poszukiwaniem esencji wiedzy. Symbolizująca ją figura labiryntu odwołuje się dodatkowo oczywiście do skomplikowanej sieci weneckich uliczek. Duyckaerts epatuje przy tym poczuciem humoru w stylu Monthy Pytona, gdzie jeden i jeden dają w sumie nie dwa, ale jedenaście." Justyna Kowalska http://www.obieg.pl/event/07062901.php#1 Niestety pawilon nie mial wentylacji, w labiryncie bylo piekielnie duszno.....

Statua Wolnosci Larsa Ramberga

Część świetnego, lekkiego, dowcipnego pawilonu skandynawskiego. Artysta norweski Lars Ramberg stworzył swoją interaktywną rzeźbę przy okazji wystawy Kiss the Frog w 2005 roku, do Wenecji przewieziona została sprzed Muzeum Sztuki, Architektury i Designu w Oslo. W 2003 roku projekt wygrał nagrodę w konkursie na najlepszy pomnik narodowy. Miał być wystawiony przed Eidsvoll Castle, gdzie podpisana została konstysucja norweska. Projekt odrzucono (nie można przecież srać na flagę, argumentowali przeciwnicy). Pomysł inspirowany oczywiście Rewolucją Francuską, a toalety zapewniła francuska firma.

rumuńskie pozdrowienia z wenecji


Jeden z najlepszych pawilonów. Nie tylko moim zdaniem (patrz: obieg i sztuczna inteligencja). Akcent rumuński na ciężkiej wystawie Storra, też bezapelacyjnie jeden z najciekawszych. Szpilka przekłuwajaca polityczny balon. Sztuka idealna na upał przy dużym stężeniu Wielkiej, Trudnej i Poważnej Sztuki, którą poleca się spożywac zimą lub poźną jesienią. Na wystawie Storra, mało było tytułowych zmysłów, a dużo kalkulacji i polityki. Na szczęęcie pawilony nie zawiodły. Pamiętam te, które odbierało się natychmiastowo, bez przeżuwania, na ktore w Wenecji nie ma czasu (tak, nawet jeść trzeba w biegu).

 

 

 


Low - Budget Monuments. Victor Man, Cristi Pogacean, Mona Vatamanu & Florin Tudor

 

 

Dan Perjovischi

 

 

piątek, 27 lipca 2007
Tarasewicz w Galerii Białej – krótka historia długiej współpracy

Wśród wydarzeń ożywczych i bliskich lubelskiemu sercu warto odnotować nową pozycję wydawniczą. Ukazał się album pamiątkowy poświęcony bogatej twórczości Leona Tarasewicza – lektura w sam raz na to, aby urozmaicić senną kanikułę i … przerwać „bloga milczenie” (patrz poniżej – tekst „ernoma”). Książka obejmuje czasy od lat najwcześniejszych po ostatnie monumentalne realizacje malarskie, daleko wykraczające poza tradycyjne rozumienie malarstwa. Nie brakuje w niej akcentów lubelskich. Nie może to dziwić, skoro artysta jest związany z Galerią Białą od początku jej istnienia i to wieloma nićmi: artystycznymi, towarzyskimi i przyjacielskimi. „Jak nas widzą, tak nas piszą”, a piszą rzetelnie i to często słowami „naszych”, aż miło poczytać i powspominać …

 

TARASEWICZ


Sumiennie przygotowany album wydany został z okazji jubileuszu 50. urodzin malarza. Książka, opracowana pod redakcją i według koncepcji Joli Goli, ma charakter pomnikowy – prezentuje szczegółowy, starannie opisany życiorys artystyczny malarza, jak też zawiera wieloaspektowy materiał ilustracyjny, ukazujący najważniejsze prace i realizacje malarskie, liczne fotografie dokumentujące wydarzenia i spotkania, wystawy, działalność dydaktyczną, podróże i przyjaźnie artysty. To niezwykle cenne kompendium wiedzy, pozwalające spojrzeć na dzieło artysty w perspektywie jego biografii i odwrotnie – na biografię w perspektywie sztuki.

„W Białej czy na Foksal to musi być coś, co nie jest zwykłą wystawą” – miał powiedzieć malarz, a książka te słowa w znacznym stopniu potwierdza – wystawiał tutaj przy okazjach niezwykłych, wyjątkowych, jubileuszowych. W Białej pojawił się niedługo po debiucie (Foksal, 1984) i od razu podbił lubelską publiczność. A była to, przypomnę, wystawa inicjująca działalność galerii (luty 1985). Wernisażowi towarzyszył wykład Dobrosława Bagińskiego, pod tytułem Sztuka – Prawda, Iluzja, Fałsz. Kameralne wnętrze galerii wypełniły prace na papierze, w których klasyczne motywy pejzażowe – drzewa, pola i motyw ptaków, zostały ujęte w syntetyzującą formę, pojawiły się nie jako rejestracja widoków natury, ale jako malarskie znaki, reminiscencje i kwintesencje sensualnego doświadczenia natury zasugerowane kształtem, kolorem i – co szczególnie istotne – skalą, która od początku dla Taresewicza była ważnym środkiem wyrazu. I choć tyle już razy temat ten był podejmowany przez artystów, iż wydawać by się mogło, że nic nowego się tutaj zrobić nie da, Tarasewicz jednak swą wrażliwością i wizją przekonał na nowo do zainspirowanego naturą tematu, a już wkrótce okazało się, że przekonał nie tylko lubelską i warszawską publiczność.


Po błyskotliwym debiucie odkrywanie Tarasewicza szybko przekracza granice Polski. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych i w następnej dekadzie następuje imponujący pochód malarza przez galerie Europy i Stanów Zjednoczonych. Dokonuje on tego, co nie było dane w takim stopniu jego poprzednikom, w tym też nauczycielom (dyplom uzyskał w ASP w Warszawie w pracowni Tadeusza Dominika), tworzącym w czasach niesprzyjających swobodnej wymianie kulturalnej. Tarasewicz trafia na dobry czas – otwarcia granic, żywo nawiązywanych kontaktów w atmosferze przełomu politycznego, zainteresowania sztuką Europy postkomunistycznej wśród galerii i centrów sztuki Zachodu. Ale te okoliczności zewnętrzne nic by nie dały, gdyby nie sam talent, rozmach i wizyjność mistrza Tarasewicza.


W 1991 roku na wystawie Europa nieznana w Krakowie malarz zrealizował po raz pierwszy dzieło nietypowe. Wydzielił miejsce dla swojej malarskiej realizacji przy pomocy sztucznych ścian. Obraz nie zawisł na ścianie, lecz wypełnił wnętrze: w połowie jego długości oderwał się od ściany pod kątem prostym, stanął w poprzek i zorganizował tę przestrzeń. To ważna cezura – zabieg ten stał się elementem realizacji przestrzennych, zmieniających z czasem formy i rozmiary, otworzył nowy etap, który trwa do dziś – malarstwa wykraczającego poza ramy konwencji, pokrywającego słupy, podłogi i sufity, malarstwa „totalnego” – „rozlewającego się” w różnych przestrzeniach, działającego monumentalną skalą i rozmachem. Jak gdyby artysta chciał powiedzieć: „Dla malarstwa nie ma ograniczeń”.

 

TARASEWICZ

 

I właśnie realizacje urzeczywistniające swoistą ideę malarstwa bez barier pojawiają się na kolejnych wystawach w Galerii Białej. Już jako szeroko znany na świecie malarz, który ma za sobą wystawy w galeriach m. in. Sztokholmu, Nowego Jorku, Rzymu i Jerozolimy, tworzy tutaj prace o charakterze aranżacji wnętrza. Pierwszy raz – w 1993 roku podczas wystawy Bilans-Balans, która jest zarazem setną wystawą zorganizowaną w Białej. W przestrzeni galeryjnej pojawia się realizacja malarska, która pokrywa ściany galerii motywem czarnych, energetycznie rozświetlonych żółcieniem i oranżem horyzontalnych pasów, które w sposób niezwykły odmieniają wnętrze w pulsujący rytmem śladów pędzla kósmos. W 1995 roku malarz wystawia w Białej ponownie, gdzie realizuje ekspozycję indywidualną o charakterze przestrzennej aranżacji, wpisaną w cykl wystaw jubileuszowych galerii zatytułowanych Biała Dekada, a zorganizowanych na jej dziesięciolecie. W dwa lata później, w ramach projektu Nowe przestrzenie sztuki – instalacje lat 90., Tarasewicz tworzy w Białej niezwykłą instalację stosując sztuczne ściany pokryte malaturą z motywem żółtych i zielonych pionów. Powstaje łukowato zagięty „korytarz” niknący w głębi galerii niczym leśna ścieżka (w dwa lata później realizacja ta pokazana była w Poznaniu na wystawie Biała Sztuka).

 

TARASEWICZ

 

Pamiętne jest spotkanie galerii z artystą i Dobrosławem Bagińskim w 2000 roku, zorganizowane z okazji piętnastolecia jej istnienia. Wtedy też współpraca z galerią owocuje serią wystaw studentów – efekt współpracy Gościnnej Pracowni prowadzonej przez malarza w warszawskiej ASP oraz studentów lubelskiego Instytutu Sztuk Pięknych, pod wspólnym tytułem „Pozawydziałowe przeginanie w kierunku otwarcia oczu na otoczenie, światło, naturę i medytację sztuki” (2000/2001), a wkrótce Tarasewicz aranżuje tutaj kolejną wystawę indywidualną. W 2004 roku w cyklu Uwaga Malarstwo malarz pokazał poziome obrazy z barwionego strukturalnie betonu, prezentowane wcześniej w CSW w Warszawie, a w rok później wykonał imponującą realizację przestrzenną z zastosowaniem luster i malarstwa na słupach, która trafiła do zbiorów Lubelskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.


W książce znaleźć można liczne wypowiedzi Jana Gryki i zdjęcia ze wspólnych przedsięwzięć, spotkań i wypraw. Album przypomina o prezentacjach w galerii poświęconych Tarasewiczowi filmów oraz o dwóch wystawach fotografii, dokumentujących udział polskiego malarza w Biennale Weneckim w roku 2001. Z pewnością dowodzi, że malarz ma w Lublinie wielu przyjaciół i miłośników, zawsze jest mile witany, a jego sukcesy – skrzętnie odnotowywane.


Na inny „ślad lubelski” w albumie natrafić można tam, gdzie przypomniana jest wystawa w CSW z 1997 roku, podczas której spotkało się trzech artystów z kręgu tradycji prawosławnej, obok Leona Tarasewicza – Jerzy Nowosielski i Mikołaj Smoczyński. Wystawa została zapamiętana jako jedno z najważniejszych wydarzeń artystycznych tego roku. Katalog dokumentuje ponadto pokaz prac artysty na wystawie Terytoria (Centrum Kultury w Lublinie, 2006), opowiadającej o sztuce pogranicza Polski, Ukrainy i Białorusi, co wpisuje się w inny wątek mocno obecny na stronicach albumu. Książka mianowicie szeroko charakteryzuje swoisty patriotyzm lokalny urodzonego w Stacji Waliły na Białostocczyźnie malarza. Pokazuje jego zamiłowanie do tamtejszej natury, rozwijane w miejscu zamieszkania (jest nim wciąż Stacja Waliły) pasje ornitologiczne, dowodzi szczerego przywiązania malarza do regionu, z którego pochodzi, przywołuje też liczne inicjatywy kulturalne, które artysta podejmował i wciąż podejmuje w swych rodzinnych stronach.

 

TARASEWICZ

 

Wszystkie wystawy lubelskie (poza pierwszą) wcielały rozwiązania przestrzenne, w których artysta rozwijał spektakl malarski w sposób nietypowy, w taki właśnie, jaki stał się znakiem rozpoznawczym jego sztuki podczas ogromu innych jego wystaw na świecie i w kraju, szczególnie w ostatnich latach. Jest w nich rodzaj przekroczenia dyscypliny malarskiej. Jednocześnie, będąc piewcą malarstwa bez granic, Tarasewicz wciąż skupia uwagę na podstawach malarskiego języka: samym kolorze, linii, malarskiej materii, procesie powstawania dzieła. Za pomocą umownego kodu tworzy wciąż nowe reminiscencje doświadczenia natury, które jednocześnie składają się na odrębny styl malarza. Sam mówi zaś, że jego obrazy i realizacje nie istnieją a priori. Pojawiają się w trakcie pracy, olśniewają, są rezultatem widzenia, intuicji i malarskiej kreatywności. Tak powstają nowe koncepcje – nie wiadomo więc, czym jeszcze nas malarz zaskoczy. Cenne jest to, że wiele z ważnych problemów podejmuje w Lublinie, co dokumentuje też książka, a lubelska publiczność może wciąż na nowo odkrywać sztukę Tarasewicza w autentycznej, oryginalnej postaci, bo „w Białej […] to musi być coś, co nie jest zwykłą wystawą”…


Piotr Majewski

Tarasewicz, napisała i zebrała Jola Gola, wyd. Stowarzyszenie Edukacji Artystycznej „Ślad”, ASP w Warszawie, Winkowski Sp. z o.o., Warszawa 2007.

sobota, 21 lipca 2007
Bloga cisza

Na stronie bloga - błoga cisza, czas zatrzymał się na dacie 19 czerwca. Tymczasem w dziedzinie nas interesującej wcale nie jest to sezon ogórkowy. Oprócz tych absolutnie wielkich zdarzeń (52. Biennale w Wenecji, 12. Documenta w Kassel) dzieją się rzeczy w rejonach nieco bliższych, mające również związek z najbliższym – lubelskim otoczeniem. W CSW Zamek Ujazdowski od 26.06.07 do 2/09.07 trwa wystawa pt. “Betonowe dziedzictwo. Od Corbusiera do blokersów” (http://www.csw.art.pl/ns/2007program/0506program.htm). Wystawa dotyka problemu “fenomenu osiedla mieszkaniowego z wielkiej płyty jako jednej z najpoważniejszych konsekwencji idei architektonicznych modernizmu”. Spora, wielowątkowa, zbiorowa, wystawa o tytule po części zaczerpniętym z książki pt. “Betonowe dziedzictwo Architektura w Polsce czasów komunizmu” Andrzeja Basisty. Sam zamysł wystawy jest chyba, też mocno nią zainspirowanym. Wystawa fantastycznie wciąga różnorodnością środków, z których korzystają zaproszeni artyści i różnorodnością refleksji dotyczących otoczenia, z którym mieliśmy i będziemy, siłą rzeczy, mieć do czynienia jeszcze długo, długo ...

Większość realizacji warta jest osobnej analizy, o jednej z nich jednak, chcę krótko napisać. Rzecz jest o tyle mi bliska, że dotycząca Lublina i osiedla im. Juliusza Słowackiego, na którym się wychowałem i na którego asfaltowych boiskach i placach zdzierałem jako dziecko kolana. Myślę o projekcie zrealizowanym przez lubelską grupę PSF (w składzie Cezary Klimaszewski, Tomasz Kozak, Tomasz Malec). Na pierwszy rzut oka skromny zrealizowany metodą reporterską niemalże (zdjęcia współczesne i archiwalne, rejestracja filmowa), ginący wśród wielości innych, nieraz spektakularnych prac. Nie tyle jednak forma, co treść towarzyszącej części wizualnej broszury (samizdatu?) wydaje się istotą całej sprawy. Osią projektu jest mocno rozbudowana analiza relacji pojawiających się między formą budowanej na tym osiedlu świątyni a kontekstem urbanistycznym osiedla (zbudowanego w latach 1964-67), w którym ona powstaje, w świetle myśli architekta i twórcy samego osiedla – Oskara Hansena. Materiału dostarczają autorom (oprócz oczywiście konfliktu form architektonicznych) - wydane dwa lata temu książki (w roku śmierci Oskara Hansena): “Ku Formie Otwartej” (wyd. Foksal) oraz “Zobaczyć świat” (wyd. Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Muzeum ASP w Warszawie) towarzysząca jego pośmiertnej już wystawie w Zachęcie ( http://www.zacheta.art.pl/index.php?archiveexhibitions=1&id=117〈=1&archives=1&div=1. ). Krótko mówiąc jak Forma Otwarta samego osiedla zaczyna egzystować z Formą Zamkniętą, obcą stylistycznie i niezręczną (co najmniej) urbanistycznie, toporną architektonicznie. Jedna z konkluzji PSF jest, jak mi się wydaje, dość optymistyczna zakłada wchłonięcie FZ – świątyni przez FO osiedla (patrz zdjęcia lotnicze). I choć (jak zauważa PSF) w założeniach Hansena to owa “otwartość” formy miała humanizować istniejące już “formy zamknięte” – scentralizowane, “patriarchalne” to w sytuacji odwrotnej – kiedy wśród zrealizowanej wizji Hansena, po latach pojawia się prawdziwie “zamknięta” forma - wychodzi ona ze sprawdzianu zdumiewająco dobrze.

Druga konkluzja PSF – zaskakująca, ale jeszcze bardziej interesująca, wynikając z analizy języka jakim posługiwał się Hansen zarzucająca modernistycznej, na wpół utopijnej teorii Hansena “patriarchalną”, dogmatyczną, retorykę stojącą w opozycji do “bezhierarchiczności” i “egalitryzmu”, do których, między innymi się odwoływała.

PSF próbują nieco “odbrązowić” jednego z naszych wielkich, późnych, modernistów. Próbują “odbrązowić” jego, albo tylko, jego teorię (może trochę na modłę J.F Lyotarda tropiącego słabości nowoczesności) niosącą - zamiast wyimaginowanej emancypacji społeczności zamieszkującej Linearny System Ciągły dający, jak mówił Hansen “szansę bycia wolnym bez presji behawioralnego piekła, tłoku wielkiego miasta" – kolejny trudny do wcielenia, nie wolny od wewnętrznych antynomii pomysł.

Jakby nie było cieszę się z lektury tekstu PSF pt. “Forma otwarta jako passe-partout patriarchatu?”, który zdecydowanie zachęca do lektury tekstów samego Hansena. Swoją drogą, ciekaw jestem czy FO pawilonu handlowego zaprojektowanego przez Oskara i Zofię Hansenów przy ul. Wileńskiej (również na osiedlu im. Słowackiego) zachowa swoje właściwości poddana w końcu 2006 roku, nie ukończonej jeszcze przebudowie (dobudowany moduł pawilonu z piętrem, bez zgody żyjącej współautorki - Zofii Hansen)? Z ogrodzeniem – bezsensowną palisadą, metalowych prętów, którego stawianie zostało niedawno ukończone, pawilon mierzy siły i ... niestety, jak mi się wydaje, przegrywa. Przegrywa jak dobre wino podane w brudnej i brzydkiej szklanicy.

wtorek, 19 czerwca 2007
Kuśmirowski odebrał Nagrodę Artystyczną Miasta Lublina

Robert Kuśmirowski odbiera nagrodę

Robert Kuśmirowski odbiera nagrodę z rąk Prezydenta Włodzimierza Wysockiego.

 

Robert Kuśmirowski dziękuje

Robert dziękuje zaczynając od Jana Gryki, który w tym czasie robi to zdjęcie.

 

Robert Kuśmirowski dziękuje

Robert przemawia i tłumaczy urzędnikom, że warto stawiać na młodych artystów i przyznawać takie nagrody nie tylko znanym i uznanym.

 

Robert Kuśmirowski

Nagroda w kieszeni, a kwiaty trafiły od razu we właściwe ręce.

19:48, mlodeforumsztuki , wydarzenia
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 czerwca 2007
„Może ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje?” Rozmowa z Robertem Kuśmirowskim.
Katarzyna Słoboda: Przypadkiem trafiłam na „Zwierciadło” [nr 9, 2006], w którym znajduje się artykuł, gdzie mówisz o Lublinie. Byłam tym mile zaskoczona. Dlaczego akurat o Lublinie, czyj to był pomysł?
Robert Kuśmirowski:
To był pomysł Marty, która przeprowadzała ten wywiad. Złapała mnie w Warszawie przy okazji realizacji Ornamentów Anatomii [wystawa w CSW Zamek Ujazdowski, maj/czerwiec 2006 w cyklu „W samy centrum uwagi”]. Wymyśliła, że byłoby ciekawie gdyby o Lublinie opowiedzieć inaczej niż zrobiłby to powiedzmy prezydent miasta. To nie były opowieści dotyczące sukcesu tylko raczej porażek, ciekawostek mrocznych, kształtujących moją osobę w latach, kiedy żyłem w Lublinie: w 82-gim przybyłem do Lublina, 15 lat mieszkałem tutaj, potem wyemigrowałem poza Lublin a teraz wielki powrót. Cały czas gdzieś jeżdżąc myślę, że mogę sobie ten Lublin spokojnie weryfikować, porównywać. Myślę też, że stąd ta decyzja o powrocie do Lublina, tu są ci najwspanialsi ludzie, nigdzie takich nie spotkam, w żadnym miejscu w Polsce. Można było się o tym przekonywać i utwierdzać w tym, że w Lublinie jest najlepiej, może dlatego, że tak dużo było czasu żeby się z tymi ludźmi zżyć. Ponadto jest tutaj trochę tej nuty ukraińskiej, do której jest bardzo blisko, no i nie ma jeszcze takiego przebrzydłego udawania, kreowania, lansu. Jest dużo normalności.
Kuśmirowski
/jedna z pierwszych prac Roberta z czasu studiów/


KS: „Tytoń kręcony to jest niesamowity smaczek -zaciąga się. A Lublin ma smak jeszcze nie do końca skosztowany.” [Tak właśnie zaczynał się artykuł w „Zwierciadle”] Jaki to smak?
RK:
To jest smak możliwości, które mogą się tu pojawić. Myślę teraz o budowaniu tutaj domu, squatu, dla nas wszystkich, którzy chcieliby pozostać w Lublinie i zajmować się wyższą sztuką, taką, na temat której się rozmawia, myśli się o niej. Poza tym, jak ktoś przyjeżdża powiedzmy z Zachodu, skazany jest na jakieś kiczowate hotele. A w kulturze „zachodniej” ludzie, którzy zajmują się sztuką lubią przebywać wśród artystów, wśród sztuki, ścierać się z nią. Myślę, że takie miejsce jak ten squat byłoby genialne, by taki lubelski absolwent wyższych szkół, niekoniecznie Wydziału Artystycznego, ale i Kulturoznawstwa, Historii Sztuki, miałby szalenie dobre miejsce do tego, żeby móc się zatrzymać, pomyśleć totalnie o sztuce i próbować w tą stronę iść, a nie myśleć na temat tego, gdzie iść żeby sprawić sobie jakieś lokum wynajmowane za grube pieniądze. Gdy o takich podstawach nie pomyślimy, to będzie ciężko. To są właśnie te drobne smaczki, które jak się sprawią, to będzie na prawdę dobrze dla tych, którzy marzą, o tym żeby kreować, by oderwać się od tej rzeczywistości, która jest po prostu smutna i "niezapowiadająca". To ludzie gotują nam taki los, ludzie przyczepieni władzy "pieciominutowej" i tylko zdrowy umysł jest się w stanie od tego odbić, nie zajmować się polityką, żyć wedle własnych ustaleń.

KS: A jak ci się pracuje ze studentami?
RK:
Rozmawiam z nimi jak z ludźmi, którzy są z tej samej gliny, co ja, którzy wykonują taką samą pracę, jak ja. Jedni są ciekawi wszystkiego, drudzy określeni i znający drogę przez co trudniej z nimi nawiązać kontakt i dojść do jakiejś współpracy. Od lutego jestem na Wydziale na naprawdę dogodnych warunkach, mogę mówić o nowościach, przekazywać im swoje tajniki, techniki, pomagać sercem, umysłem i również fizycznością. Zaszczepiłem w głowach, że wszystko da się zrobić, wszystko jest możliwe, a każdy rodzaj walki np. z administracją to kolejny ołówek do zatemperowania. Da się tym tępym ołówkiem coś narysować, jeżeli tylko ktoś ma dużo siły lub potrafi umiejętnie "temperować". Zajęcia traktuję nie jak spotkanie prowadzącego ze studentami, ale jak konfrontacje z przyszłymi artystami.

KS: A widzisz w nich jakąś energię, chęć zrobienia czegoś?
RK:
To staram się wyszukiwać, pytam czy mają jakieś zamiłowania, niekoniecznie z dziedziny sztuki, może parają się fizyką, chemią, innymi dziedzinami nauki, bo tu może leżeć podstawa żeby nadać ich myśleniu nowy tor poruszania się, zdobywania świata lub przełamywania go, przetwarzania w sposób wizualny bądź fonetyczny. Niekoniecznie trzeba z tą szkołą iść w sposób tradycyjny. Tu można się dopiero totalnie otworzyć, a nawet trzeba. Jeśli to zrozumieją, to już będzie połowa sukcesu.

Kuśmirowski
/jedna z pierwszych prac Roberta z cyklu Rysumenty/


KS: A ile się zmieniło w porównaniu z okresem, kiedy Ty studiowałeś? Jest więcej ograniczeń czy większa wolność?
RK:
Wiele się zmieniło, jest więcej ograniczeń, np. jeśli chodzi o pobieranie kluczy do pracowni, ilości godzin przebywania w pracowni. Ludzie rozrzucili się na wielo składowe zajęcia w pracy, w domu. Nie potrafią skupić się na jednym, mają wiele do zrobienia w ciągu dnia. Kiedyś można było zobaczyć indywidualności, które potrafiły wszystko rzucić dla jednej sprawy, wtedy dało się zauważyć postęp. A jak będziemy sobie balansować, wszędzie zaglądać a nigdzie nie próbować się zatrzymać, nawet porobić coś za tymi drzwiami, do których zaglądamy, no to widzę ciemną dróżkę. Trzeba byłoby mieć klony, żeby móc w każdej dziedzinie się zmierzyć. Ale nie zamykam też tej uniwersalności, dla mnie wybieranie i pobieranie z tysięcy źródeł to pożywka i cel mojej podróży. Żeby móc korzystać z takiej uniwersalności trzeba mieć dar improwizacji, umiejętnego wyciągania tych instrumentów, które w danej chwili zabrzmią i stworzą harmonie. Trzeba nauczyć się gry na jednym instrumencie. To samo jest ze sztuką, jeśli posiądziemy dajmy na to umiejętność malowania, może warsztat, może tylko myślenie ze świadomością plastyczną, to już jest narzędzie do tego, żeby zacząć improwizować. Gdy nie posiądziemy tej umiejętności, to ta improwizacja będzie abstrakcją, nie poparta wiedzą i maestrią, balansującą na zasadzie niespodzianki i to pewnie przykrej.

KS: Ale trudno o taką świadomość swoich możliwości, ją się chyba nabywa z czasem?
RK:
Nawet do końca ten ktoś nie musi wiedzieć, że to ma, w sensie zdobywania odwagi w działaniu. Niektórzy nie potrzebują wystaw, lubią siedzieć w pracowni i coś sobie robić. Inni chcą się dzielić, potrzebna jest im ta konfrontacja, gdyby ten proces przekazu nie zafunkcjonował ci ludzie czuli by się źle. Każdy ma swoją charyzmę, dla każdego powinna być napisana oddzielna książka "Jak Żyć", inaczej: każdy powinien sam taką książkę napisać.

KS: Chciałam zapytać Cię o wątki lubelskie w Twoich pracach. Na wystawie D.O.M. pokazywanej w Fundacji Galerii Foksal i w Johanen Galerie w 2004 oraz obecnie wystawiona w Folkwang Museum w Essen wykonałeś „kompilacje” nagrobków znajdujących się przy kościele ewangelickim....
RK:
One nie są skompilowane, są bardzie wyhybrydowane. Z jednego wziąłem pomysł na bryłę, na ornament, z drugiego czcionki, a i tak wszystko wyglądało po mojemu. Wykorzystywałem kartony, styropiany, których nie ciąłem. Potem przychodziły elementy rzeźbiarskie i to się stało jak prawdziwy cmentarz. To przekłamanie jest najfajniejsze, bo nikt nie daje wiary, dopiero jak zajrzy z drugiej strony to okazuje się, że to jest styropian po plazmie, tamten jest po monitorze komputera itd. Ten rodzaj lekkości powstawania prac jest dla mnie najważniejszy, nie chce wytwarzać nagrobków od nowa, tylko bardzo szybko ująć to, co siedzi mi w głowie, a żeby to szybko zrobić muszę brać te materiały, które są pod ręką. Nie chodzę po sklepach, nie kupuję materiałów. Jeśli nie mam czegoś pod ręką, to idę dalej, biorę rower i jeżdżę aż znajdę. Jestem pewien, że dłużej zeszłoby mi pojechanie do sklepu.
Robert Kuśmirowski
KS: A co z kanałami w Lublinie?
RK:
Pani rzecznik lubelskiej kanalizacji miejskiej udostępniła zbiory, składające się z elementów odnalezionych podczas konserwacji. Podczas rozmowy powiedziała, że jeśli planowałbym jakąś akcje, to oni są w stanie pomóc, ale nie ruszyła się jeszcze kwestia współpracy. W tym roku mam nadzieję zacznie funkcjonować pierwsze polskie Muzeum Kanałów w Łodzi, które ruszy z wystawą dotyczącą miasta. Następną wystawą, powiedzmy za 2 lata, byłaby wystawa ogólnopolską. Jest sześć miejsc, które mają swoje historyczne kanały wybudowane przed wojną: tj. Toruń, Poznań, Lublin, Kraków i Warszawa. Na razie tą pierwszą chciałbym zrobić na zasadzie konfrontacji prac jakie są w archiwum ZWIK-u w Łodzi i tego co już wykonałem, czyli kilkudziesięciu fotografii, filmu stylizowanego na film dokumentalny z lat 70-tych, plus obiekty rzeźbiarskie i te, które faktycznie znalazłem. Ostatnim etapem będzie wystawa europejska. W Wiedniu czy w Londynie można wejść do kanałów i popatrzeć na wspaniałą architekturę z końca XIX wieku. Ale najpierw muszą zafunkcjonować te polskie wystawy, żeby całe przedsięwzięcie było wiarygodne. Przy okazji wystawy w Łodzi jestem tym człowiekiem, który pilnuje wątków artystycznych. Chodzi jednak cały czas o sztukę współczesną, będę więc trochę zaburzał, wirusował. A mimo to cały czas jest ta baza, ta historia.... Zresztą budowanie na nowo historii też jest świetnym pomysłem. Jeśli mnie uczono od dzieciaka złych i mylnych historii myślę, że teraz kolej na mnie, będę wymyślał historię, robił to, co przez całe lata ludzie próbowali zapisać - wymyślali historię, które wchodzą w programy edukacyjne w szkołach i szeroko pojętym wydawnictwie. Trzeba mieć nutę fantazji, żeby to sobie urealnić. Tylko takie rozszczepienie wątku daje efekt pozytywny w postaci nowej propozycji. Rozesłanie swoich pijawek, które będą się wbijać i wpijać do odpowiednich osób, w celu zadania informacji, jest taką samą grą jaką się stosuje np. przy użyciu mediów.
[więcej o tym projekcie: http://www.zwik.lodz.pl/module-Aktualnosci-action-Szczegoly-ID-55.html]
Robert Kuśmirowski
KS: Wiem, że wypożyczasz wiele przedmiotów od różnych ludzi...
RK:
Ludzie tu są najważniejsi. Można się z nimi dogadać, zapukać do drzwi zamkniętych fabryk, wykupić coś za pół ceny, z miejsc, do których kiedyś nie można było nawet wejść. Na przykład w zakładzie Ursus można było za 20 gr kupić lampę uliczną, za 50 gr jakieś butle, urządzenia, liczniki. W Warszawie to by było nie do pomyślenia, od razu by się ktoś tym zajął, wszystko wykupił a potem to sprzedawał za czterokrotnie większą sumę. A ludzie tutaj wiedzą o tym, co robię, wiedzą do kogo się z tym zgłosić, taki system informacji jest najlepszy. Proponowano mi mieszkanie w Stanach, w Berlinie, pytali się dlaczego tu siedzę, wiec dawałem tego typu przykłady. Są jednak rzeczy, które przeszkadzają, Urzędy Miejskie czy właściciele różnych placówek, robią takie przeszkody, nie potrafią dać kredytu zaufania dla młodych, nie wiem dlaczego, z zazdrości. Niedawno mieliśmy w Lublinie „Noc Kultury”, setki osób zajęły się ta imprezą, w większości charytatywnie. Niesamowite. Tylko nie wiem czy ta niesamowitość się jeszcze kiedyś tutaj powtórzy. A w niektórych miastach każdy dzień tak wygląda. Nie można sycić się tym, co się już wykonało tylko myśleć, co można z tym fantem robić dalej. Nie może być jednego człowieka, który decydowałby o kulturze, musi być ich więcej żeby była różnorodność, nawet zdrowa rywalizacja. Jak Lublin ma się stać stolicą kultury, jak nie myśli się o zatrzymaniu w tym mieście ludzi młodych? Chciałbym się tym zająć, gdyby miasto dało mi jeden budynek można by zrobić tam miejsce, które służyłoby wszystkim, mieszkającym w Lublinie i tym przyjeżdżającym, którzy nie zjawiają się tutaj, bo nie ma takiego miejsca. Byłoby to miejsce, w którym mieszkałoby się, tworzyło, eksperymentowało, jakąś przestrzeń przeznaczyłoby się na wystawy, które z jakichś przyczyn nie mogą zafunkcjonować gdzie indziej. Ostatnio organizowałem wystawę: dostałem propozycje od Pani Dziekan Wydziału Artystycznego pokazania prac, które nawiązywałyby do koncertu Wojciecha Killara, który przybywa w czerwcu. Akurat znam jego twórczość i pewne jej fazy podpasowały mi więc mogę się do tego odnieść. Jego prace przeważnie sączą się na bazie smutku, pewnych doznań traumatycznych, ostatnio duchowości, wiary. Mówiąc o ciężarach życia dyryguje w ładnej koszuli i smokingu, w ładnej Filharmonii, z batutką. Pomyślałem, że zrobię tak samo wystawę, ciężkie klimaty mniej więcej o tematyce chleba czy jego braku, z wysiedleń i czasu głodu lecz w pięknych oprawach, w passe-partout. Od lat robię muzykę i potrafię zespolić ją z obrazem. Zacząłem pracować, pojechałem do Krakowa, wynająłem ludzi, zebrało się kilkadziesiąt osób do pozowania, wypożyczone były kostiumy z Teatru Starego i z Teatru Słowackiego, rekwizytów było jeszcze więcej. Byliśmy w Muzeum Historii Fotografii gdzie były kolejne sesje, w Muzeum Archeologii kolejna, wszystko na potrzeby projektu. I nagle dzwoni jakiś ksiądz, który jest z jakiegoś wydawnictwa. Zaczyna mi mówić, że on nie jest pewny wystawy. Powiedziałem mu żeby zajrzał do internetu i przekonał się, że nie robię żadnych skandali, robię smutną sztukę, nie zajmuję się bzdurną wesołością. Chciał zobaczyć co będzie, ale prace nie były jeszcze skończone, zresztą one miały zafunkcjonować na miejscu. W takich wypadach trzeba dać trochę spokoju i wolnej ręki. Chciałem dowiedzieć się z kim mam przyjemność, jeśli się zna na sztuce i ma taką władze by decydować o wystawach. Niestety nie był w stanie pisnąć grama przykładu, że jest w tej kwestii specjalistą, ba! nie potrafił odróżnić Młynarza od Piekarza... Nie minęły cztery godziny, jak Pani Dziekan mówi mi, że pojawiły się dziwne okoliczności, bo Wojciech Killar przyjeżdża ze swoją wystawą. Ten człowiek po prostu pstryknął palcem i moja wystawa się nie odbędzie a wielotygodniowe przygotowania, praca ludzi, nakład finansowy poszły na marne. Nie poinformował mnie o tym i tylko dzięki uprzejmości Pani Dziekan się o tym dowiedziałem. Jeśli tacy ludzie będą decydowali o sztuce, będą budowali wizerunek Lublina, to w tym 2016 stolica kultury przerodzi się w stolice chałtury. I zamierzam powiedzieć to przy okazji odbierania nagrody artystycznej Miasta Lublina, może ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje....

Lublin, 15 czerwiec 2007

17:43, mlodeforumsztuki , teksty krytyczne
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 czerwca 2007
Jeszcze o “Novych Falach”

Fala zawsze przynosi coś nowego, nieraz zmiatając to co spotkała na swojej drodze, przynosi ożywczą moc lub zniszczenie, może też towarzyszyć chłodnej, orzeźwiającej bryzie. Z "nowymi falami" w dziedzinie sztuk wszelkich mamy do czynienia co jakiś czas i jest określenie najczęściej mające na wyrost podkreślić nowatorstwo i wyjątkowość uczestników i współtwórców owych "fal". Nowość to, nie tylko w obrębie sztuk plastycznych, od jakiegoś czasu - słusznie zapewne - nazywanych wizualnymi, termin i kryterium elektryzujące od lat, mocno zresztą związane z ponad wiekowym już paradygmatem sztuki modernistycznej.

"Nowość" to też pojęcie i znaczenie mocno i chętnie eksploatowane przez rynek wszelkich dóbr konsumpcyjnych, szczególnie tych szybko zbywalnych. Wszyscy pragniemy czegoś nowego, nieustannie, ciągle właśnie na nowo ... Zatrzymujemy się jednak na dłużej raczej nie nad tym co nowe lub pozornie nowe lecz nad tym co wyjątkowe wśród innych, nieraz podobnych, rzeczy lub pojęć. Albo mi się tylko tak wydaje ...

Czy coś wyjątkowego zdarzyło się podczas kolejnych odsłon "Novych Fal"? Wydaje mi się, że pod gościnnymi skrzydłami Galerii Białej ponownie wykluwają się "novi", napisałbym nawet "wyjątkovi", twórcy całkiem często, nieraz szybko osiągając spore sukcesy - jak Mariusz Tarkawian, który od momentu kiedy postanowiłem napisać te kilka słów do momentu, w którym się do tego zabrałem zdążył podziałać w Galerii Program i w Galerii Okna w Warszawie. Co się zdarzy kiedy skończę stukać w klawiaturę?
Na czym ta wyjątkowość polega? Dla mnie na operowaniu własnym językiem - wywołany już Tarkawian nie odkrył rysunku - posługuje się jednak własną rozpoznawalną kreską i stylem narracji rysunkowej i czyni to na tyle atrakcyjnie, że doczekał się już chyba (choć może przesadzam) naśladowców (patrz rysunki Poli Dwurnik w Kronice Towarzyskiej "Obiegu" - http://www.obieg.pl/kronika/07050101.php) .

Nie tylko zresztą on zdaje się szybko definiować własny język, towarzyszą mu w tym, według mnie oczywiście, Agata Krotul (Nova Fala 1), Marta Polkowska, Ola Mijal, Angelika Milaniuk (Nova Fala 3), Barbara Abramowicz (Nova Fala 2) - wszystkie posługujące się swoimi niezależnymi kodami i formami. Zatrzymać chciałbym się jednak przy Arkadiuszu Lemieszku (Nova Fala 3), który malując powiększone bilety wstępu do galerii, plakaty, czyni coś, co jak mi się wydaje, jest stawianiem jednego z fundamentalnych pytań towarzyszących sztuce - pytania czym jest sztuka oraz gdzie i jak się przejawia? W przypadku obrazów Lemieszka - odpowiedź jest tak oczywista, że sprawia wrażenie sarkastycznej - sztuka pojawia się w galeriach. Obecność w "topowej" galerii, splendor instytucji z całym zapleczem kuratorsko - towarzyskim udziela owego "istnienia" sztuce, namaszcza na artystę, staje się ostatecznym kryterium. Choć trudno zaprzeczyć istotnej roli tego mechanizmu, trudno też ostatecznie pogodzić się z takim uproszczeniem zdającym się mówić, o tym, że sztuką jest to - co jest pokazywane w galeriach (żeby trochę przerysować dodam - w galeriach aktualnie uznanych za "opiniotwórcze"). Przypomina to trochę mechanizmy działania show busines'u, zgodnie z którymi ważniejsze jest czy walcząca o swoją pozycje celebrity pokazuje się w odpowiednich miejscach i wystarczająco dba o swoją obecność w mediach niż jakość tego czym w istocie się zajmuje.

Co ciekawe tropów interpretacyjnych dostarcza w tym wypadku potencjalny przyszły, uczestnik owego galeryjnego obiegu ...

To skoro już przerysowałem i dokonałem nadinterpretacji - wrócę do Tarkawiana - jego spokojne, "rysunkowe" przyglądanie się przejawom sztuki najnowszej pozwala przyjrzeć się im się ponownie i z dystansem, przypominając o jednej z istotnych podstawowych funkcji rysunku (a co za tym idzie i sztuki) - funkcji poznawczej ... Jednocześnie mamy okazję, dzięki jego kronikarskiej pasji, do spojrzenia - na nowo - na "top listę" nazwisk i prac artystów funkcjonujących z sukcesem w obiegu sztuki ostatnich kilku-, kilkunastu lat i budujących nasze o niej wyobrażenia.

A teraz po trzech "Novych falach", z ciekawością poddam się recyklingowi i spojrzę na zaistniały 10-ty i 100-tny jubileusz "wydziału" - wydarzenia, które przejęły sztafetę, jeśli nie nowości, to przynajmniej aktualności po "Novych Falach" - choćby po to by zaczerpnąć oddechu przed kolejnymi falami, które mogą nadejść.

ernom

8.06.2007

 

Festiwal Wydziału Artystycznego

1 i 2 czerwca 2007 roku odbył się Festiwal Wydziału Artystycznego. Oprócz wielu koncertów i pokazów zorganizowano kilka istotnych wystaw, które ujawniły niestosowany dotąd na Wydziale sposób prezentacji. Były one próbą wyjścia poza mury WA w poszukiwaniu motywów i ich realizacji w innym otoczeniu. Obszar tematycznych dociekań pojawiał się jako refleksja, pastisz, autoironia w kontekście obecności na Wydziale. Jego sens występuje w formie materii rzeźbiarskiej (glina, beton, patyna), malarskiej (olej, płótno), graficznej (linoryt, sucha igła, akwaforta) i stanowi źródło i podstawę artystycznej kreacji. W tym kontekście Recykling znaczeń zarysował się jako alternatywny motyw poszukiwań.

 

Marta Polkowska
Marta Polkowska

 

Wpływ świata widzianego spoza ogrodzenia z drucianej siatki stał się możliwy. Choć nie ma za nim szlachetnych materii, dość łatwo znaleźć pozostawione ślady konsumpcji w postaci nieużytecznych tworzyw, nadających się do recyklingu. W tym tematycznym obszarze powstało kilkanaście różnorodnych realizacji, które w artystycznej formie ujawniały związki z Wydziałem Artystycznym. Pojawiły się wątki krytyczne, będące do tej pory treścią rozmów korytarzowych. Wystawy odsłoniły możliwość ich publicznej prezentacji i recepcji tych, które dają szansę na rzeczowe, konstruktywne rozmowy na temat kondycji i przyszłości Wydziału.

 

Wystawa Recykling sztuki - recykling znaczeń odbyła się w dwóch miejscach: w Młodym Forum Sztuki, czyli Korytarzu Akademii Centrum Kultury i na Wydziale Artystycznym. Uczestniczyli w niej absolwenci, pracownicy i przede wszystkim studenci: Mariusz Tarkawian, Gazobetonownia, Natalia Maciocha, Wiola Głowacka, Dorota Szarnowska, Angelika Milaniuk, Kamil Stańczak, Pierre Moizan, Jan Gryka, Danuta Kuciak, Paulina Molenda, Natalia Głowacka, Paulina Daniluk, Monika Zapisek, Piotr Wojtkiewicz, Magdalena Jańczuk, Luiza Kondej, Michał Kondej, Marta Polkowska, Karolina Kościuk, Anna Zyśko, Katarzyna Niedźwiadek, Paulina Sadowska , Justyna Zarydkiewicz, Kama Bubicz, Katarzyna Pitucha, Katarzyna Urbaniak, Katarzyna Wójtowicz, Ewa Suchy, Aneta Olszewska, Łukasz Góras, Asia Szewczyk.

 

Monika Zapisek
Monika Zapisek

Kolejna wystawa, przewrotnie zatytułowana 100- lecie Wydziału Artystycznego, została zorganizowana przez członków Pracowni Otwartej: Aleksandrę Galant, Annę Świderską, Jakuba Kijuca, Roberta Miedziochę, Łukasza Smutka i Arkadiusza Lemieszka. Odbyła się w Centrum Kultury. Tu również pojawiły się refleksje na temat Wydziału ale w formie niezwykle specyficznej - jako futurystyczny jubileusz jego stulecia.

100- lecie Wydziału Artystycznego

 

100- lecie Wydziału Artystycznego


Tekst lektora z prezentowanego na wystawie filmu - będzie tu znaczącym wątkiem i komentarzem:
Film ten opiera się na materiałach źródłowych, które przetrwały wojnę 2043.
Bardzo ważnym źródłem były zapiski pracownika lubelskiej uczelni, ukryte przez niego na terenie wydziału, na krótko przed finalnym uderzeniem. Duża część materiałów była bardzo złej jakości, wiele miesięcy zajęło nam ich odtworzenie. Dziękujemy wszystkim, którzy wspomagali naszą inicjatywę.
Historia nauczania plastyki na dawnych ziemiach miasta Lublin sięga lat siedemdziesiątych XX wieku. Siedziba, wówczas jeszcze, Zakładu Wychowania Plastycznego znajdowała się gdzieś na terenie przedwojennego centrum handlowego Tadeusza Zana. W 1991 dostaje od wojska budynki przy Alejach Kraśnickich i tam rozbudowuje się stopniowo do roku czterdziestego trzeciego. Warto nadmienić, że sąsiaduje aż do roku 2010 z Wydziałem Muzycznym. Duży wpływ na losy wydziału miała burzliwa historia Polski przełomu wieków oraz przemiany ustrojowe początku milenium.
Głęboka ingerencja państwa w sprawy kultury i sztuki zmieniła układ sił w pierwszej dekadzie XXI wieku. Są to czasy ciężkie dla wydziału. Za odgórnie narzuconymi, jedynymi słusznymi poglądami idą zmiany personalne. Zachowały się wzmianki o głośnym strajku z roku 2012 .Część pracowników próbowała stawiać opór władzy okupując podziemia budynku przez dziesięć dni. Wszystko skończyło się interwencją policji i pozbawieniem prowodyrów praw publicznych oraz zwolnieniami dyscyplinarnymi. Jest to okres wzmożonej emigracji.
Okres odwilży 23 nie zmienił znacząco stanu rzeczy, do łask wracają dawni abstrakcjoniści.
W ukryciu działa grupa konceptualna „Czarek”. W drugim obiegu ukazuje się głośna wówczas książka „Pamiętnik z Bitwy pod Grunwaldem” Tomka Kozaka. Przewrót lipcowy roku 2026 wstrząsnął wydziałem równie bardzo jak wiadomość o wyborze afroamerykanina na papieża. Lecą głowy przedlipcowych decydentów. Na polecenie Komisarza Kultury i Sztuki zza oceanu wraca Robert Kuśmirowski i zostaje dziekanem reformowanego wydziału. Zapada decyzja o budowie nowego budynku uczelni. W dynamicznie rozwijającej się metropolii budynek Instytutu Sztuk Pięknych wraz z nowopowstałym Centrum Sztuki Współczesnej tworzy niezwykłą dominantę architektoniczną. Czasy renesansu lubelskiego przesunęły centrum kulturalne Europy z Berlina właśnie tutaj. Uczyła się u nas młodzież z całego świata, powstaje Żydowski Instytut Sztuk Nieprzedstawiających. Jest to okres wielu międzynarodowych inicjatyw artystycznych, takich jak targi sztuki czy turniej piłkarski młodzieżówek całego świata, organizowany na terenie obozu na Majdanku. W roku 2040 absolwent wydziału Michał Stachyra zostaje laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.
Triumfalne karty historii rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie przerywa nagle wojna 2043. Po kolejnej amerykańskiej inwazji na Kuwejt, Federacja Rosyjska ucieka się do długo zapowiadanych ostatecznych środków. Celem uderzenia staje się polska tarcza antyrakietowa „Sobieski” sekcja Kraśnik. Lubelskie ginie w błysku jaśniejszym niż tysiąc słońc.

100- lecie Wydziału Artystycznego

 

Wystawą, która w sposób bezpośredni nawiązywała do wydziałowej egzystencji była prezentacja w obrębie Instytutu Sztuk Pięknych z Pracowni Fotografii pt. Strzał w dziesiątkę.


Wzięli w niej udział: Barbara Bortkiewicz, Przemysław Duda, Iwona Działo, Łukasz Jaworski, Dawid Jurek, Agnieszka Kępka, Renata Klimek, Ewelina Kruszewska, Ludmiła Kufel, Beata Maziejuk, Robert Miedziocha, Iwona Nadolna, Rafał Namiota, Irena Nawrot, Katarzyna Niedźwiadek, Lucyna Rajchel, Paulina Sadowska, Piotr Salata, Agnieszka Siedacz, Izabela Solarz.

Jan Gryka

16:53, mlodeforumsztuki , wystawy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2007
Recykling sztuki - wernisaż.

1 czerwca 2007, w ramach Nocy Kultury, odbył się zapowiadany przez nas wcześniej wernisaż wystawy Recykling sztuki - recykling znaczeń cz. I.

W czasie wernisażu Jan Gryka wykonał performance "Każdy gest ma znaczenie".

W wystawie wzięli udział:

Mariusz Tarkawian, Potencjalni artyści +, rysunki

Mariusz Tarkawian



Gazobetonownia, Najlepsze nogi w młodej sztuce polskiej, obiekt

Najlepsze nogi w młodej polskiej sztuce

Natalia Maciocha, Przyjemność wyobrażania, malarstwo

Wiola Głowacka, Nuda II, realizacja malarska



Dorota Szarnowska, obiekty

Angelika Milaniuk, Drzewo urodzaju/nieurodzaju?, wydruk komputerowy

Angelika Milaniuk



Kamil Stańczak, obiekt

kamil stańczak



Pierre Moizan, obiekty

Danuta Kuciak, Vincent, Arles - styczeń 1889, fotografia

Danuta Kuciak



Paulina Molenda, obiekty

Natalia Głowacka, Boys, boys, boys!, obiekt

 

 

 

17:02, mlodeforumsztuki , wystawy
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 maja 2007
Maciej Osika - Autoportrety

można pisać tak...

Balansując na granicy płci (nie tylko tej gender), epatuje sex appealem, przyprawiając o zawrót głowy tych, którzy go oglądają. Maciej Osika wciela się w różne role – kulturowe ideały kobiecego piękna. Na jednych zdjęciach transformacja jest absolutna; Osika jest na nich kobietą, seksualna tożsamość jego bohaterek nie pozostawia wątpliwości.

 

czy...

 

Z przyjemnością donoszę, że mamy doczynienia z nowym wielce obiecującym artystą. Rzecz robi tym większe wrażenie, że Maciej Osika jest raptem 23-letnim studentem.”...,

ale można też pisać tak...

Wystawa budzi jedynie wrażenia estetyczne. Piękne twarze patrzące z fotografii, estetyka kiczu czy reklamowego chłamu atakującego nas na każdym kroku, a całość w określonej stylistyce daje w rezultacie uczucie monotonii. Idealizm, piękno, wizerunki męskie upozowane na kobiece, jednak czy jest w tym coś więcej...? Kiedyś autor w dostępnym w internecie fragmencie jego wypowiedzi zdeklarował się, że chce aby „były uderzeniem w twarz i pokazały, jak bardzo ludzie uwikłani są w świat zewnętrzny, narzucający normy i ograniczenia”. To drugie znane jest od początków cywilizacji, ludzie zawsze byli, są i będą uwikłani. Dążenie do absolutnej wolności to mrzonka także znana od zawsze, chociaż każdy ma do niej prawo. Natomiast co do pierwszej części zdania to należy zadać kolejne pytanie: dla kogo będzie to „uderzenie w twarz”? Jeżeli „uderzenie w twarz” będzie skutkowało nagrodami, wystawami i kilkoma artykułami to nie należy sie dziwić, że autor tak bardzo je sobie przyswoił, że nadal pokazuje podobne prace. Czy kilka próbek ekspresyjnych aktów męskich (!), gdzie każda twarz udaje emocje – twarze-maski, o których mówił sam autor – to jeszcze nie za mało? Autor próbuje uprawiać grę, dla każdego wymyśla inne odpowiedzi, o których sam później mówi, że są to bzdury, których się od niego oczekuje, śmieje się z interpretatorów...Może racja, wszyscy jesteśmy istotami omylnymi, często nawet śmiesznymi, ale czy można generalizować i wszystkich wrzucać do jednego worka? Może walczący z szufladkami autor sam także nie powinien tego robić w stosunku do swojej publiczności.

i jak jeszcze?...

Pz

21:40, pola_lub , wystawy
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6